czwartek, 7 kwietnia 2016

1.24. Ostatnia Pamiątka

      - Usztywniaj ramiona. Nie pozwól, żeby broń zadżała ci w dłoni w czasie obrony.
      Drake rzucił z powrotem w stronę Destiny długi kij, który złapała w locie. Popatrzyła na chłopaka i uniosła brwi.
      - Znowu?
      Chłopak wzruszył jedynie ramionami.
      - Łuku ci jeszcze nie dam - powiedział.
      Thore także dzierżył tą samą broń co ona, obracając ją co chwilę w powietrzu. Brwi miał zmarszczone w oznace skupienia, a jego twarz niczego nie wyrażała.
      Destiny odetchnęła głęboko
      Ostatni miesiąc był trudny, jeśli nie powiedzieć, że wręcz nie do zniesienia. Ludzie w Agorze ciągle wchodzili do głównego budynku i poruszali się w nim jak przerażone mrówki. Czasem Des miała nawet problemy do dostania się do Notrum, w którym spędzała całe dnie, jeżeli nie kazano jej opiekować się chorymi w Izbie.
       Cieszył ją fakt, że miała coś do roboty. Nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Ciągle przed oczyma miała wizję krwi, błota i Entylonów. Zaczęła zdawać sobie sprawę, że znowu zaczęły nawiedzać ją koszmary. Wizje, które chciała zapomnieć.
       Obraz nieżyjącego Nathaniela w jej ramionach. Jego ostatnie tchnienie życia zmarnowane na przesłanie ich na drugą stronę.
       Udało się wam, Des, udało.
       W ostatniej chwili sparowała potężny cios.
        - Skup się - warknął Drake, zaciskając mocniej dłonie na kiju. - Masz walczyć ze mną.
       Thore wyleczył się szybko, spędzając zaledwie pół tygodnia w Izbie. Wypisał się na własne życzenie i na własną odpowiedzialność, nie dając starszym Zaprzysiężonym dojść do słowa. Zaszył się w swoim pokoju, nie wychodząc z niego przez kilka dni. Des nie mogła go odwiedzić, bo nie wiedziała nawet gdzie dokładnie jego sypialnia się znajduje. Nie chciała też pytać o to Eleny, która wydawała się znosić to wszystko najgorzej z całej trójki.
         - Mam dość. - Des rzuciła kij na zbiorowisko broni i rozpuściła włosy. Fala blond włosów opadła jej na ramiona. - Trenujemy cały dzień, bez przerwy. Muszę odwiedzać też Izbę. Moja nowa praca i...
        - I poza tym dał ci ją Jasir, wiem - przerwał jej Drake. Oparł się o kij i zmierzył ją wzrokiem. - Idzie ci coraz lepiej.
        Destiny odwróciła wzrok i przeczesała ręką włosy.
        - Wiesz kiedy zaczyna mnie trenować jakiś Bezrasowiec?
        Drake uniósł brwi.
        - Nie chcesz już mnie?
        - Nie. - Des pokręciła głową. - Po prostu muszę w końcu zacząć się do nich przyzwyczajać, skoro mam należeć do tej samej rasy.
       - Na twoją własną prośbę - przypomniał jej Drake. W jego głosie pobrzmiewał gniew. - To ty chciałaś należeć oficjalnie do Zaprzysiężonych. W czym ci przeszkadzało bycie gościem na Agorze?
       - Nie miałam pełni praw - wyjaśniła mu po raz kolejny dziewczyna. - A jeżeli chcę coś robić tutaj to muszę do czegoś przynależeć. Nie będę brała w walce udziału, ani nic z tych rzeczy. Po prostu chcę pomagać, chociażby na Izbie.
       - Cromwell nie mógł wymyślić czegoś innego? - Drake wyrzucił ręce do góry w geście poirytowania. - Bezrasowcy cię poniżą i zniszczą. A ja ani Elena czy nawet Jasir nic z tym nie zrobimy.
       Destiny głośno westchnęła.
        - Rozmawialiśmy o tym - powiedziała po chwili. - Nie wychodzę za mąż za żadnego z nich...
        - Bo od razu się na to nie zgodziłem.
        - Bo byłoby to idiotyczne - sprostowała Des, ignorując słowa bruneta. - Nie będą mnie z nimi łączyć żadne relacje, prócz przynależności i wspólnych treningów. Poza tym i tak pewnie będę trenować z dziećmi. Może kiedyś będę mogła je uczyć. Oboje wiemy, że nie powinnam być nawet Bezrasowcem.
        Destiny uśmiechnęła się do chłopaka, który po chwili odepchnął się od kija i usiadł na ziemi. Kurtyna gęstych, lekko kręconych i czarnych jak smoła włosów opadała mu na czoło.
       Dawno nie ścinał swoich włosów, pomyślała Des.
       Podeszła do niego, jednak on nadal wbijał wzrok w ziemię.
        - Drake, popatrz na mnie - powiedziała w końcu.
       Głowa chłopaka podniosła się do góry. Para wielkich, brązowych oczu patrzyła na nią z dołu, a ona z trudem powstrzymywała się od ucieknięcia wzrokiem. Kiedyś nie miała z tym problemu, by na niego patrzeć. Przychodziło jej to z łatwością.
        Teraz jednak wszystko znowu się zmieniło.
        Po chwili zastanowienia w końcu wydusiła z siebie:
        - Nie ważne do jakiej rasy będę przynależeć. Jesteśmy przyjaciółmi, tak samo jak i Elena. Nie przeszkadza wam to, że ona jest Zieloną, a ty Brązowym. Tak samo nie będzie nam przeszkadzać fakt, że jestem Bezrasowcem. - Des z trudem przełknęła dziwną gulę w gardle i włożyła ręce do kieszeni czarnych szortów. Zrobiła krok w stronę schodów.  - Muszę już iść do Izby. Spotkamy się na kolacji z Eleną.
        Drake pozostał sam, wciąż siedząc na podłodze. Spojrzał raz jeszcze na drobną sylwetkę dziewczyny, biegnącą po schodach w górę. Odetchnął i wstał, idąc prosto do sektora Brązowych. Jednak zamiast skupić się na trenowaniu, w jego uszach obijały się ostatnie słowa Nate'a  skierowane do chłopaka.
       
     
         Destiny nie lubiła kłamać. Jednak w ciągu ostatniego miesiąca zdarzało się jej to bardzo często.
         Pokój Nathaniela odkryła przypadkiem. Kiedyś podsłuchała rozmowę dwóch Zaprzysiężonych, które pracowały w Izbie. Mówiły o nim. Zastanawiały się co zrobić z rzeczami chłopaka, które Drake przywiózł ze swojego rodzinnego domu. W końcu któraś z nich postanowiła pozostawić te rzeczy w agorskim pokoju, który do niego należał i zamknąć go na klucz. Dziewczyna od razu ofiarowała kobietom swoją pomoc, a one zaprowadziły ją do wskazanego miejsca. Zaprzysiężonym było to na rękę, bo nikt w całej Agorze nie chciał się bawić rzeczami zdrajcy, Des zniosła  obraźliwe słowa o Nathanielu, powoli pakując wszystkie jego rzeczy. Po wszystkim kobiety zamknęły drzwi na klucz i odeszły, a Des razem z nimi.
          Jednak następnego dnia okazało się, że jeden z kluczy niestety zaginął.
          Mały, srebrny przedmiot lśnił w ciemności, kiedy to Des poruszała się po korytarzach. Z każdym dniem Główny Dom odkrywał przed nią coraz to nowe zakamarki, dzięki którym Destiny przemierzała budynek praktycznie niespostrzeżenie.
          Miała jeszcze godzinę przed rozpoczęciem zmiany w Izbie. Dzisiaj pracowała w nocy. Z jednej strony cieszyło ją to, bo nie musiała martwić się koszmarami. Jednakże powoli zaczynała odczuwać niedobory snu, czując się coraz bardziej zmęczona i słaba. Treningi z Drake'em były ciężkie i wyciskały z Des siódme poty. Po wyjściu z Notrum zawsze potem przychodziła do pokoju Nathaniela, by następnie zajrzeć do Izby i udać się na kolację. Wszystko miało swój rytm, jedynie pory, w jakich pracowała i trenowała się zmieniały.
           Czuła, że tylko porządnie zaplanowany dzień nie pozwalał się jej pogrążyć w żałobie.
            Ciche skrzypnięcie mechanizmu zamka rozległo się po pokoju. Des raz jeszcze rozejrzała się po korytarzu, nacisnęła klamkę i weszła do środka.
           Był prosty, zupełnie jakby Nathaniel go nigdy nie zagospodarował. Wyglądał tak samo jak pierwszy pokój Destiny, w którym się kiedyś obudziła, odkrywając zupełnie inny świat. Tak samo drewniane meble, podłoga, ściany. Niewielkie okno, które ukazywało gwieździste niebo. Blask księżyca częściowo oświetlał pokój, który o tej porze dnia wydawał się być jednak trochę przerażający.
           Nie zraziło to dziewczyny. Podeszła do ramy łóżka i uklękła, wyciągając powoli spod niego jeden z kartonów.
           Przez chwilę znieruchomiała. Patrzyła wprost na pudło i wsłuchiwała się w ciszę. Po kilku minutach jej drżące palce w końcu dotknęły przedmiotu. Z cichym szmerem otworzyła pudełko. Na samym wierzchu leżały zdjęcia, które Des zabrała z domu Gray'ów. Samo ich dotykanie wydawało się jej nieprawdopodobne, wręcz komiczne. Nie powinna ich mieć. Sam sposób ich zdobycia był nienaturalny. Były one zaledwie miesiąc temu częścią jej umysłu, a teraz są zupełnie prawdziwe.
           Dotykała je, mogła przejechać palcami po gładkiej powierzchni zdjęcia. Miała pewność, że obraz Amy, James'a i Will'a nigdy nie zostanie wymazany z jej pamięci. Nigdy nie zapomni jak piękni oni byli. Wiedziała już, że nie musi ich nosić tylko w sercu. Gdzieś na świecie, w bezpiecznym miejscu, były ich zdjęcia. To wszystko, czego potrzebowała, by jej serce nie umarło z rozpaczy.
          Zebrała zdjęcia w kupkę i jeszcze raz je przejrzała. Uśmiechnęła się mimowolnie i odłożyła je na bok. Potem jej dłonie dotknęły książki, którą czytała codziennie, kawałek po kawałku.
          Po chwili, Des znowu sięgnęła do pudełka.
          Zamknęła oczy i wyciągnęła ostatnią rzecz, która była w kartonie.
          Kurtka Nathaniela.
          Jakimś cudem przetrwała prawie w idealnym stanie. Jedyne, co jej się stało, to małe rozdarcie na rękawie, które Des dawno zaszyła.
          Dziewczyna nie do końca rozumiała, dlaczego zachowała tą kurtkę tylko dla siebie. Nie schowała jej do jego rzeczy. Przerzuciła ją do swojego pudełka i codziennie zakładała ją na swoje ramiona, upajając się zapachem ubrania. Pachniała ledwie wyczuwalnymi męskimi perfumami, lasem i deszczem. To zupełnie jakby pewnego letniego dnia, po wielu dniach deszczu, Des otwarła okno i poczuła zapach świeżości. Tym też pachniał Nathaniel. Tak go sobie zapamiętała.
          Na początku była mu wdzięczna. Za to, że ją uratował i to nie raz. Za to, że dla niej był inny niż dla pozostałych.
          Była mu nawet wdzięczna za to, że mogła się z nim droczyć, a on nie brał niczego do siebie. Że mogła być szczera, wygarnąć mu jego złe zachowanie, a on po prostu wysłuchał.
           Jednak najbardziej była mu wdzięczna za to, że się poświęcił. Nie tylko dla niej. Także dla Drake'a i Eleny. Dopiero wtedy ujawnił swoją prawdziwą twarz. Nie był zadufanym w sobie egoistą. Nie był Entylonem. Nie był Refenesem. Był Nathanielem, Niebieskim, który się poświęcił dla innych. Był Nathanielem, który rzucił się na bestię po to, by uratować człowieka, który go nienawidził. Krótko go znała. Jednak był jej bliższy, niż większość osób jakimi się kiedykolwiek wcześniej otaczała.
           Różne krążyły plotki przez ostatnie tygodnie. Według części Zaprzysiężonych ciało Nathaniela spalono, by nie rozlewać brudnej, entylońskiej krwi na ziemi Agory. Inni natomiast mówili, że za namową Cromwella, pochowano go razem z innymi Zaprzysiężonymi, co miało być nagrodą za uratowanie życia rasie Mionów.
            Tylko Des, Elena, Drake i garstka Zaprzysiężonych, którzy ich znaleźli, wiedzieli jak było naprawdę.
            Coś skrzypnęło w drzwiach. Serce Des przez moment przestało bić, by po chwili uderzać jak karabin maszynowy. Zerwała się z kolan i szybko,a zarazem najciszej jak mogła zaczęła wrzucać rzeczy do pudła, które potem wsunęła z powrotem pod łóżko. Dziękowała Bogu, że zawsze zamykała drzwi od środka i chowała kluczyk do kieszeni w razie nieprzewidzianych okoliczności. A właśnie wtedy taka okoliczność się nadarzyła.
            Nagle zdała sobie sprawę, że na ramionach wciąż miała kurtkę Nathaniela. Zdjęła ją z siebie i rzuciła na łóżko.
            Po chwili w zamku rozległ się kolejny trzask.
            Ktoś ma klucze, pomyślała spanikowana Des.
            W ostatniej chwili wpadła  na pustą szafę, chowając się w niej. W tej samej chwili, gdy zamykała drzwiczki, pokój zalało blade światło płynące z korytarza. Ciche kroki oznajmiły obecność drugiej osoby. Po chwili przez zakamarki szafy wpłynęło więcej żółtego blasku. Ktoś musiał zaświecić lampkę.
            Des przełknęła ślinę i uchyliła lekko drzwi. Jej oczom ukazała się wysoka, szczupła postać.  Czarne włosy kontrastowały z jej jasną cerą i niebieskimi jak sopel lodu oczami.
             Heather.
             Destiny zatkało. Od śmierci Nathaniela nie widziała jej w ogóle. Elena napomknęła jej kiedyś, że Niebieska wyjechała do rodziny do Karoliny Północnej.
             Czyżby wróciła?
             Wyglądała inaczej niż zwykle. Oczy miała lekko zapuchnięte, czerwone od płaczu. Ubrana była byle jak, praktycznie zupełnie na czarno. Nawet jej włosy nie błyszczały jak wcześniej, związane w niedbały kucyk.
             Przez chwilę Des miała wrażenie, że dziewczyna cierpiała.
            Heather przeszła kilka kroków po pokoju, rozglądając się. Des od razu zamknęła szafę, a jej serce biło jak oszalałe. Po odczekaniu kilkunastu sekund znów jednak  zaczęła przyglądać się poczynaniom brunetki. To, co zobaczyła zaskoczyło ją. Heather klęczała i tuliła do siebie kurtkę Nathaniela.
             Płakała.
             Płakała tak zupełnie szczerze, okazując jednocześnie całą swoją bezsilność, że nienawiść Des do Niebieskiej zaczęła topnieć.
              Czyżby naprawdę tak go kochała? Ta cała szopka z pokazywaniem jej miłości do niego, przesadną zazdrością i czułością była prawdziwa? Naprawdę Heather potrafiła obdarzyć kogoś tak silnym uczuciem?
              Des poczuła się dziwnie.
              Heather nadal łkała, zanurzając twarz w skórzanym materiale, a jej ciało co chwilę drżało.
             Destiny cicho westchnęła.
             Nagle para niebieskich oczu wystrzeliła w górę.
             - Jest tu kto? - spytała cicho Heather, wstając do góry. W dłoniach wciąż mięła kurtkę Blade'a.
             Des znowu zamknęła drzwi szafy i cofnęła się aż do ściany. Kroki Niebieskiej zaczęły być coraz głośniejsze. Zbliżała się do Des, wyczuła jej obecność.
              Jasna cholera, pomyślała Destiny.
               Zamknęła oczy, gotowa na ból.
               Jednak nic się nie stało.
               - Heather? - Inny głos rozległ się po pokoju. Des rozpoznała go. Należał to kobiety z Izby, Ingrid. - Kochanie, musisz już iść. Jeżeli ktoś się dowie, że pozwolono ci tu wejść, obie będziemy mieć poważne problemy.
               Kroki ustały.
               - Dobrze. - Des usłyszała głos Niebieskiej. - Już idę.
               Kroki zaczęły być coraz cichsze. Jednak obie Zaprzysiężone wciąż były w pokoju.
               - Musieliście się bardzo kochać - powiedziała Ingrid.
               Des znowu uchyliła drzwi. Starsza kobieta, ubrana na szaro, patrzyła na Heather z troską wymalowaną na twarzy.
               - Ja go kochałam. - Niebieska kiwnęła głową.
               Ingrid, Zielona, dotknęła policzka dziewczyny i pogładziła ją delikatnie.
               - On ciebie też, wierzę w to.
               - Nie - szepnęła Heather. - To nie mnie kochał.

           
           
       
   

     
   

10 komentarzy:

  1. Jaki przeskok w czasie, Boże o.O Tu czytam jak Nathaniel umiera, ja ryczę... a tu potem BUM i Des ma dołączyć do Zaprzysiężonych, pracuje w jakiejś Izbie, która jest chyba szpitalem na Agorze. Woah...Heather ma uczucia? WTF?
    Szkoda mi Des...czyżby zakochała się w Nathanielu? Chociaż to trochę na to za wcześnie... i on nie żyje:/ Gdzie Elena się podziała? :D
    Pozdrawiam,
    Perfekcjonistka
    http://perfekcjoniska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za komentarz!
      Faktycznie, przeskok jest bardzo spory, ale mam zamiar wyjaśnić wydarzenia wcześniejsze zaraz po śmierci Nathaniela w następnym rozdziale :) Chcę też urozmaicić akcję (boję się, że wieje nudą) i dlatego trochę się w życiu pozmieniało ;)
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz, to dla mnie ważne ;)

      Usuń
  2. Jak ja się cieszę, że do nas wróciłaś! Bardzo się bałam, że stracę tę piękną historię i nie będę mogła już nic o Zaprzysiężonych przeczytać! :< Mi też blogger odwalił niezły kawał, z resztą wiesz, jeśli czytałaś adnotację 9 rozdziału :P
    Des trenuje, to dobrze! Musi umieć się chociaż trochę bronić, a po drugie, to ja nie wierzę, żeby była jakimś nędznym berasowcem i na pewno dowiem się, kim jest i będzie kimś bardzo, bardzo wyjątkowym i już się doczekać nie mogę, jak wpleciesz jakiś taki wątek :D
    Końcówka była taka... Niedowierzająca. Aż mi się naprawdę zrobiło szkoda tej suki, pomimo, że - no właśnie- jest suką. Miłość jest piękna, ale bywa bolesna, no i biedna akurat ona musiała tego doświadczyć... dlatego jej współczuję, bo wiem, co czuła, bo byłam na jej miejscu kiedyś i naprawdę nikomu nie życzę takiego bólu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki za komentarz! :D
      Tak, tak, ja też się szczerze powiedziawszy cieszę, że znowu się nie poddałam ;) Ależ słodzisz <3
      Bezrasowcy nie są znowu tacy nędzni... bardziej pokrzywdzeni przez resztę ras. Hahahah, Heather jako suka. Pięknie ujęte, nie powiem :D

      Usuń
  3. Des nie powinna narzekać na treningi. Przecież to dla jej dobra. Drake się stara.
    Szkoda Nathaniel'a, ale jakoś nie umiem rozpaczać po jego stracie. Nie wiem dlaczego. No a Heather wcale mi nie żal. Rozdział spokojny, ale bardzo emocjonalny. Podobało mi się;)
    Pozdrawiam!
    I zapraszam na nowe do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siemanko, wielkie dzięki za komentarz ^^ Każdy mnie motywuje do dalszego działania :)
      Des jak to Des, nie zawsze wie, co dla niej dobre. Drake się stara, choć jemu samemu ciężko...
      Zauważyłam, że czytelnicy są podzieleni na dwie części: ci, którzy Nathaniela uwielbiają i ci, którym działał on na nerwy. Co mnie, szczerze mówiąc, naprawdę zadowala, bo przynajmniej jedna moja postać ma na tyle rozbudowaną osobowość, że zbudza w czytelnikach różne emocje. Pracuję także tak samo nad resztą postacią, ale najwidoczniej te nieco sarkastyczne wychodzą mi lepiej, a takich w moim opowiadaniu póki co to nie ma za wiele ;)
      Dzięki jeszcze raz i obiecuję Ci wpaść do Ciebie, kiedy tylko będę mieć chwilę!

      Usuń
  4. Mimo wszystko lubię Heather i szkoda mi jej. :( A co do Destiny to ja osobiście lubię czytać sceny walki/obrony. Więc zaciekawiłaś mnie.
    I uff, udało mi się wszystko nadrobić i nie mam dość! Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, a przy okazji zapraszam do siebie na 18sty! :)
    www.magical-history.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, znalazł się ktoś, kto lubi Heather! :D
      Dziękuję, że zechciało ci się tyle rozdziałów nadrobić :D Wpadnę jak tylko znajdę czas! ^^

      Usuń
  5. Hejka! Nominowałam Cię do LBA! Szczegóły tutaj: you-give-me-breath.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Woow zrobiłaś duży przeskok w czasie :o Choć według mnie jest to na plus, dodaje tajemniczości temu, co stało się zaraz po tych wydarzeniach z ostatniego rozdziału.
    Des wzięła się ostro za trenowanie i dobrze. Musi nabrać wprawy we władaniu bronią i sprawności jeśli chce dołączyć do Zaprzysiężonych. Fajnie, że może pracować w Izbie. Przynajmniej jest zajęta opiekowaniem się chorymi i treningami i może oderwać myśli od ostatnich makabrycznych zdarzeń.
    Spryciara z niej, ze podwędziła klucz do pokoju Nate'a xd Czyżby żywiła jakieś głębsze uczucia do Niebieskiego? Nie spodziewałam się, że Heather ma jakiekolwiek uczucia! :o Musiała rzeczywiście bardzo kochać Nate'a. Zastanawia mnie tylko, dlaczego powiedziała, że on jej nie kochał tylko kogoś innego. Kogo? Des czy Entylonke dla której zdradził swój klan?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM