czwartek, 7 stycznia 2016

1.21. Jedyna Szansa

        — To coś wiąże się ze śmiercią Jamesa i Amy, a także z moją ucieczką — powiedziała Destiny.
        Czuła się zagubiona. Im dłużej zaczynała zastanawiać się, jak to możliwe, że dawno porzucona szkatułka Victorii powróciła do niej, tym bardziej nie wiedziała co robić. Bała się otworzyć pudełeczka. Co jeśli znów muzyka przejmie władzę nad jej umysłem? Co jeśli nie będzie mogła dać sobie z tym rady? W tym nawet Elena czy ktokolwiek inny jej nie pomoże.
         — Nie do końca rozumiem — mruknęła rudowłosa, wstając z łóżka. — Co się może z tym wiązać?
         — Ktoś, kto zabił moich rodziców, a mnie ścigał, chciał, abym to znalazła. — Oczy Des rozbłysły. — To ma sens, Eleno. Ta osoba... to coś, właśnie tego chce. Zależy mu na tym, żeby psychicznie mnie skrzywdzić, zmusić do poddania się. Najwyraźniej wie, że ta rzecz była ważnym elementem mojej przeszłości. Poprzez szkatułkę mojej własnej siostry chciał obrzydzić mi wspomnienia, przypominał mi te najgorsze chwile jakie kiedykolwiek miałam.
        Profesor Cromwell pokiwał powoli głową i spojrzał na Destiny z nieukrywanym zdziwieniem.
        — Gdy cię złamie, łatwiej będzie mu cię dorwać — podsumował i westchnął głośno, przeciągając przez twarz ręką. — To nie ktoś czy coś, moja droga. To Entyloni. Czegoś od ciebie chcą.
        — Oni mieli szkatułkę? — Drake prychnął. — Jeśli nawet to nie mogą przecież wejść na teren Agory! Jest dobrze strzeżona, a poza tym jest mnóstwo Zaprzysiężonych.
         — Zdrajca — szepnęła Elena.
        — Zdrajca. — Kiwnął głową Jasir i popatrzył na widok przez okno. — Zdrajca, który przez długi czas chował się w cieniu, niepostrzeżenie obserwując każdy nasz ruch.
        — Blade — syknął Drake. — To na pewno on.
        Des uniosła głowę i przyjrzała się Drake'owi. Był zły. Oczy pogłębiły swój brązowy kolor, a ciemne brwi zmarszczyły się lekko. Zaciskał mocno szczękę, patrząc w podłogę. Destiny wcale nie była zdziwiona tym, że brunet rzucił nazwisko Nathaniela. Nie lubił go, było to w stu procentach pewne. Przestrzegał ją wcześniej przed nim, jakby Blade był istnym złem.
        — To nie mógłby być Nathaniel — powiedziała Destiny.
        Drake spojrzał na nią i zmrużył oczy.
         — Czemu niby nie? — spytał po chwili.
         — Bo do skrzywdzenia mnie miał mnóstwo okazji, nie sądzicie?
         Des przejechała wzrokiem po zebranych w pokoju. Cromwell patrzył na nią z zamyśleniem, Elena kręciła lekko głową, zapewne nie dowierzając blondynce. Drake, natomiast, ledwie powstrzymywał się od rzucenia jej wściekłego spojrzenia.
          — Pierwszy raz spotkał mnie w dzień śmierci Jamesa i Amy — kontynuowała Destiny. —  Gdyby był zdrajcą to mógłby mnie mieć wcześniej bez komplikowania sprawy. Obyłoby się bez śmierci dwójki przypadkowych ludzi, a wy nawet nie zainteresowalibyście się tą sprawą. Wszystko stałoby się praktycznie po cichu. Poza tym później mnie tu oprowadzał. Z powodzeniem mógłby mi coś zrobić lub zabrać z tego terenu. Nie ma podstaw, aby sądzić, że to on podrzucił szkatułkę.
          — Jak miło, że go jeszcze bronisz — prychnął Drake.
          — Nie bronię go — zaprotestowała Destiny, patrząc w ciemnobrązowe oczy Thore'a. — Ja po prostu próbuję dociec prawdy.
          — Może właśnie o to chodzi? — Elena mimowolnie przeczesała ręką swoją prostą grzywkę. — Może chciał stworzyć pozory, że to nie on?
          — Nie — uciął Cromwell. — Nie ma go od około wczorajszego południa, odkąd po rozmowie ze mną wrócił do domu. Wcześniej oprowadzał Destiny, a ten pokój sprzątała Laurie  jak zawsze o czternastej. Powiedziała wyraźnie, że nie widziała żadnej szkatułki. To nie może być on.
          —  A Heather? — podsunął Drake. — Ona jest do tego zdolna, profesorze. Poza tym jej zażyłe stosunki z Blade'em...
          — Jej zażyłe stosunki z Nathanielem niczego nie zmieniają — przerwał mu Cromwell. — Na pierwszym miejscu stawia się miłość do klanu, a nie jakąś szczenięcą, nieodwzajemnioną miłostkę.
          — Przecież ona jest zdrajczynią — powiedziała Elena.
        — Niczego niestety jej nie udowodniono — westchnął Jasir. Wyglądał na zmęczonego. —  Przykro mi, ale nie mogę kogoś podejrzewać, skoro nie ma do tego podstaw. Nie mam takich praw. Jedyne, co mogę zrobić to zbadać szkatułkę. Oczywiście za twoim pozwoleniem, Destiny.
        Des spojrzała na mały przedmiot w jej dłoniach. Przełknęła ślinę i z powrotem zerknęła na profesora, który patrzył na nią spod swoich okularów. Wzrok miał przenikliwy, pełen jednak ciepła - współczujący. Ten właśnie blask spowodował w Des uczucie spokoju oraz nagłą, bezwarunkową chęć bezpieczeństwa.
         — Proszę  — powiedziała cicho po chwili wahania i podała mężczyźnie szkatułkę.
         Cromwell uśmiechnął się i delikatnie, starając się nie dotknąć dziewczyny, zabrał pudełeczko. Wyciągnął z wewnętrznej kieszonki marynarki małą fioletową chustę i owinął nią przedmiot. Destiny przyglądała się całemu procederowi z wątpliwościami. Nie chciała oddawać jedynej rzeczy pozostałej jej po siostrze. Już raz szkatułka wróciła, miała przeczucia, że to się może wydarzyć po raz kolejny. Z drugiej jednak strony nie była już zwykłą pamiątką. Zeszłej nocy przedmiot zadał jej wystarczająco bólu, aby Des pragnęła jedynie bycia jak najdalej od tej rzeczy. Coś natomiast nie dawało jej spokoju. Jakimś cudem wróciła z tak daleka i to właśnie po śmierci Gray'ów.  To było już omówione, ale żaden z zebranych wokół niej Zaprzysiężonych nie próbował rozwikłać zagadki tak bardzo jak ona. Oni potrafili się tylko sprzeczać.
           — Muszę pójść w miejsce spalonego domu moich przybranych rodziców  — powiedziała, nim zdążyła ugryźć się w język.
           — Nie możesz.  — Profesor zmrużył oczy.  — Jesteś w niebezpieczeństwie, może ci coś tam grozić.
           — Mógłby ktoś ze mną pójść — nalegała Des. — Na przykład Drake lub Elena. Są Zaprzysiężonymi, przy nich będę bezpieczna.
           — Nie wysłałbym ciebie nawet z doświadczonym Zaprzysiężonym  — mruknął mężczyzna. — A tym bardziej nie pozwolę, abyś wyruszała gdzieś z nieopierzonymi młokosami jak ta dwójka.
           Drake i Elena spojrzeli po sobie, a następnie na profesora.
           — Nieopierzonymi młokosami? — powtórzył Thore.
           — A co, chłopcze, myślałeś, że należysz do najwyższych rangą? — fuknął na niego Jasir, natychmiast zamykając usta chłopakowi. Profesor następnie zwrócił się do dziewczyny i powiedział: — Zostajesz na terenie Agory, moje dziecko. Nie pozwolę, aby coś ci się stało. To zbyt niebezpieczne.
           — Tu chodzi o moją rodzinę, nie tylko o mnie, proszę pana! — zaoponowała Destiny. — Myślę, że tam mogłabym uzyskać odpowiedź.
           — Wyślę tam kogoś.
           — Ja tam muszę być!
           — Zostajesz tutaj. — Oczy profesora jarzyły się błękitem. Westchnął cicho. — Wybacz, Destiny.
           Zacisnął lekko pomarszczone palce na szkatułce i skinieniem głowy kiwnął w stronę Eleny i Drake'a, którzy ruszyli w stronę drzwi. Rudowłosa popatrzyła na Destiny przepraszającym wzrokiem i wyszła tuż za profesorem. Drake, natomiast, zatrzymał się tuż przy wyjściu i w końcu spojrzał na dziewczynę.
          — Las za budynkiem i prosto przed siebie — powiedział jedynie i wyszedł, pozostawiając Destiny zupełnie samą.
       
         Profesor ruszył dalej, nie zwracając uwagi na młodych Zaprzysiężonych, którzy nadal stali przed drzwiami do pokoju Destiny. Elena popatrzyła na Drake'a, założyła ręce na piersi i powolnym krokiem ruszyła bocznym korytarzem.
          — Jak myślisz, czemu Cromwell uparł się, aby Des nigdzie nie wychodziła? — spytała Elena chłopaka, który szedł tuż obok niej.
         — Nie mam pojęcia — odpowiedział.
         Elena znów zerknęła na niego, przyglądając mu się. Wydawał się być nieobecny. Patrzył prosto przed siebie, przygryzając lekko wnętrze policzka. Rudowłosa przestała iść.
         — Podobno oprowadzałeś dziś Destiny po Notrum.
         Chłopak zatrzymał się w półkroku i odwrócił się do niej.
         — Tak, no i co z tego?
         Drake zmarszczył czoło i popatrzył na Elenę, na co ta odwróciła wzrok i lekko odkaszlnęła.
         — Nic — powiedziała, wycofując się szybko. — Dobrze, że chociaż ty to dobrze zrobiłeś.
         — Skoro nigdzie ciebie nie było, a Blade jak zwykle nawalił, to nie mogłem jej tak zostawić. —Drake wzruszył ramionami. — Poza tym poniekąd ją znałem. A teraz chodź. Mamy coś do roboty.
     
         Destiny popatrzyła jeszcze raz na zamknięte drzwi i nerwowo przeczesała ręką jasne włosy. Zaczęła krążyć po pokoju, próbując pozbierać wszystko do kupy.  Nie mogła przecież tak tego zostawić. Miała siedzieć sama w pokoju, bo tak zarządził jakiś starszy pan?
        To nie było w jej stylu. I chociaż sama wiedziała, że nie należała do osób dominujących i silnych charakterem, nie była jednak tak potulna jak mogłoby się wydawać.
        Nie, kiedy chodziło o coś takiego.
        I o co, do jasnej cholery, chodziło Drake'owi?
        Musiała jakoś się dostać do ruin domu Gray'ów. Jeśli Entyloni rzeczywiście stali jednocześnie za śmiercią jej rodziców i za szkatułką, to właśnie tam może znaleźć coś, co mogłoby pomóc rozwiązać zagadkę. Tak przynajmniej jej się wydawało. Profesor miał jednak rację. Nie mogła iść sama, nie chciała przecież stawać się łatwym kąskiem dla Entylonów. Jednak z kim mogłaby pójść? Nikogo prócz Drake'a i Eleny nie znała, a oni zapewne bali się Cromwella. Kto więc jej jeszcze pozostał?
         Kiedy Destiny spojrzała na blade słońce za oknem, do głowy przyszedł jej pewien plan.
         — Las za budynkiem i prosto przed siebie —  powtórzyła słowa Drake'a.
       


 Wyjście przez okno i zeskoczenie z piętra było niczym w porównaniu z odnalezieniem się na Agorze i wyjściu poza jej teren. Okazało się, że miejsce to było jeszcze większe niż się jej wydawało. Spadła wprost do kałuży brudnej wody, plamiąc sobie w ten sposób jedyne ubrania, jakie dostała.                Czuła się zmęczona i niewyspana, a to był dopiero początek.
         Dla Destiny widok wręcz obskurnej uliczki, pogrążonej w półmroku wydawał się dziwny. Nie tak wyobrażała sobie siedzibę Zaprzysiężonych. To, co ją otaczało, przypominało jej raczej marnie wyglądający średniowieczny bulwar, niż miejsce leżące gdzieś w Kalifornii. Budynek, obok którego stała, ciasno sąsiadował z podobnym do siebie. Oba były całe z drewna; grube bale, nałożone ciasno na siebie tworzyły dość wysokie zabudowania, ciągnące się jeszcze długo za plecami Destiny. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak wielki był obiekt, w którym wcześniej spędziła zaledwie dzień. Była wręcz pewna, że nigdy nie będzie mieć szansy na poznanie wszystkich jego zakątków.
         Des spojrzała w dół i jęknęła cicho. Tonęła po kostki w błocie, co jeszcze pogarszało jej stan. Cała alejka nie miała nawet sensownej dróżki, a  kamienna droga była dopiero tuż przed nią. Wtedy właśnie zdała sobie sprawę, że stała tuż przed ogromnym placem, wokół którego rozciągały się domki, podobne wyglądem do tego, z którego wyskoczyła. Jak Destiny mogła się zorientować, środek Agory wyznaczał ogromny, bezkształty głaz, którego otaczały kolorowe kwiaty. Dzieci biegały i bawiły się obok niego, natomiast dorośli Zaprzysiężeni szli w swoje strony, kompletnie nie zwracając uwagi na drobną istotę, czającą się w zacienionej uliczce. Destiny wycofała się w głąb mroku, tracąc z oczu okazały głaz. Obróciła głowę i ujrzała przed sobą zarys korony lasu, oddalony od niej o około dwieście metrów.
        Nie jest tak źle - pomyślała Des, próbując dodać sobie otuchy.
        Gdy spędzała w Kalifornii pierwszy miesiąc, błagała o więcej deszczu. Teraz przeklinała każdą kroplę, która spadła z nieba. Nie miała pojęcia, że aż tak padało. Błota było co nie miara. Nogi tonęły w brązowym szlamie, a Des ledwie nimi poruszała.  Owszem, kiedy ostatnio była na świeżym powietrzu była ulewa. Deszcz padał najwidoczniej jak oszalały nieustanie przez ostatnią dobę.
        Ale żeby aż tak?
         Nawet  jak Des podniosła głowę do góry, chmury groziły nawałnicą. Co jeśli nagle pogorszy się pogoda? Będzie jej jeszcze trudniej odnaleźć się w lesie.
         Kiedy znalazła się około pięćdziesiąt metrów od skraju domków, zobaczyła coś, czego nie przewidziała.
         Grube, srebrne liny rozciągające się wokół całej Agory.
         No tak, ktoś coś wspominał o chronieniu ich siedziby. Bardziej jednak spodziewała się mnóstwa strażników, niż czegoś takiego.
         Przełknęła ślinę i rozejrzała się wokoło. Na szczęście nikogo z Zaprzysiężonych nie było. Ledwie słyszalny był gwar z placu i z domków, na co z resztą Des nie zwracała uwagi. Zastanawiała się jak obejść przeszkodę. Dopiero później orientacja w lesie i odnalezienie celu.
         — Cholera jasna — mruknęła i przygryzła lekko wargę.
         Kiedy spostrzegła dosyć rozłożyste drzewo rosnące obok granicy, uśmiechnęła się sama do siebie. Przebiegła niespostrzeżenie przez polankę i zaczęła wspinać się na drzewo. W myślach dziękowała sobie, że zdążyła się nauczyć na nie wchodzić. Gdyby nie trudne warunki w sierocińcu i jeszcze gorsze dzieci, nie umiałaby tego.
        Jeden plus bycia wychowankiem Domu Dziecka.
        Wspięła się na sam czubek drzewa. Agora nawet z takiej wysokości była trudna do zobaczenia w pełnej okazałości.
        — Niesamowite — mruknęła Des, podziwiając drewniane skupisko budynków.
        Dopiero teraz zauważyła, że kamień w środkowej części Agory znacznie przewyższał domki. Mienił się w kilku kolorach: niebieskim, zielonym, brązowym i - o dziwo - lekko czarnym. Nie sposób było się domyślić, że symbolizował on rasy Zaprzysiężonych. Czarna barwa najwidoczniej była na cześć Entylonów. A przynajmniej tak wydawało się Des.
       Jednak nie było czasu na podziwianie. Destiny dokładnie przyglądała się linom. Były ułożone blisko siebie, tak, że nie było szans, aby blondynka się miedzy nimi prześliznęła. Pozostawało przeskoczyć, co niezbyt podobało się dziewczynie. Linowy mur był wysoki - skok z takiej wysokości był niezwykle niebezpieczny.
      Chyba, że Destiny udałoby się zejść po nim jak po drabinie.
      Des weszła na grubą gałąź, która rosła tuż nad najwyższą liną. Przykucnęła, wyciągnęła powoli rękę i delikatnie dotknęła muru.
      O dziwo nic się nie stało.
       Destiny odetchnęła z ulgą i zeszła z gałęzi wprost na srebną linę, pozostawiając po sobie ślady błota. Musiała zachować równowagę, co  przychodziło jej z trudem.
           — Las za budynkiem i prosto przed siebie —  powtórzyła raz jeszcze, próbując myśleć o ucieczce, a nie o jej własnym wycieńczeniu.
        Zaczęło kręcić się jej w głowie, a cicha muzyka zaczynała rozbrzmiewać w jej umyśle.
        Nie myśl sobie, że jesteś lepsza ode mnie.
       Nagły spadek wybudził Des z transu. W ostatniej chwili zdążyła złapać się konara drzewa, zapobiegając śmiertelnemu upadkowi w dół. Odetchnęła głęboko, ledwie podciągając się ku górze.  Zwisała bezwładnie, jednak bezproblemowo dosięgała muru nogami, podpierając się. Przesunęła ramionami po ostrej korze przybliżając się ku górnej linie, której się następnie chwyciła. Nie patrząc w dół, nogą wymacała kolejną srebrny sznur. Jedną ręką zeszła niżej, ciasno trzymając się grubych lin. Cała drżała. Nie tyle z przejęcia, co z chłodu. Miała na sobie jedynie cienką czarną bluzkę, która nijak chroniła ją przed niższą temperaturą. Nie zamierzała zamarznąć z chłodu.
        Po dłuższej chwili udało się jej spokojnie zejść. Wylądowała na lekko mokrej ściółce, oblepiając swoje ubłocone trampki liściami i ziemią. Rozejrzała się dookoła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że sama w lesie też jest zagrożona. Entyloni mogą być wszędzie, a ona sama nie wie jak oni wyglądają.
       Des miała ochotę walnąć się w czoło. Czemu o tym nie pomyślała? Może udałoby się przebłagać Drake'a, by  z nią poszedł? Dlaczego sama aż tak ryzykuje?
       Nie było już odwrotu.
       Przeszła przez mur, znajdowała się w lesie. W wielkiej puszczy, malowniczej bez względu na pogodę. Des nie miała jednak czasu, aby podziwiać krajobraz. Przed sobą miała kolejną przeszkodę. Dotrzeć jak najszybciej tam, gdzie kazał jej Drake.
        No i nie dać się zabić.
     

         — Jak to zasugerowałeś jej ucieczkę?! — krzynęła Elena, zaczynając histeryzować. — Zwariowałeś?
         — Zamknij się — warknął Drake, podchodząc od razu do drzwi i uchylając je lekko. Po chwili znów je zamknął. — Musisz tak krzyczeć?
         Znajdowali się w pokoju należącym do Eleny. Wszystko w nim było urządzone niemalże na zielono, począwszy od limonkowych załon na oknach, a skończywszy na ciemnozielonych ramkach na zdjęcia. Poza tym pomieszczenie nie za wiele różniło się od pozostałych. Miało takie same wymiary i tak samo wyłożony był wszędzie drewnem, którego nie była w stanie pobić nawet zieleń w swoich rozmaitych odcieniach. Tuż przy oknie znajdowała się mała toaletka wypełniona po brzegi kosmetykami, o które Drake wolał nawet nie pytać. Zaraz obok znajdowała się wielka dębowa szafa, nieporadnie pomalowana na pistacjową barwę. Była niedomknięta, a z dołu drzwiczek zwisało kilka pojedynczych ubrań. Po całym pokoju roznosił się zapach cytrusów, który Drake przecież tak dobrze pamiętał. Nic się nie zmieniło.
         — Czy muszę? — prychnęła rudowłosa. — Wiesz, co zrobi z nami Cromwell jak się dowie, że jej nie ma? Módl się, żeby tylko on się dowiedział co zrobiłeś.
         — Nie dowie się - zapewnił ją chłopak. — Pójdziemy zaraz do rezydencji moich starych, Blade tam na pewno jest. Des nic nie będzie.
         Elena otworzyła szeroko oczy i aż zachłysnęła się powietrzem. Usiadła na łóżku, popatrzyła na Thore'a ze strachem w oczach, a potem zakryła twarz w dłoniach, próbując się uspokoić. Drake patrzył na nią, nie za bardzo wiedząc, co robić. Nie jest dobrym pomysłem próbować pocieszać Elenę. Nawet jemu nigdy to się nie udawało. Teraz tym bardziej. Pozostawało mu jedynie patrzeć, jak ta sama siebie ucisza.
          Trwało to kilka chwil. Elena przestała się trząść i wstała z łóżka.
           — Najpierw mówisz, że Blade jest cholernie dla niej niebezpieczny, a przed chwilą właśnie tam ją wysłałeś? Oszalałeś?
          — Przemyślałem to — wyjaśnił Drake. — On jej nic nie zrobi. Na pewno nie jej.
          — On jest zdolny do wszystkiego, nie widzisz tego?
          — W takim razie musimy tam szybko dotrzeć — mruknął Drake i popatrzył na Elenę, która przygryzła lekko wargę. — Pomożesz mi, no nie?
          — Oczywiście, że ci pomogę, idioto — syknęła Zielona. — Myślisz, że ją tak samą z wami zostawię? Nie ma mowy.


         Słońce nie pojawiło się tego dnia ani razu. Robiło się coraz ciemniej, a Des czuła się zmęczona szybkim marszem, jaki sobie narzuciła. Niemalże biegła. Zbytnio się bała o samą siebie, żeby choć trochę zwolnić. Na dodatek w lesie było dziwnie cicho. Nie słyszała nic, prócz swojego płytkiego oddechu i szumu wiatru, od którego zrobiło się jej niesamowicie zimno. Nawet szybki chód nie rozgrzewał jej ciała.
         Zaczynała się obawiać, że w ogóle nie trafi tam, gdzie Drake jej kazał.
         A może ją oszukał ?
         Czemu tak bardzo mu uwierzyła? Przecież prawie go nie znała. Widziała go może z trzy razy. Jeden raz rozmawiała z nim dłuższy czas, co i tak było dla niej trochę krępujące. A teraz zawierzyła mu i idzie na prawdopodobną śmierć.
          Świetnie. Po prostu świetnie — pomyślała.
         Jednak, ku jej uldze, kiedy pokonała ostatnie zarośla, zobaczyła tuż przed sobą zabytkową rezydencję. Niegdyś zapewne pomalowana była na biało, ale teraz farba zżółkła i w niektórych miejscach zaczęła schodzić, odsłaniając nagie cegły. Wokół domostwa rosło kilka mniejszych drzewek, które nadawały miejscu iście klasyczny wygląd. Mały zajazd prowadzący na ganek był zarośnięty, tak samo jak i ogród dzielący las od bogatej posesji. Wszystko wyglądało na zapuszczone i smutne, tak jakby lata świetności miało to miejsce już dawno za sobą.
       Des zauważyła czarny samochód. Wyglądał tak samo jak ten, który prowadził Nathaniel tamtej feralnej nocy. Dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie.
        To był jego samochód.
        Przeszła przez zapuszczony ogród i skierowała się w stronę werandy, która wyglądała jakby w każdej sekundzie miała się zawalić. Wokół okien obrastał obfitych rozmiarów bluszcz, przez co Des nie mogła dostrzec niczego w głębi domu. Zdecydowała się więc wejść. Wątpiła, że na pukanie ktoś by jej otworzył. Klamka była poniszczona. Destiny miała wrażenie, że zaraz rozsypie się jej w ręce. Nacisnęła zatem na nią bardzo delikatnie, a drzwi z cichym skrzypnięciem zaczęły się otwierać. Kiedy Destiny weszła do środka, jej oczom ukazało się pełno staroci i mebel, które najwidoczniej witały każdego, kto zdecydował się tutaj wejść. Miejsce wydawało się być w ogóle nie sprzątane. Pajęczyny wielkości obrazów wiszących na ścianach, kilkucentymetrowa warstwa kurzu i zabite deskami okna nadawały domostwu przerażający wygląd. Co najgorsze - Destiny nikogo nie słyszała.
        Zdecydowała się więc iść dalej. Próbowała nie zwracać uwagi na serce, które biło jak oszalałe. Po prostu szła, oddychając szybko. Rozglądnęła się po kilku pomieszczeniach. Niektóre wyglądały na zadbane, w ogóle nie zniszczone, a w niektórych pokojach walał się wręcz gruz. Wszystko wydawało się takie dziwne, niemożliwe. Wszystko...
        — Co ty tutaj robisz?
        Destiny obróciła się szybko. Tuż za nią stał Nathaniel, mierząc ją od stóp do głów. Opierał się o niebieską framugę drzwi. Nie wyglądał na zadowolonego. Był wręcz wściekły.
        — Ja... — zaczęła Des. — To znaczy...
        — Nikt nie wbił ci do tego twojego małego móżdżka, że uciekanie z Agory jest niebezpieczne? — warknął Nate, podchodząc do niej bliżej. Jego oczy wyglądały jak wzburzone morze. — Co ty sobie myślisz? Że pójdziesz sobie tak po prostu do lasu, do tego miejsca i nic ci się nie stanie?
        Ostry ton chłopaka zdziwił Des. Patrzyła na niego lekko przestraszona, gdy ten krzyczał na nią, nie dając jej dojść do słowa.
        — Co za idiotka! — prychnął.  — Narażałem wcześniej dla ciebie życie,  a teraz ty robisz to samo co wcześniej! A co gdybyś nie dotarła tutaj, tylko rozszarpaliby cię Entyloni?
       — Więc to ty! — zawołała Destiny. — Ty byłeś tym czymś, co mnie przed nimi uratowało!
       — Oczywiście, że ja! — warknął blondyn. — A co, myślałaś, że kto cię zaniósł pod Agorę, żeby ten kretyn cię znalazł?
      — Nie rozumiem — powiedziała Des. — Przecież ty jesteś Niebieskim! Brązowi zmieniają się w zwierzęta, nie wy!
       — Nic o mnie nie wiesz.
       Oczy Nathaniela były jak potłuczone szkło. Popatrzył raz jeszcze na dziewczynę  i obrócił się do niej plecami. Powolnym krokiem wszedł do pomieszczenia, w którym przebywał wcześniej. Destiny, nie mając wyboru, podążyła za nim. Okazało się, że owym miejscem była kuchnia, nie najgorzej zachowana w porównaniu z innymi pokojami. Spojrzała na Nathaniela, który stał do niej plecami, opierając się rękoma o parapet okna na drugim końcu kuchni. Patrzył przez szybę, a jego sylwetka zastygła w jednej pozie. Jasne włosy miał w nieładzie, a jego szara koszulka była pomięta. Nie wyglądał najlepiej.
        Po chwili nieznośnej ciszy chłopak powiedział:
        — Musisz mieć dobry powód, żeby narażać swoje własne życie.
        — Wczoraj, kiedy wróciłam do pokoju — zaczęła Des —  zobaczyłam szkatułkę. Należała do mojej siostry, Victorii. Nie miałam jej od dłuższego czasu, więc nie wiedziałam czemu ona tam się znalazła. Nagle zaczęła grać. — Destiny przełknęła ślinę. — Tą swoją równą melodię. W mojej głowie zaczęły pojawiać się różne skrawki wspomnień, powodując otępiający ból. To trwało całą noc.
       Nathaniel nie poruszył się, ani niczego nie powiedział, więc Destiny kontynuowała:
        — Rano Elena weszła do pokoju i zamknęła szkatułkę. Później z Cromwell'em i z Drake'em próbowaliśmy zrozumieć, dlaczego to się stało. Jasir wziął ode mnie szkatułkę, mi samej zakazał próbować wrócić na zgliszcza domu moich rodziców.
        Des zamknęła oczy i znowu przygryzła wargę. Nie chciała płakać. Nie tutaj, nie przy Nathanielu.
       — Dlaczego chciałabyś tam wracać?
        Dziewczyna otworzyła swoje lekko załzawione oczy i zerknęła na Blade'a. Ten patrzył na nią, a w jego spojrzeniu nie dało się niczego odczytać. Głęboki błękit zbladł, pozostawiając po sobie zaledwie swój cień.
       — Bo to ma związek z ich śmiercią. Takie mam przeczucie — wyszeptała Des. Widząc jednak minę chłopaka, dodała:  — Przyszłam tutaj, bo szukałam pomocy. Drake mi poniekąd pomógł. Wiem, jestem głupia. Uciekłam z Agory, omal się nie zabiłam, szłam sama przez las, a teraz jestem tutaj. Jestem idiotką, zdaję sobie z tego sprawę.
       Starała się nie patrzeć na chłopaka. Nie chciała, aby ten widział jej ślady łez. Nie potrzebowała współczucia. Potrzebowała pomocy.
        — Przepraszam. — Usłyszała po chwili. — Nie jesteś idiotką, nie mam prawa nawet tak myśleć.
        Destiny zamrugała i spojrzała na Nathaniela. Ten uśmiechał się lekko, jednak to nie był ten krzywy uśmieszek, którym obdarowywał wszystkich dookoła. Uśmiechał się smutno, sam do siebie. Patrzył zamyślonym wzrokiem w drewnianą podłogę, a Destiny zaczęło się wydawać, że chłopak wcale nie był tym, kogo udawał.
         On po prostu był zmęczony.
         — Marnie wyglądasz — powiedział po kilku minutach. — Do tego się trzęsiesz.
         Odepchnął się od parapetu i spokojnym krokiem wyszedł z kuchni, zostawiając Des samą. Po chwili jednak wrócił  z czarną skórzaną kurtką w ręce. Bez słowa zarzucił ją na ramiona Destiny i pokazał jej ręką wolne krzesło przy małym stole. Usiadła więc, opatulając się szczelnie ubraniem chłopaka. Patrzyła uważnie na poczynania Nathaniela, który podszedł do kuchenki, nastawił wodę i otworzył szafkę, wyciągając z niej małe pudełko.
          Wszystko, co robił wydawało się takie spokojne. On sam był  zamyślony i nieobecny, jednak Des poczuła ulgę, gdy fala gniewu chłopaka minęła.
          Teraz Blade był całkiem inny.
          — Nathanielu — powiedziała cichym głosem Des.
         Ręka Nate'a, która wsypywała zioła do kubków zamarła w bezruchu.
         — Tak? — spytał po chwili, wciąż na nią nie patrząc.
         — Pomożesz mi?
         — Postaram się.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czytasz = kometujesz
Pozdrawiam,
~Brave
       

15 komentarzy:

  1. Kurczę muszę spieszyć się na uczelnię, więc daje tylko znak,że byłam tutaj i czytałam boski rozdział! Naprawdę mi się podobał! Długi, no i odrobinę więcej akcji! Okej, jak tylko wrócę z uczelni i znajdę chwilę czasu, między obowiązkami postaram się uzupełnić swój komentarz, ale nie obiecuję. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! Powodzenia na uczelni! ^^

      Usuń
    2. Okej, już wróciłam, mam trochę nauki, ale co tam. :D No więc... Na sam początek. Dziękuję za fantastyczne rozpoczęcie mojego nie zapowiadającego się pozytywnie dnia! Rozdział był wspaniały, z resztą jak każdy inny w Twoim wykonaniu.
      Des postanawia wziąć sprawy we własne ręce, chociaż nie powiem była to bardzo ryzykowna decyzja. Co jakby ją tak Entyloni(mam nadzieję, ze tym razem nie pomieszałam nazwy. :( ) dorwali?! Całe szczęście, że nic się nie stało.
      W ogóle zastanawia mnie dlaczego profesor nie chciał jej puścić nawet z jakimś dobrze wyszkolonym Zaprzysiężonym. Naprawdę byli oni w tak wielkim zagrożeniu?
      Ah, no i Nathaniel. <3 Nie wiem dlaczego, ale go uwielbiam, naprawdę. Mam nadzieję, że pomoże Des i nie okaże się zdradziecką świnią. :(
      Przepraszam za taki nijaki trochę komentarz, ale mam dzisiaj naprawdę dużo spraw na głowie, a chciałam uzupełnić mój komentarz jakąś sensowniejszą treścią od tej porannej. :D
      Ściskam i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Jak ja się cieszę, że nowe posty pojawiają się tak często!! <3
      Skye

      Usuń
  2. Czuję, że nie wytrzymam i rozsadzi mnie od środka jak nie napiszę komentarza, bo już naprawdę nie jestem w stanie trzymać mojej opinii tylko dla siebie. Z góry przepraszam za wszystkie błędy w pisowni, ale po pierwsze to rozsadzają mnie z zachwytu emocje, a po drugie... ekhem... piszę w rękawiczkach bo zimno xD
    Wczoraj zaczęłam czytać twój blogi nei wiem komu bardziej dziękować, psychopatce za to, że dała ten adres do swojego postu czy tobie, że napisałaś to opowiadanie!
    Kiedy zaczęłam czytać, miałam strasznie dużo nauki na głowie, powiedziałam sobie "prolog, tylko prolog i co dzień kolejny rozdział"... Nie wyszło.
    Bo gdy przeczytałam wstęp byłam tak oczarowana i tak bardzo pragnęłam poznać twój świat i pomysł, który juz przecież od pierwszych zdań zapowiadał się niesamowicie, że doczytalam do 7 rozdziału. I mama postanowiła mi przypomnieć, że "EJ DZIECIAKU MASZ LICEUM" ^^"
    Dzisaij rano rpzed szkołą czytałam do 10 a teraz przeczytałam 11 i jestem wniebowzięta. Kocham takie klimaty a historia Destiny chodziła za mną przez cały dzień, nie puszczając ani na chwilę. Przez co byłam zła na innych, ze mi przerywają, kiedy starałam się czytać! (i dlatego nie jestem teraz dalej, no nie dali mi na przerwach poczytać ;_;).
    Już popadłam w taki zachwyt, że nie wiem od czego zacząć. Jakby to Des powiedziała, najłatwiej od początku. Spróbujmy więc. Od pierwszych linijek niesamowicie prowadziłas te historię, mało rozumiałam, domyślałam sie kilku faktów, ale niczego nie mogłam wiedzieć i byc pewną. Świetnie budowałaś postaci i świat, powoli odsłaniając jego karty. Nie pokazałaś jest tak i tak. Dałaś nam poznawać te tajemnice z Des i być tak samo oszołomionymi i zaskoczonymi jak ona.
    No ja to chyba byłam bardziej od niej.
    Wdrażanie się w ten cały magiczny świat wraz z główną bohaterką było cudne, wiedz to. Czuję się całkowicie zauroczona tym światem i jak tylko podgonię rozdziały, przeczytam sobie jeszcze raz. Dokladnie wiedziałas, jak chcesz go wprowadzać, odsłaniając jego sekrety, a na miejsce jednej zagadki wstawiałaś trzy następne. Uwielbiam to!
    Każdy z bohaterów ma swój charakter, każdy coś sobą reprezentuje. Nie miałam odczucia, że czegoś jest za mało. Po prostu czytając traktowałam ich jak żywych ludzi, jakby faktycznie gdzieś po mojej ulicy mogli spacerować tacy Zaprzysiężeni.
    No i znowu, budowanie postaci masz na tak samo wysokim poziomie jak budowanie świata. Nie pokazałaś ich nam od razu, chociaż mogłaś. Dzięki temu naprawdę miałam szansę poczuć ten rąbek tajemnicy. Poczuć, że oni faktycznie skrywają sekret, starają się coś dochować w tajemnicy.
    Teraz jestem po rozdziale z Dahlią i już trochę sie przejaśnia, ale wiem, że to też tylko światło rzucone na malutką częśc drogi z wieloma możliwościami skrętów. Wiem, ze jeszcze wiele razy mnie zaskoczysz, a ja będę zbirać szczenę z podłogi.
    No i skłądać pokłony w stronę twoich opisów. Jak pierwsze rozdziały pisałaś taki szmat czasu temu, to jak wyobrażam sobie jak wyglądają teraz... Mogę śmiało ci składać pokłony. Oj tak.
    Kocham twoje opisy, sposób w jaki piszesz sprawia, że aż czuję to, co bohaterowie. Wiem jak oni się czują, w jakim są połozeniu. Wiem wszystko!
    I już sama nie wiem co pisać. Wiedz, że bardzo ci dziękuję za takie opowiadanie, naprawdę. Dziękuję, że mogę je teraz czytać i poznawać świat Des i nie móc wytrzymać z moją opinią. Chciałam przeczytać wszystko a dopiero później komentować, ale nie potrafię.
    Pokochałam ten twój świat i chcę się w nim dalej zatracać.
    Dziękuję za tę możliwość.

    Byłabym też wdzięczna za informowanie mnie o nowych rozdziałach. Szkoła trochę ode mnie wymaga, a i pracę mam i czasem po prostu nie mam czasu przeglądać moich ukochanych blogów (tak, twój trafia na tę listę). Więc za taką drobną informację u mnei byłabym wdzięczna.

    Pozdrawiam, całuję, przesyłam wiadro weny :*!
    Caroline

    PS: Adres zostawiłam w SPAMowniku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczenę z podłogi to ja zbieram, jak tylko skończyłam czytać Twój komentarz. To, co napisałaś (tak samo jak wszyscy, którzy komentują) sprawiło, że w moich oczas zalśniły łzy. Naprawdę. Teraz dopiero się cieszę, że się nie poddałam i piszę dalej, bo wiem, iż trafi to do tak wspaniałych osób. Sama nie wiem co napisać. Nie wiem jak podziękować Tobie i wszystkim innym obserwatorom za to, że wylewacie na mnie wiadro pochwał. Wiem jednak, że popełniam błędy i staram się je poprawić. Dziekuję raz jeszcze!
      PS. Wpadnę na Twojego bloga i nad robię wszystko w weekend. Dlatego też dodałam wcześniej rozdział, bo nie mam czasu w piątek.... Więc wypatruj moich komentarzy w sobotę!

      Usuń
    2. AWWWW jak miło zobaczyć, że u kogoś mój komentarz wywołał uśmiech <3
      Oj bardzo dobrze, że się nie poddałaś! No byś spróbowała, zasypałabym cię wtedy spamem o treści "kiedy rozdział?" w takiej ilości, jakiej świat nie widział xD
      Szykuj się na więcej wiader pochwał w sobotę, bo mam zamiar nadganiać dalej :*

      PS: Polecam zacząć od sezonu trzeciego, jest nowy, poprzednie pisane w 2013 pod względem stylu mi się trochę przestarzały xD
      Dziękuję :*

      Usuń
  3. Nades, Nades, Nades!!!! Awhrrrr^^
    Kocham ich.
    Des zeariowala. Uciekla z Agory, a Jasir będzie zlyyyy hahah
    Drake geniusz xDdd
    Nate się wściekł XD
    Kocham tego bloga
    Wydaj książkę!
    Dum Dum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nades powrócił! Chociaż na chwilę :D Cromwell na pewno będzie zły. Drake geniuszem? Prawdopodobne! :D
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  4. Grrr! Jaka ta Dess jest głupia. Czy ona nie rozumie, że za każdym rogiem czeka na nią śmierć? Oszalała.
    Przez Ciebie ledwie wyrobiłam się do szkoły. Tak mnie wciągnęło w świat Zaprzysiężonych, że ciężko było mi się ocknąć i wrócić do życia :)
    Było kilka słów do Ciebie to teraz do bohaterów.
    Destiny,ogarnij się. Nie jesteś pępkiem świata. W końcu ktoś cię zje.
    Dziwne, że tak szybko powiedziała wszystko Nathaniel'owi. Co ten Nate'uś ma w sobie? Ja mu nie ufam, ale go uwielbiam ;3
    Za to Drake jest dla mnie niewiadomą... raz jest przyjazny, kochany i w ogóle taki super, a innym razem bywa takim głupkiem, że w głowie mi się nie mieści. Hm ale to facet, trzeba mu wybaczyć.
    Elena jeszcze pokaże co potrafi. Widzę w niej "to coś" ;p

    Pisałabym tak dalej, ale czas mnie goni. Musisz wiedzieć, że jestem na bieżąco z rozdziałami. Nie zawsze komentuje z braku czasu, ale postanowiłam, że to nadrobię. Już zapomniałam jak się pisze xD A przecież przed nami Peaceheaven! <3
    Chce pisać, chce mieć znów przypływy weny, chce znów poczuć ten dreszczyk emocji przy pisaniu ;3

    Nie zanudzam już i lecę do roboty. Tobie życzę duuużo weny. Wierzę w Ciebie, że dasz radę napisać wszystko co sobie zaplanowałaś. Trzymam kciuki ;*
    Pozdrawiam ~Mvetta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak, że Des jest pępkiem świata...tylko próbuje znaleźć odpowiedź, dlaczego stało się to, co się stało... Nathanielowi wyjaśniła wszystko, bo potrzebuje pomocy. I prawdopodobnie ją dostanie :D
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  5. Przeczytałam dopiero połowę, ale nie mogłam powstrzymać się od skomentowania, by nic moim rączkom i głównie nie umknęło podczas pisania ;x

    Bardzo ciekawe mają domysły, ale tak samo nie obstawiam, by to był Nate bądź Heather, chociaż wiesz dobrze, jak ich nienawidzę i chciałabym by spłonęli w piekle żywcem i najlepiej jeszcze ich skóra paliła się tak wolno, żeby nie zdechli tak szybko <3
    Ale nie pasują mi na takie osoby. Nic po nich nie można się spodziewać, a jednak taka osoba coś sobą zdradza. Może niezauważalnie, ale zdradza i pewnie Jasir jak i my, czytelniki, byśmy już dostrzegli, o co chodzi, a Ty świetnie ukrywasz tajemnicę i podoba mi się to jak najbardziej <3
    Elena robi się zazdrosna, czy mi się tylko wydaje? Chociaż nie dała po sobie poznać i umknęła ciągnięcia tematu oprowadzania Destiny :) Ach ten Drake... No ja tam nie będę płakać, jak Elena będzie sama, bo przecież... On jest taki idealny dla Des, musisz to przyznać, musisz! :D
    Kurde, trudno mi było wyobrazić sobie całą tą okolicę, jak i samą Agorę. Musiałam przeczytać jeszcze z 3 razy, zanim zdołałam naszkicować sobie w móżdżku zarys wspaniałości tego miejsca. Tak świetnie zostało to przedstawione, że aż sama chciałabym się tam znaleźć, serio!
    "od limonkowych załon na oknach," - zasłon* :D
    Boże Elena jest boska XD Zarówno jej kochany charakter i postawa wobec Drake'a, jak i nieświadoma śmieszność w niektórych sytuacjach xD Po prostu mega XD
    Swoją drogą zastanawia mnie, co właściwie skłoniło Drake'a do wygodnienia Des z Agory... Czyżby to jednak on miał coś wspólnego z tą szkatułką? Czy nie.... Nie wiem kurde! Może oprowadzając ją, miał ją odciągnąć, by ktoś dostał się do jej pomieszczenia i ją tam podrzucił?!
    Kurde, to jest najbardziej możliwe przecież! Ale tak nie może być... Mój Drake ;-;
    JASNY GWINT! To był Nate! Ja to kurwa jego pieprzona mać po prostu wiedziałam no. Inaczej cholera być nie mogło. W końcu coś jest tak, jak sobie umyślałam! Pierwszy raz, cholera, pierwszy! XD to chyba jakieś jaja xD

    Na koniec....
    JA CIĘ UDUSZĘ! To Drake ma być taki miły, a nie jakiś tam... stfu! - Nate. On. Jest. Zły. I BĘDZIE. Co go nagle wzięło na takie milusińskie słówka, co? Może jeszcze seks na pocieszenie na stole w kuchni?! To by było bardzo w jego stylu ;-; ALE ŁAPY PRECZ OD MOJEJ MAŁEJ DES! Tylko Drake jest jej pisany i to on będzie jej pomagał w tym wszystkim najbardziej, a nie jakieś tam ścierwo ;-;

    Wybacz mi, że dopiero teraz komentuję, ale przed studniówką nie mogłam w ogóle się ogarnąć i miałam dość, po prostu się odcięłam, a teraz nadrabiam, bo czekały mnie poprawy w ogóle, bo niestety z matmą i wosem było licho xD ale już wróciłam, skomentowałam, no i bardzo się ucieszyłam obszernością tego rozdziału, bo naprawdę - miałam do czego wrócić i wróciłam z wielkim uśmiechem na ustach <3

    Pozdrawiam serdecznie misiu, postaram się po niedzieli rozdział u siebie dodać ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Na to własnie czekałam! Mogę jedynie powiedzieć, że rozdział jest cudowny. Uwielbiam takie gdzie się coś więcej dzieje.
    Uważam, że Des trochę głupio postąpiła, że sama wyszła poza Agorę. Teraz właśnie największe niebezpieczeństwo na nią czyha...
    Drake <3 Uwielbiam go i mam nadzieję, że to on będzie z Destiny a nie Nate. Jak dla mnie są idealni.
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
    Wybacz, że tak króciutko i dopiero teraz komentuję, ale ostatnio mam urwanie głowy :/
    ~Pozdrawiam i wysyłam pełną paczkę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja już sama nie wiem, kto tu jest szczery, a kto chce działać na niekorzyść Des. Nie ufałam Blake'owi, ale teraz jakoś tak... Drake też mi się wydaje dość dziwny. Nie rozumiem czemu przekonał ją, żeby uciekła. To wyglądało jakby w ogóle się nie przejmował jej bezpieczeństwem. Najpierw niby taki opiekuńczy, potem umożliwia ucieczkę i nawet nie proponuje pójścia razem z nią, a potem po rozmowie z Eleną nagle wielce chce pomagać. Ja nie wiem o co tu chodzi:D A może o prostu wszędzie szukam dziury? I zaskoczyło mnie też, że Des z taką łatwością opowiedziała o wszystkim Nathanielowi. Ja bym mu tak nie zaufała, a ona od razu zaczęła się zwierzac... Przecież go podejrzewali!
    Pozdrawiam ;)
    I zapraszam też na rozdział do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, że tak długo nie komentowałam, wstydzę się za siebie bardzo, wiedz to! Ale stwierdziłam, że będę sobie zaprzysiężonych nadrabiać na rehabilitacji. Zaczęłam ją wczoraj, ale zapomniałam zabrać telefonu... A dziś na rehabilitacji, cóż, jakby to łądnie ująć... WCHŁONĘŁAM SIĘ TAK BARDZO, ŻE AŻ NIE USŁYSZAŁAM, ŻE LASER PIKAŁ OZNAJMIAJĄC "MOŻESZ JUŻ IŚĆ NA INNY SPRZĘT".
    Tak, właśnie to ze mną zrobiłaś.
    A po powrocie do domu przecyztałam jeszcze moej ulubione fragmenty z różnych rozdziałów i teraz, gdy uśmiecham się od ucha do ucha na myśl twoich postaciach, a ja aż cała się trzęsę, nie mogąc juz dłużej wytrzymać bez podzielenia się opinią, czuję, że jestem gotowa ci wszystko napisać. I z góry przepraszam za błędy, ale jestem w takich emocjach, że kalwiatura się mnie nie słucha.

    Nawet nie za bardzo wiem od czego zacząć, już trochę wyraziłam się w porpzednim komentarzu, rozwodziłam się nad wspaniałością twoich opisów i mojej miłości do nich. Pisałam ci, jak bardzo wczuwałam się w sytuację Des, bo mi ją tak cudnie podawałaś. Pisałam także o twoim budowaniu akcji i zachwalałam sposób w jaki to robisz. I naprawdę nie chcę się z tym powtarzać, bo wiesz, do jutra bym nie skończyła wypisywać pochwał, także wiesz... Pod tym względem jest idealnie, naprawdę. Opisy, uczucia, napięcie jakie tworzysz, to wszystko działa, pracuje, łączy się ze sobą, z fabułą, dając naprawdę niezapomniane przeżycia i okazje to wielu zastanowiem, w jaki sposób to wszystko ze sobą połączysz. I cudownie było móc odkrywać te kolejne łączenia.

    I to, że Entylonia nazwała swoją córkę Esthar, a przecież tak Des była nazywana przez swoją siostrę. A ta jej siostra zginęła masakryczną śmiercią, tak samo jak państwo Grey. Może chciała bronić Des? Jeju, tyle pytań i możliwości, a ja nie wie którą drogę wybrać.

    A po lekturze tego rozdziału już w ogóle wariuję. Wiesz, jestem team Nathaniel i nie ważne jak Drake nie zachowywałby się przy Des, to właśnie Nate podbił moje serce i wiedziałam, że to on ją uratował, bo kto inny. Niech Des mu podziękuje tym seksem na stole, tak odwołując się do wypowiedzi psychopatki. Co prawda ona tego nie popiera, ale wiesz kochana Psycho, nie musisz wiedzieć :*
    Kibicuję im bardzo!
    Nathaniel *.* Serce mi drży jak o nim myślę. On ma jakąś swoją tajemnicę i jest typem takiego bohatera, za jakimi zawsze szalałam nawet jako dziecko. Zawsze kochałam się w tych groźnych, tych takich złych na zewnątrz badboy'ach. A jednak w środku jest inny i ja to wiem, czuję to i o boże... Trafia do moich obiektów westchnień tuż obok Loki'ego, Geralta, Lena Tao i Fausta VIII. Tak. On tam jest... i może odwiedzać mnie w nocy... mam duży kuchenny stół ;>

    Sama już nie wiem za to co myśleć o Drake'u. Niby dla Des taki super ale jednak... tak po prostu wyslał ją w las do Nate'a, samemu mu nie ufając. Niby lubię gościa, ale to nie Nathaniel... ALE POSŁAŁ DES PROSTO DO NATHANIELA I ZA TO MU MUSZĘ PODZIĘKOWAĆ.

    A Elenę kocham milością przyjacielską i chętnie zaproszę ją do kina na jakiś fajny film :D Możemy zostać przyjaciółkami i w ogóle. Uwielbiam jej charakter, jej podejście. To jest dziewczyna z pazurem, waleczna, ale zarazem bardzo czuła i opiekuńcza. Świetnie wykreowana bohaterka, ma wiele warstw i coś czuję, że jeszcze nie całą ją przed nami odkryłaś.

    I co teraz się stanie?! Tak nagle skończyłam czytać te rozdziały i to boli. Chcę więcej! Mam tyle pytań.
    Szczególnie że pojawiła się ta szkatułka, co w niej ejst takiego? Co jest w tej muzyce? Coś tam musi być ukryte! Ale co, w jaki sposób...
    I co się stanie z Nate'm i Des?

    NO I KEIDY ROZDZIAŁ!
    Potrzebuję więcej, naprawdę, o wiele wiele więcej! Nie mogę się doczekać na kolejny rozdział!

    Pozdrawiam, Caroline

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten rozdział chyba naprawdę najbardziej przypadł mi do gustu. Des wiele ryzykowała, ale widać, że ma dziewczyna charakterek. A Nate? Pomoże jej czy jednak się wypnie? :( Idę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM