czwartek, 21 stycznia 2016

1.22. Duch Naszej Miłości

     Gorzki smak herbaty rozpływał się w ustach Des, rozgrzewając po chwili całe jej zmarznięte ciało. Mrok ogarnął  pomieszczenie, w którym nie dało się usłyszeć niczego więcej prócz cichego tykania zabytkowego zegara.
         Destiny w końcu zdobyła się na odwagę, żeby rozejrzeć się po kuchni.
         Była całkiem spora, pełna przepychu. Urządzona - według  Des - kobiecą ręką. Na oknie wisiała piękna, ręcznie haftowana zasłona, przez którą wpadało niezbyt dużo światła. Gdzieniegdzie była zżółknięta. Ściany pomalowane były na nieco już niemodny i wyblakły łososiowy kolor, a bogato zdobiony segment kuchenny w ciemnym odcieniu brązu doskonale z nim kontrastował. Podłogę pokrywało drewno, które było gdzieniegdzie porysowane i  odłupane. W lewym kącie kuchni zostało ono wręcz oderwane, a szara, betonowa dziura rzucała się w oczy. W małej gablotce z przeszklonymi drzwiczkami, stojącej obok lekko zbutwiałych drzwi, Destiny zauważyła sporą  zastawę na stół. Była w kolorze różu, a na dodatek każdy talerz, imbryk czy waza z tejże kolekcji  mienił się różnorodnością kolorowych kwiatów, które były na nim namalowane.
          Des poczuła na sobie wzrok Nathaniela i po chwili spuściła swoje zaciekawione spojrzenie w dół.
           Siedzieli naprzeciwko siebie, nie odzywając się ani słowem. Oddzielał ich od siebie precyzyjnie wykonany stół, w którym roiło się od eleganckich żłobień. Zrobiony z ciemnego drewna, pomimo swojego małego rozmiaru, wydawał się być masywny. Destiny przesunęła nieśmiało po gładkich wgłębieniach mebla. Wiedziała, że chłopak wciąż się jej przyglądał.
           On, natomiast, obserwował każdy jej ruch, kopiował uważnie do swej pamięci całe jej oblicze. Jasne, lekko poskręcane pasma włosów okalały jej delikatnie zaróżowioną twarz. Duże szare oczy, nadal lekko załzawione, patrzyły na swoje lekko czerwone palce, które podążały za śladami esów-floresów. Czarna skórzana kurtka była dwa razy większa od niej samej, na co chłopak uśmiechnął się lekko.
         Szara.
          — Więc... — odezwał się po długiej chwili milczenia. — Dobre ziółka?
         Destiny podniosła wzrok na Nate'a. Chłopak na widok jej metalicznie szarych oczu zamrugał kilkakrotnie, prostując się. Destiny, trochę zdezorientowana, zwróciła spojrzenie na napój, przełknęła ślinę i pokręciła głową.
         — Są ohydne — stwierdziła.
         — Zdziwiłbym się, gdybyś powiedziała inaczej — mruknął. — Wypij albo się nabawisz jakiejś grypy czy czegoś tam jeszcze.
         Dziewczyna pokiwała głową, zaciskając usta wąską kreskę. Poprawiła spadającą z jej ramienia kurtkę, co także nie ominęło uwadze Nathaniela.
         Głośne trzaśnięcie drzwiami przerwało ponownie narastającą ciszę. Blade przewrócił oczami i westchnął. Na jego usta znów wstąpił cyniczny uśmieszek, a do Des dotarło, że chwila z prawdziwym Nathanielem minęła.
          — Teraz zagrasz sarkastycznego dupka? - wypaliła nagle, zanim ugryzła się w język.
         Chłopak uniósł jedną brew do góry i zmierzył ją wzrokiem. Prychnął lekko, wstał  i z głośnym, nieznośnym szuraniem, przysunął krzesło do stołu. Uśmiechnął się jeszcze bardziej.
          — Wybacz, złotko, ale nasza randka dobiegła końca — powiedział, mrugając do niej. — Liczę na kolejną schadzkę, a teraz, jeśli pozwolisz,  idę zabić takiego jednego idiotę, który cię tu posłał.
           Odepchnął się lekko od krzesła i cofnął się w stronę wyjścia z kuchni. Destiny zmrużyła oczy i także wstała. Głos Drake rozległ się po domostwie, na co Blade ponownie westchnął.
           — Musisz tak krzyczeć, kretynie? — warknął. — Jesteśmy w kuchni!
           Po chwili do pomieszczenia wszedł Thore, a za nim Elena. Trey, widząc  dziewczynę, przeszła szybko przez kuchnię, potrącając wyzywająco ramię Nathaniela.
          — Destiny?  — Rudowłosa uniosła delikatnie podbródek i przyjrzała się jej dokładnie.  — Wszystko dobrze?
          — Eleno. — Des zabrała rękę Zielonej i uśmiechnęła się. Widok zatroskanej dziewczyny ją rozśmieszał. — Wszystko okey. Żyję.
          Drake natomiast stał nadal przy wejściu, zaraz obok Nathaniela. Spojrzał niepewnie na Destiny, próbując odczytać w jej oczach cokolwiek. Widząc ją jednak całą i zdrową odetchnął z ulgą.
          Nic się jej nie stało.
          Nagłe szarpnięcie popchnęło Drake'a aż do samej ściany. Tuż przed nim pojawił się wyższy od Brązowego Blade, który trzymał go za ramiona i patrzył na niego z gniewem w oczach.
         — Musisz mieć bardzo dobry powód dlaczego pozwoliłeś jej wyjść poza Agorę, przejść przez niebezpieczny las i znaleźć się tutaj — warknął cicho Nate.
         Drake szarpnął się, odpychając Nathaniela od siebie. Zerknął na Elenę i Destiny, które patrzyły na nich. Zielona zacisnęła dłoń w pięść, mierząc blondyna wzrokiem. Niewiele brakowało, a zaatakowałaby Niebieskiego. Destiny jednak chwyciła ją mocno za rękę, nie pozwalając jej odejść.                Atmosfera w kuchni znacznie się zagęściła.
          — Pomagam jej — odpowiedział mu Drake. — To, że musiała się tutaj znaleźć było konieczne.
          — Konieczne do czego? — Nate prychnął.
          — Konieczne do zbadania sprawy — zaoponowała Elena, odzywając się w końcu. — Chcemy udać się razem z Destiny na miejsce wypadku i zrozumieć, co się tam stało. Prawdopodobnie to byli Entyloni...
         — O czym zapewne wiesz, bo sam ją uratowałeś — przerwał jej Drake.
         Nathaniel przeniósł wyniosłe spojrzenie z Eleny z powrotem na bruneta. Uniósł lewy kącik ust i po chwili powiedział:
         — Od jak dawna wiecie?
         — Domyślałem się od samego początku, odkąd tylko znalazłem Des. — Thore wykrzywił się. — Entylońskie sztuczki nareszcie się przydały, co?
          Niebieski puścił jednak zniewagę mimo uszu. Oddychał głęboko, patrząc pokolei na wszystkich zebranych. Elena i Drake patrzyli na niego praktycznie tak samo - wyzywająco, gotując się na wszystko. Destiny jednak była inna. Jej spojrzenie wyrażało jedynie prośbę.
          Prośbę, by jej pomógł.
           — Czemu wy z nią idziecie, a nie na przykład ktoś starszy?  — rzucił Nate.  — Lub nawet sam Cromwell?
           — Profesor nie pozwolił  — odezwała się Des. Puściła rękę Eleny i podeszła bliżej.  — Nie zgodził się, stwierdził, że to dla mnie niebezpieczne.
            — Bo to jest niebezpieczne.
            — Wiem.  — Destiny pokiwała głową.  — Ale obiecałeś mi pomóc, Nathanielu.
            Nate nie mógł już znieść błagalnego spojrzenia tych szarych oczu. Westchnął głośno i obrócił się do nich plecami. Przeszedł kilka kroków, przeczesał ręką jasne włosy i zatrzymał się.
             — Dobra. Powiedzmy, że rozumiem powód. Powiedzmy też, iż zgodziłem się ci pomóc. Ale nadal nie wiem dlaczego nie poszliście z nią, tylko sama włóczyła się po lesie.  — Chłopak zgromił ich wzrokiem, a potem znowu zerknął na Des.  — Jak ty w ogóle ominęłaś Mur? Nie spotkał cię żaden Zaprzysiężony?
              — Nikogo nie było.  — Dziewczyna wzruszyła ramionami.  — A ta wasza ochrona przeciw Entylonom jest, szczerze mówiąc, do kitu.
              Elena zaśmiała się cicho na słowa Destiny. Widząc jednak minę Blade'a i Thore'a zamilkła.
               — To nie jest zabawne — warknął Drake.
               —  Jest i to bardzo  — odpowiedziała mu rudowłosa.
               —  Tak, ale nie w tej chwili  — odparował chłopak.
                — Och, zaraz się przez was porzygam. —  Nate spojrzał na nich z politowaniem i wykrzywił się.  — To jest to, Des, co musiałem przez długi czas znosić. Gorzej było, jak byli oficjalnie parą.
                Destiny kiwnęła głową. Heather rzeczywiście wspominała, że byli ze sobą. Jednak teraz, gdy patrzyła na nich, kłócących się, dotarło do niej kim Drake był dla Eleny, a ona dla niego. Łączyła ich swoistego rodzaju więź. Kiedyś się kochali. Pewnie nadal do siebie coś czują. Zresztą sposób, w jaki Elena patrzyła na bruneta mówił praktycznie wszystko.
                Tylko, że Des nie widziała tego samego u chłopaka.
                — Wpadłem na to w ostatniej chwili — wyjaśnił Drake po chwili. — Des zależy na zrozumieniu dlaczego tak się stało, a ja natomiast chcę  rozwikłać sprawę z Entylonami.
               — Wpadłem na to w ostatniej chwili — przedrzeźnił chłopaka Nathaniel, wykrzywiając się. — Lepiej, żebyś na nic w ogóle nie wpadał. Na nic nigdy, przenigdy.
               — Słuchaj, przez całe lato tropiłem Carlosa i jego grupę Entylonów. Wszelkie pogłoski o Serenie nie okazywały się prawdą od dobrych kilku miesięcy. Odkąd pojawiła się Des, jest szansa na jakikolwiek progres w tej sprawie. Entyloni czegoś od niej chcą, ty sam możesz to potwierdzić. Ja chcę ich znaleźć, Blade. Zakaz Rady czy też i nawet Cromwell'a mi w tym nie przeszkodzi.
              Na czoło Drake'a wstąpiło kilka pojedynczych kropli potu. Mówił trochę za szybko, gorączkowo. Zaciskał mocno szczękę, patrząc upartym wzrokiem na Nathaniela. Nie zwracał uwagi nawet na Elenę, która zamknęła oczy i obróciła głowę, nie mogąc już patrzeć na to, co się dzieje.
            Drake'owi nie chodziło o samo znalezienie Entylonów.
           Oczy Nathaniela złagodniały. Pokręcił delikatnie głową i powiedział:
            — Nie ma szans, że ich odnajdziesz.
            — Pieprz się, Blade! — krzyknął Brązowy. — Nie proszę cię o zgodę!
            — I co chcesz zrobić, jak uda ci się odkryć, gdzie są?! — Nate także podniósł ton. — Podejdziesz do nich, wymordujesz wszystkich sam, a swoim rodzicom każesz wracać do domu? Będziecie wieść takie samo życie jak poprzednio? Zdrowa, szczęśliwa rodzinka?
            — Co ty możesz wiedzieć o rodzinie. No co? — Oczy Thore'a wypełniły się brązem. — Nigdy sam takiej nie miałeś. Twój ojciec chlał, a matka umarła z żalu.
            — To i tak było lepsze niż życie w kłamstwie.
           Oboje piorunowali siebie wzrokiem. Destiny patrzyła na nich z nieukrywanym zdziwieniem, natomiast Elena ukryła twarz w dłoniach. Najwidoczniej to nie był pierwszy raz, gdy się tak kłócili. Des była zaledwie pierwszy raz świadkiem tego incydentu. Nawet nie zwracali na nie uwagi. Po prostu patrzyli na siebie, nie ruszając się z miejsca.
             Może to i lepiej - pomyślała Des. - Nie miałby kto ich rozdzielić.
              — Moglibyście  przestać się kłócić i zrobić coś wspólnego w ważnej sprawie? — powiedziała  Elena, po chwili narastającej ciszy. — Chociaż raz.
             Nate prychnął i cofnął się kilka kroków.
             — A niby co jest tą ważną sprawą?
             — Pomoc Des — odpowiedziała Elena, zadziwiająco spokojnie.
             — Obiecałeś — dodała Destiny. — Musisz nam pomóc, proszę.
             Blade roześmiał się, kiwając głową z niedowierzania. Niewiarygodne, że to wszystko się działo.
             — I co miałbym robić? Trzymać was za rączki, robić za waszą niańkę? Może od razu mam was zabrać do Disneylandu? Entyloni uwielbiają tam chodzić! Taka, no wiecie, odskocznia do bycia chorym psychopatą.
           — Musisz nam pomóc, Blade — powiedział powoli Drake. — Twoje zdolności...
            — Od dłuższego czasu nazywasz mnie entylońską łajzą! — fuknął blondyn. — Teraz nazywasz to zdolnościami?
            — Och, przestań się nad sobą użalać! — jęknęła Zielona. — Każdy w Agorze tak uważał, nie tylko my.
            — A jeśli nawet wam pomogę, to co? — Nathaniel zmienił temat. — Pójdziemy sobie na zgliszcza zrujnowanego domu, urządzimy karaoke, potańczymy i będziemy mieć nadzieję, że Entyloni też wpadną na imprezę? A może znajdziemy wśród spalonych mebli jakiś trop?
            — To całkiem możliwe... — zaczęła Elena.
            — Entyloni nie są głupi, czego nie można powiedzieć o tobie — prychnął Nate. — Zacierają za sobą ślady.
           — W takim razie jeżeli pojawi się tam Des to mogą się zjawić — zasugerowała.
            Udała, że nie usłyszała obrazy Nathaniela. Postanowiła to ignorować. Policzy się z nim później. Poprzedniego razu mu nie odpuści.
            — Nie zrobimy z Des przynęty — zaprotestował Drake.
            — Jesteś Niebieskim, a przynajmniej nim byłeś — przerwała im Des. Jej  oczy pojaśniały, kiedy wpadła na pomysł.
           — To pytanie czy stwierdzenie? - Nate zmarszczył brwi.
           — To oznacza, że mógłbyś wejść w mój umysł, prawda? Zupełnie jak Heather?
           Oczy wszystkich od razu skierowały się na Destiny.
             — Grzebała ci w głowie? — wyszeptała Elena.
            — To nie jest ważne!
             Czuła się niekomfortowo, kiedy ci wszyscy na nią tak patrzyli. Nigdy nie lubiła przemawiać, nawet do kilku osób. Jednak to było ważne. Trzeba było zrobić wszystko.  Des przełknęła więc ślinę i kontynuowała:
            — Potrafisz mi wejść we wspomnienia, tak czy nie?
            — Potrafię — odpowiedział Blade, kiwając potwierdzająco głową.
             Destiny poczuła niemałą ulgę.
            — Chyba znalazłam lepszy sposób — powiedziała.
             
             
          ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział taki sobie, dużo dialogów, mało opisów. Jak dla mnie średni. No ale może wam się spodoba :) Ogółem miał być dłuższy, ale go podzieliłam, więc akcja bedzie dopiero w następnym rozdziale :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

     
       
     
       

10 komentarzy:

  1. Jak mozesz mówić, że taki sobie rozdział. Przez te wszystkie dialogi przepłynęłam jak przez ocean szczęścia, pochylona nad laptopem tak, że rzęsami zawadzałam o ekran i czytałam w pełnym skupienu, choć moja świnka morska z neiwiadomych powodów postanowiła kwiczeć. CUDO!

    Ich rozmowa w kuchni, to, że nie wiedzieli co zrobić ze wzrokiem, jak patrzeć, gdzie. To wyprostowanie się Nate'a, to, że tylko Des może na nim wywrzeć jakieś reakcje!!! Moje serce się rozpływa i tonie w karmelu <3 Uwielbiam ich! Są tak słodko niezręczni i tak uroczy! *.* Będą mi się śnic po nocach w stadzie pusiastych królików... Jeju, przepraszam, pairing tak bardzo.

    Dlaczego Drake tak naraził Des... to znaczy, wytłumaczylaś to świetnie, całe to zagranie idealnie pasuje i do akcji i łączy się z postacią Drake'a i jest bardzo prawdziwe ale... JAK ON MÓGŁ NARAZIĆ TAKĄ KRUSZYNKĘ KOCHANĄ MOJĄ! <3

    Elenę uwielbiam, każda nawet najmniejsza linijka z tą postacią sprawia, że się uśmiecham. Serio. Tak ją zaplanowałaś, na tylu poziomach, masakra, po prostu ją uwielbiam!

    Zresztą Drake i Nate też mają wiele warstw. I ta wzmianka o rodzicach Nate'a. Biedaczysko, tak mi go szkoda :( Ale wiesz, może jeszcze kiedyś Nate ponowi randkę z Des i się jej zwierzy, przygnieciony tym wszystkim. W ogóle to jak on z nią postępuje, jak buduje się ta ich relacja, że niby nie, niby się chowa za maską, a jednak potrafi być przy niej czuły i niesforny i... znów pairinguje. Ale nie potrafię przestać <3

    I w ogóle nasza mądra Des wykombinowała świetny plan. Jestem tylko ciekawa jak Nathaniel potraktuje Heather po tym, jak się dowiedział, ze ta grzebała w głowie Des!

    Jestem coraz ciekawsza jak będzie, co będzie i kiedy! I jak to się rozwinie, co Nathaniel znajdzie, czy znajdzie coś o sobie? CZY ZNAJDZIE STÓŁ?! TYLE PYTAŃ!
    A na odpowiedzi przyszło mi czekać.

    Może i cały rozdział był w domku, ale dokładnie wiesz jak budować napięcie, jak przekazywać emocje. Oni niby tylko rozmawiali, ale szalała w nich burza i ja to czułam. I dziękuję, że mogłam to czuć.

    Uwielbiam cię, fangirluję i w ogóle wiadra weny! :*
    Pozdrawiam, Caroline

    PS: No i stół przetrwał ;(
    I tak cię kocham! I ten rozdział! *>*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak to dziwnie jest jeść łyżkami masło orzechowe i uśmiechać się jak głupia? :D Przez twój komentarz! Kochana <3
      ,,Będą mi się śnic po nocach w stadzie pusiastych królików..." <--- nie mam pytan... rozwaliłaś mnie tym XD
      CZY ZNAJDZIE STÓŁ? - NIE WIEM! :D
      Ship Nades (czy jakoś tak) soł macz jak widzę :D
      Dzięki za pozytywny komentarz! :*

      Usuń
    2. Jesz teraz masło orzechowe? Czekaj! Przyniosę swoje! Staniemy się zaprzysiężonymi masła orzechowego <3
      Cieszę się, że ci się podoba mój wywód w krainie tęczy i dogłębnych zagłębień w różne sprawy ;D
      Pusiaste króliki są super! XD
      JAK TO NIE WIESZ CZY ZNAJDZIE STÓŁ? NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE ROKU 2016!
      Oj bardzo bardzo! Nades górą!

      Nie masz za co, ja ci dziękuję za rozdział :*

      Usuń
  2. " Och, zaraz się od was porzygam." - przez was* :P
    "wejść w wspomnienia" - we wspomnienia*

    Nie mogłam znieść tego, czytając początek, że oni nadal tam kuźwa byli, prawie blisko siebie, oddaleni zaledwie metr od siebie i tak bezkarnie się na siebie patrzyli. Nate jest idiotą XD I to nie małą i nie zasługuje na to, by byś z Des, ani patrzeć na nią, świdrować ją tak wzrokiem. Ona jest księżniczką, którą może mieć tylko Drake i koniec kropka!
    Walić te ich stosunki i przeszły związek z Eleną. Ja tu widzę inną wizję. Elena zakumpluje się z Natem, uspokoi potworka i takie tam, coś się między nimi ciekawego wydarzy i poczują do siebie miętę.... Nie, nie dlatego, że któreś ją posadzi w doniczce nieopodal ;x
    Jak ja nie zobaczę milusiego wątku Drake i Des w następnych rozdziałach, to ja się chyba potnę na kawałeczki ;-;

    Wracając do rzeczywistości fabularnej. Nie mogę się doczekać dalszej akcji... Nieźle to sobie uknuli! Już myślałam, że będę musiała znosić towarzystwo samego Nate'a z Des, a tutaj miłe zaskoczenie, że Elenka sobie uknuła to z Drake'iem i przybyli tam do domku.
    Ciekawe, jak zareagują Entyloni... Jak przebiegnie to spotkanie. Czy ktoś bardzo ucierpi? Cromwell dowie się i przybędzie na ratunek młodym Zaprzysiężonym? Oj coś tak przeczuwam, że tak własnie może się stać... Ale czy nie jestem w błędzie?
    Pisz mi tutaj bardzo szybko ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędy poprawione :D
      Ale ty nie znosisz Nathaniela... Ale niestety, będzie jej pomagać... Drake i Elena tak samo. Wątek romantyczny pomiędzy Thore'em a Des? Kto wie, kto wie ;)
      Ktoś na pewno. A postaci jest mało :) Ktoś się jeszcze na pewno pojawi.
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  3. "Entyloni uwielbiają tam chodzić! Taka, no wiecie, odskocznia do bycia chorym psychopatą." - ten tekst był boski! ;D
    Ciekawa jestem czy Nate i Drake dojdą w końcu do porozumienia. Oni chyba działają na siebie jak płachta na byka i nawet w obliczu zagrożenia nie potrafią się nie kłócić. W sumie... rozumiem to, bo jak człowiek drugiego nie lubi, to sama obecność potrafi wyprowadzać z równowagi. Ciekawa jestem czy Elena rzeczywiście nadal czuje coś do Drake, no i co takiego wymyślili ;) Pozdrawiam! ;*
    I zapraszam na nowy do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śwoetny rozdział, bardzo mi się podobał. Des jest super, nie jest taką niezdarną kobitką, ale też nie jest zrobionym na siłę bohaterem. Jest silna, błyskotliwa, empatyczna, inteligentna i potrafi przejrzeć ludzi. Bardzo mi się podoba jako postać. Ogólnie kocham twojego bloga i moim zdaniem jak są długie rozdziały to jest lepiej, ale zrobisz jak uważasz. Dodaj rozdział szybko, bo nie mogę się doczekać ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdiał, blog świetny co wiecej mogę dodać? Po prostu bomba

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział naprawdę świetny! Może za dużo w nim akcji nie było, ale ja tak się wczułam, że wydawało mi się, że stoję tam obok nich. Opisy postaw i emocji bohaterów mistrzowskie.
    Nathaniel zdecydowanie zbyt blisko stał naszej kochanej Des. Drake nie powinien nawet na moment zostawiać jej samej z nim. Drake <3
    Gdzieś tam doczytałam się, że pożegnamy się z Nate'em... To prawda? *Cieszy się po cichutku, bo może być za to zlinczowana*
    Mam nadzieję, że dowiemy się już niedługo co dalej się będzie działo, bo pewnie nie tylko mnie aż "skręca" z niecierpliwości.
    ~Pozdrowionka! Weny, weny i jeszcze raz weny...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie troszkę za mało opisów. Przez to się wczuwam zawsze lepiej. Mimo to rozdział przypadł mi do gustu!

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM