piątek, 1 stycznia 2016

1.20. Szkatułka


 Zaczynało świtać. Przez gęstwinę zarośli rosnących obok okna przedzierały się promyki słońca, nieśmiało oświetlając małe pudełko leżące na łóżku. Szkatułka wyglądała niewinnie, praktycznie tak samo jak ostatnio widziała je Des. Była w stanie nienaruszonym - te same zdobienia, ta sama muzyka. Ta sama smutna baletnica kręcąca się ciągle i ciągle w rytm nieprzerwanie powtarzającej się melodii.
    Destiny urywanie wciągnęła powietrza. Wsunięta w kąt pokoju była prawie niewidoczna. Wciąż wbijała wzrok w starą zabawkę Victorii, dokładnie przyglądając się złotym niciom oplatającym delikatne różane tło. Wczorajsza potrzeba snu minęła, pozostawiając Des dziwnie pustą. Bała się.
     Znów się bała.
    Czego? Sama nie miała pojęcia.
    Mięła w ustach skrawek materiału z jej rękawa. Oczy ją piekły, czuła pod powiekami piasek. Dźwięk szkatułki otaczał ją z każdej strony. Wyrył w jej umyśle zapis nut, które Des zapamięta do końca życia. Cicha, smutna muzyka doprowadzająca ją na skraj załamania.
     Co to znaczy?
     Ciche pukanie rozległo się po pokoju.
     - Des? - Zza drzwi dobiegł głos Eleny. - Des? Co to za muzyka? Mogę wejść?
     Destiny zamknęła oczy i oparła czoło o podciągnięte kolana. Muzyka wchodziła głęboko w jej wnętrze, pozostawiając po sobie krwawe ślady. Dziewczynę zalała fala bolesnych wspomnień.
     Przykro mi, Des. Wiem, że ją kochałaś.
     Twarz pani Lewis była wykrzywiona w grymasie bólu.
      Została znaleziona. To wszystko co mogę teraz powiedzieć, mała.
     Wąsaty policjant popatrzył na nią z politowaniem.
      Dziwolągu.
     Chłopak imieniem Michael szarpnął ją za koszulkę.
      Miałam wtedy trzy lata, Des. Ja ją pamiętam.
      Victoria spojrzała na Destiny oczami przepełnionymi żalem.
       Pamiętam jej włosy, jej śmiech. Pamiętam swoją matkę... ale nic, co miało jakikolwiek związek z tobą.
      - Des! - krzyknęła Elena.
      Destiny z trudem otworzyła oczy i uniosła głowę. Tuż przed nią klęczała rudowłosa. Trzymała dłonie na ramionach Des, delikatnie nimi potrząsając. Na twarzy Trey wymalował się strach pomieszany z troską.
      - Co się dzieje? - spytała Elena, patrząc na blondynkę, którą wciąż pochłonięta była cichą muzyką.
      Nadejdzie taki czas, Des, w którym będziesz musiała sobie poradzić sama, pomimo że będą cię otaczać przyjaciele.
       Teraz naszym dzieckiem jest Destiny.
       James delikatnie wyciąga nóż z rąk Amy.
      Pamiętasz jak ją pierwszy raz zobaczyliśmy? Powiedziałaś mi kiedyś, że przypomina ci samą siebie. Pamiętasz naszą wspólną wyprawę na plażę w San Diego? Byłaś zachwycona, śmiałaś się po raz pierwszy od lat. Dzięki Des.
        - Szkatułka - wyszeptała chrypliwym głosem Destiny, próbując wyrwać się z amoku. - Szkatułka. Muzyka.
       Elena zmarszczyła brwi i rozejrzała się po pokoju. Serce biło jej szybko, a małe krople potu pojawiły się na jej czole. Nigdzie wokół siebie nie widziała szkatułki.
       Pamiętaj o tym, że nie ma wyboru.
       Oczy Gray'a zalśniły.
        Exurgo.
        Ból.
       - Łóżko. - Destiny pod powiekami poczuła łzy. Nie mogła się uwolnić. - Szkatułka.  Proszę.
       Elena wstała szybko, omal nie potykając się o własne nogi. Widząc przedmiot leżący na jasnej pościeli, rzuciła się na niego. Mała baletnica nie poruszała się. Stała w jednym miejscu, podczas gdy muzyka grała swoją regularną nutę.
       Głośnym trzaśnięciem Trey przerwała melodię.
   
        Niemowlę na szczęście nie płakało. 
       Firen dziękowała w myślach wszystkim bogom, jakie kiedykolwiek znała.
       Bięgnąc przez gęsty las zniszczyła swoją jedyną suknię, a bose stopy marzły  od mrozu. W płucach palił ją ogień, oczy napełniły się łzami, ale jedyne, co mogła w tej chwili robić młoda dziewczyna to biec. Uciekać jak najdalej może. Zawiniątko stawało się coraz cięższe, a nogi potykały się same o siebie. Słyszała głos. Głos swojej pani. Była zła. Nawet gdy jej Alma ukrywała swoją wściekłość pod warstwą spokoju, młoda niańka wiedziała, że gdy dorwie ta ją to skończy się jej krótki żywot. Tego chciała? Chciała uciekać, narażać swoje życie przez małe dziecko, które z resztą i tak nie należało do niej? 
      Firen przecięła wprost maleńką polanę pośrodku lasu. Łąka była pokryta cienką warstwą śniegu, który dopiero miał zacząć topnieć. Wszystko osnute było niebieską poświatą, tak piękną i delikatną, że można było ją zniszczyć jednym dotknięciem dłoni. Księżyc był w pełni, wszystko dookoła było widoczne jak za dnia. Jedynie lekka mgła owijająca krawędzie lasu, zdawała się być zdolna do ukrycia tajemnicy zielonego gaju. 
      W głowie dziewczyny narastał głos.
       Zatrzymaj się
      Z ust jasnowłosej wydarł się krzyk strachu, a malutkie strużki łez popłynęły jej po policzkach. Przyśpieszyła biegu, dobrze wiedząc, że długo tak nie wytrzyma. Dziecko w jej ramionach spało spokojnie, nie zdając sobie nawet sprawy jak bardzo jest zagrożone.
      Stój. 
      Młoda Firen upadła. Ledwie zdążyła zamortyzować upadek, uderzając o ziemię lewym ramieniem. Małe niemowle obudziło się w końcu. Ku zdziwieniu niańki nie zapłakało. Po prostu na nią patrzyło. Było spokojne, trochę zaciekawione przestraszoną twarzą dziewczyny. Okrągła buzia wyglądała szlachetnie, może trochę aż nazbyt jak na tak małe stworzenie. Jednak nie to w dziecku było najdziwniejsze. Para czarnych jak węgiel oczu zdawała się pochłaniać mrok. Spojrzenie malucha było hipnotyzujące, tak bardzo, że Firen nie miała sił już uciekać. Chciała patrzeć tylko w oczy dziecka. 
     Ciche trzaśnięcie gałęzi dało znać o obecności kogoś jeszcze. Firen zachłysnęła się powietrzem i zaczęła ryć stopami ziemię, próbując cofnąć się jak najdalej od Almy. Ta jednak była tuż przed nią, powoli się do niej zbliżając. Jej twarz niczego nie zdradzała. Po prostu patrzyła na swoją poddaną. Oczy miała zarówno ciemne jak i niemowlę.  To było jedyną rzeczą łączącą matkę z dzieckiem.
      - Oddaj moje dziecko - powiedziała czarnowłosa, robiąc kolejny krok w stronę leżącej Firen. - Oddaj, a dam ci szansę na przeżycie.
      - Alma - szepnęła dziewczyna.  - Pani chce zabić swoje własne potomstwo. Swoje własne życie!
      Kątem oka Firen zobaczyła kogoś jeszcze. Drobna skulona postać bezszelestnie dreptała wokół nich, co chwilę ukazując swoje ostre zęby odbijające blask księżyca. Wydawała się lewitować. 
      - Trantelo - rzekła Entylonia, przekrzywiając lekko głowę w bok. - Co ja mam zrobić? Nie chce oddać mi mojej córki.
       Stworzenie zatrzymało się nagle tuż obok czarnowłosej kobiety. Patrzyło na Firen wygłodniale, na co ta zaczęła jeszcze bardziej płakać. Widziała co ta bestia zrobiła z Klantonem, z chłopakiem, którego ledwie znała. Odór krwi zdawał się jeszcze rozciągać wokół powozu Almy.
       Drobna dłoń dotknęła policzka dziewczyny, gdy ta spojrzała w dół. Łagodne oczy maleństwa patrzyły na nią uparcie. Dziecko przesuwało wolną rączką po twarzy niańki. Dotknęło nosa, przesunęło po oczach Firen, a następnie dotknęło czoła, gdzie się zatrzymało. Wzrok niemowlęcia zmętniał i utkwił w jednym miejscu. 
         Czas zwolnił. 
         Firen po kilku sekundach odwróciła głowę i puściła dziecko. Fala czerwonej cieczy spłynęła  z jej gardła wprost na śnieg. Krztusiła się własną krwią, która zaczęła nawet wypływać z jej nosa, oczu i uszu. Po chwili zgięła się w pół. Jej ręce i szyja pokryły się czerwienią. Świeże rany zajmowały praktycznie całe jej ciało, doprowadzając dziewczynę do agonii. Trzęsła się, leżąc w kałuży własnej krwi. 
         - To twoje dzieło? - Trantela oblizała swoje suche wargi.
         - Nie - odmruknęła Entylonia, patrząc na błagającą o pomoc dziewczynę. Była pokryta krwią, która wypływała z każdego skrawka jej skóry. - Myślałam, że twoja.
          Ostatnie podrygiwania zakończyły życie Firen. Dziecko leżące obok niej nie wydawało z siebie żadnego dźwięku. Leżało spokojnie w śniegu, wśród drogocennych płócien, przyglądając się pełnej tarczy księżyca, który oświetlał niczym reflektor krwawe przedstawienie. Entylonia podeszła do zawiniątka, starannie unikając zakrwawionego śniegu. Podniosła dziecko i dotknęła jego policzka.
           - To jej sprawka. - Entylonia uśmiechnęła się do maleństwa. 
            - Nadal chcesz jej odebrać życie? - spytała wieszczka, przysuwając się coraz bliżej ciała służki. Zapach świeżej krwi pobudzał jej nozdrza.
           - Nie, już nie. - Czarne oczy Almy rozbłysły. - Esthar. Moje małe maleństwo, Esthar. 
         
     
     

        - Jak to się mogło stać? - spytał Cromwell.
        Małą szmatką przetarł  okulary i założył je z powrotem na nosie.  Poprawił swoją tweedową marynarkę w kolorze zgniłej zieleni, odkaszlnął cicho i odwrócił się twarzą do zebranych w pokoju. Elena raz po raz spoglądała na Destiny, która tępo patrzyła na podłogę. Siedziała na łóżku obok rudowłosej, obracając w dłoniach kubek z herbatą. Drake stał natomiast obok okna, opierając się bokiem o parapet. Przyglądał się dokładnie szkatułce, przesuwając palcami po zagłębieniach.
       - Sentia, dwudziesty szósty maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego - odczytał i zmarszczył brwi. - Co to ma znaczyć?
       - Może miejsce i datę produkcji? - podsunęła Elena.
       Znowu spojrzała na Des. Wydawała się być jeszcze bledsza niż zazwyczaj. Herbata w  kubku była nietknięta, a palce Destiny mocno zacisnęły się wokół plastiku, prawie wylewając napój.  Elena położyła  delikatnie rękę na dłoni blondynki w pocieszającym geście.  Ta jednak nie zareagowała.
       - Wątpliwe - stwierdził Drake. - Od kiedy firmy grawerują czas i miejsce produkcji w najbardziej widocznym miejscu? I to w dodatku złotymi literami?
       - Dziękuję za wyjaśnienie, Sherlocku - warknęła rudowłosa.
        Thore wykrzywił się do Eleny, na co ta przewróciła oczami. Jednak kiedy spojrzał na Des, przestał się krzywo uśmiechać. Jego ciemne oczy złagodniały.
        - Wszystko dobrze, Des? - spytał.
        Destiny powoli uniosła głowę i spojrzała na chłopaka.
        - Zaledwie dwa dni temu miałam stosunkowo normalne życie - powiedziała po chwili ciszy. - Miałam rodziców. Przybranych... ale rodziców. I wiesz co? Straciłam ich. Zaraz potem znalazłam się tutaj, nie wiadomo gdzie, zdając się jedynie na was. Kiedy już w końcu spróbowałam się tutaj odnaleźć, zobaczyłam jedyną rzecz, która pozostała mi po siostrze. Nie chciałam tego więcej oglądać. Zgadnij, czemu? Bo ją też straciłam, tylko że wcześniej. Byłam sierotą, cholernym nieudacznikiem, pomiatanym przez wszystkich! Teraz znowu taka jestem. Pytasz mnie więc czy wszystko dobrze?
        Oddychała szybko, jednak łzy nie nadchodziły.  W głębi duszy wiedziała, że wyżywanie się na ludziach, którzy starali się jej pomóc, nic nie dawało. Jednak czuła gniew. To on sprawiał, że zaczęła rozumieć jak bardzo jest bezsilna. Czy tego chciała, czy też nie, nie potrafiła tego zmienić. A może nie chciała? Może było jej lepiej w tym bezpiecznym kokonie jaki sobie wokół siebie zrobiła?
        Jasir popatrzył na Drake'a, który speszony wybuchem Des zaczął znów przyglądać się szkatułce z wyjątkowym skupieniem.
          Wszystko byle nie zobaczyć tego żalu w jej oczach.
         - Grawer na tym przedmiocie nie ma jak na razie znaczenia - rzekł cicho profesor, próbując przerwać ciszę. -  Chociaż, Destiny, może wiesz co on mógłby oznaczać?
         - Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty to rok urodzenia Vicky - wyjaśniła Des, delikatnie pociągając nosem. Uspokoiła się trochę. - A przynajmniej tak zakładałyśmy z panią Lewis.
         - Panią Lewis? - powtórzyła Elena i mocniej ścisnęła zimną dłoń Destiny.
         Dziewczyna na wspomnienie o starej kobiecie uśmiechnęła się smutno.
         - Była dyrektorką Domu Dziecka w Des Plaines. Umarła rok temu.
         - A co z twoją siostrą? - zapytał ostrożnie Cromwell. - Jesteś pewna jej śmierci?
         - Jej zmasakrowane ciało znaleziono w jednej z uliczek niedaleko sierocińca. - Destiny przełknęła gulę w gardle. - Kilka dni później było pewne, że to ona.
         - Dlaczego tak w ogóle nie zawiadomiłaś nas o tym? - dopytywał się Cromwell. - Dlaczego, dziecko, nie przyszłaś zaraz z tym do nas tylko zamotałaś się w tej hipnotyzującej muzyce?
         - Na początku nie mogłam się poruszyć. Patrzyłam tylko na to cholerstwo.
        Destiny zamrugała kilkakrotnie i odstawiła kubek na stolik obok łóżka. Wstała i podeszła powoli do okna, gdzie stał Drake ze szkatułką.
         - Nie myślałam, że kiedykolwiek to zobaczę - powiedziała i zabrała z rąk chłopaka niewielki przedmiot. -  Zostawiłam to na cmentarzu, na grobie gdzie spoczęła Victoria jakieś trzy lata temu. To było ponad rok po jej śmierci. Chciałam się w ten sposób pożegnać.
         - Więc nie miałaś tego ze sobą - podsumował Drake, przyglądając się dziewczynie dokładnie.
         Miała cienie pod oczami. Była blada, usta jej spierzchły, jednak - jakimś cudem - nadal wyglądała niezwykle. Włosy miała w niektórych miejscach poplątane, a oczy o barwie popielu lekko lśniły, co mogło być jedynie objawem zmęczenia. Drake podziwiał ją za to, że nie uroniła ani łzy.      Nie każdy był taki silny.
        - Nie. - Destiny przesunęła kciukiem po napisie na szkatułce.
        - Co spowodowało ten atak wspomień? - znów spytał Jasir, patrząc na poczynania dziewczyny. - Nie boisz się tego przedmiotu?
        - To jest dla mnie niebezpieczne tylko wtedy, kiedy jest otwarte i gra muzyka - odrzekła Des. - Melodia tak jakby wryła się w mój umysł, nieregularnie przetrząsając niektóre z moich wspomnień. To były... skrawki. Czasem dłuższe,czasem krótsze. Nie potrafiłam wyrwać się z tego. Dopóki nie pomogła mi Elena.
          Destiny spojrzała na Elenę, która wyprostowała się nagle. W oczach blondynki widać było wdzięczność i uznanie.
          - N-nie ma za co - powiedziała rudowłosa.
          Des przełknęła ślinę.
          - To coś wiąże się ze śmiercią Jamesa i Amy, a także z moją ucieczką.


*Alma - Pani
       
       ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!

     
   

15 komentarzy:

  1. Jezu, wiedziałam, że to dziecko to Esthar!!!!
    Wow, współczuję Des... ta szkatułka...wiedziałam, że cos z nia bnd!
    Gdzie Natuś?
    Naj z okazji uro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natuś się pojawi i wpadnie w tarapaty...czyli jak zawsze :D

      Usuń
  2. Rozdział jest naprawdę niesamowity a do tego długi! Czyli taki jakie kocham najbardziej. Owiany tajemnicą, czytałam go z lekkim dreszczykiem, kiedy było o poddanej Almy jak umierała. Kiedy tylko padło słowo szkatułka wiedziałam, że będzie coś nie tak z nią (bo szkatułki to samo zuo). Jestem bardzo ciekawa jak ta szkatułka znalazła się Destiny? Czyżby Heather maczała w tym palce? I kim jest to dziecko? Mam stos pytań w głowie, gdybym je wszystkie wypisała to komentarz byłby pewnie tak długi jak rozdział XD Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów. Mam nadzieję, że rozwieją one trochę wątpliwości i pytań.
    Z okazji Twoich urodzin życzę wszystkiego najlepszego! Dużo weny i zapału do kontynuowania ,,Zaprzysiężonych"
    ~Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się żeby był długi! :D
      Szkatułki to zuo, fakt! :D
      Dziękuję za życzenia ^^
      Do zobaczenia za tydzień :D

      Usuń
  3. Kurczę!!! Uwielbiam Twojego bloga i Twoje rozdziały, czasami mam wrażenie jakbym czytała jakiś bestseller. Zastanów się kiedyś nad wydaniem Zaprzysiężonych, jeśli ukończysz to opowiadanie, czego z całego serca Ci życzę. Jednego potencjalnego kupca książki już masz! :D No i na pewno znajdzie się więcej, bo to co tworzysz jest niesamowite!
    Co do rozdziału... wow. Uwielbiam retrospekcje, a w Twoim przypadku są takie mroczne i tajemnicze! <3 No i jak zawsze, no bo jak można inaczej, pula pytań bez odpowiedzi się rozrosła. XD Ale to dobrze, bo taki "głód" nie pozwala czytelnikowi odejść! Też jestem ciekawa o co chodzi z tą szkatułką i jakim cudem ona się tam znalazła, no i dlaczego ona tak działa na Des? To mroczne dziecko też jest dla mnie jedną wielką zagadką. Jestem przerażona myślą, iż skoro potrafiło załatwić tą biedną dziewczynę w taki sposób, to co będzie jak urośnie??!!


    Masz urodzinki??!! :D
    To wszystkiego najlepszego!!! Duuużo weny, uśmiechu i spełnienia wszelkich marzeń!! Aby Ci się dobrze wiodło. :*

    No i mam takie pytanko co do drugiego bloga, czy mamy się spodziewać pierwszego rozdziału niebawem, czy jeszcze trzeba będzie poczekać? ;)
    Ściskam,
    Skye

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, troszkę się rozpisałam, mam nadzieję, że nie będzie Ci to przeszkadzało. ;)

      Usuń
    2. Hej, rzeczywiście dostalam od ciebie długi komentarz! :D Dziękuje za tak mile słowa! Chciałabym wydać książkę, ale to trudne, bo trzeba dobrze pisać i w ogóle muszę skończyć Zaprzysiężonych (mam pomysł na conajmniej szesc części!). Co do drugiego bloga - postaram się kontynuować to z Mvettą :)

      Usuń
    3. Według mnie Twój styl pisania jest naprawdę dobry i mogłabyś mieć spore szanse na wydanie książki, no ale to moje zdanie. :)
      Aż sześć części??!! o.O Kurczę to super!! Ale się ucieszyłam. XD Mam nadzieję, że będziesz miała wystarczająco dużo weny i pomysłów aby udało Ci się ukończyć je wszystkie. :) :*
      Pozdrawiam,
      Skye

      Usuń
  4. A według mnie nie był długi;D Może dlatego, że jestem przyzwyczajona do dłuższych. Ale bardzo ciekawy i przyjemnie się czytało. Dobrze, że Des nie została sama i ktoś zamknął tą szkatułkę. Potok wspomnień był chyba zbyt wielki jak na jej głowę. Ciekawa jestem o co chodzi z tymi śmierciami.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki że wpadłaś :) Następny planuje dłuższy, właśnie go pisze ;) Elena jak zawsze pomocna, a śmierci będzie zapewne więcej.

      Usuń
  5. Wchodzę dziś, by przeczytać poprzedni rozdział, a tu niespodzianka, bo jest jeszcze jeden! :o Widzę, że nadrabiasz rozdziały w tempie ekspresowym :D Ocenię tutaj obie części, bo nie ma sensu pisania komentarza do każdego z postów.
    Co do pierwszej części to wooow, ile dowiadujemy się tam o każdej z ras Zaprzysiężonych. Moce Zielonych i Niebieskich są niesamowite i zarazem niebezpieczne, zwłaszcza jeśli chodzi o tych drugich. Brrr, nie chciałabym się natknąć na jednego z nich ;-;Heather to naprawdę okropna osoba; Destiny musi na nią uważać. Czyżby ze słów Eleny wynikało, ze ona tak jak Nathaniel była zdrajczynią? A co do Drake'a i Des to po prostu awww :3 kochany on jest xd Końca rozdziału to po prostu miazga :o
    Drugi rozdział jest wspaniały, poprzedni zresztą też. Uwielbiam po prostu twoje historie rodem z Biblii lub starej księgi. Są takie tajemnicze i klimatyczne. Esthar... z tego, co sobie przypomniałam, to imię najpierw wypowiedziała Victoria(jak się nie mylę)przed swoją śmiercią, a potem Nate tak nazwał Des, gdy się spotkali. Już wiadomo, że to córka Entylonii, jednak jaki jest związek pomiędzy nią a Des?
    Jakim cudem szkatułka, którą Destiny zostawiła na grobie Victorii kilka lat temu, znalazła się w jej pokoju? I jak może być związana ze śmiercią przybranych rodziców dziewczyny i jej ucieczką? Biedna Destiny, nie mogła się nawet ruszyć, gdy pozytywka grała, i jeszcze te wszystkie wspomnienia... Dobrze, że Elena się zjawiła i przerwała to wszystko. Kolejny powód by nie kupywac pozytywek ;-;
    Mam tylko jedną, drobną uwagę, a mianowicie nie zgadzają się daty: najpierw na szkatułce Thore przeczytał 1999 r., a Des powiedziała, że to był 1995 r. Sprawdzałam w starszym rozdziale i na szkatułce był '95. Ale to tyle, co zauważyłam.
    Powinnaś pomyśleć nad wydaniem Zaprzysiężonych- była by z tego wspaniała książka :D
    Miałaś urodzinki? Może i spóźnione, ale wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń ;D
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, bo opowiadanie mnie coraz bardziej wciąga ^^ Pozdrawiam i życzę dużo weny ;*
    PS. Wpadnij na mojego bloga, bo dodałam post z wynikiem konkursu ;)
    PS2. Słuchałam ostatnio tej piosenki i skojarzyła mi się jakoś bardzo z Twoim opowiadaniem :D https://www.youtube.com/watch?v=XtcGUqV6Fyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, wiedziałam, że musiałam pomylić datę XD chodziło mi o '95 ale napisalam '99 bo myślałam o niej XD Poprawie, obiecuje :) Dzięki za tak dlugachny komentarz :) Zanim będę się starać wydać książkę to minie mnóstwo czasu jeszcze, ale chciałabym i to bardzo! :)

      Usuń
  6. Jeny, już na samym początku takie emocje! Idealne wciągnęłam się w nastrój w pokoju Destiny. W to, jak biedna klęczała, zaklinała pod nosem, a wspomnienia drążyły w niej jak jadowite ostrza, przekuwające każdą cząstkę jej ciała. Ból w głowie i w sercu, z powodu wspomnień... Opisałaś to naprawdę świetnie. Wróciłaś na bloga po czasie i widać progres w tych ostatnich rozdziałach, mówię to z sercem na ręku....
    Z ręką na sercu! XD (zostawiłam to specjalnie, bo naprawdę tak na początku napisałam xD)
    Tylko skąd się tam wzięła ta przeklęta szkatułka?! Jakim cudem... W pokoju Des?
    Nagle się pojawiło i mota biednej dziewczynie w głowie. Ciekawie to obmyśliłaś, doprawdy. Nie mogę teraz przestać spekulować na ten temat i próbować sobie samej tego wyjaśnić. Ale zostawiła to na grobie Vicky... SKĄD SIĘ WZIĘŁO GDZIE INDZIEJ?!
    Za Chiny do tego nie dojdę, naprawdę. ;/
    Dobrze, że na ratunek przybiegła jej Elena. Całe szczęście, że usłyszała muzykę i postanowiła do niej zajrzeć, bo chyba by biedna tam się zamordowała i padła na śmierć. A głównych bohaterów się nie uśmierca! Nigdy przenigdy ;-;

    Bardzo cieszę się, że zabrałam się za Twojego bloga wcześniej. Uwielbiam go, więc dodaję go do polecanych bez żadnego wahania, moja droga!
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i mam nadzieję spotkać go jak najszybciej tutaj! <3

    Pozdrawiam psycho-decznie, psychopatka XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, cieszę się, że do mnie wpadłaś i że w ogóle chciało ci się nadrabiać wszystkie rozdziały. Tak, ja też widzę u siebie progres, co mnie nieskrycie cieszy. Ja uwielbiam za to twojego bloga! :*
      Wiem już jakich bohaterów uwielbiasz, a jakich nie :D Fajnie wiedzieć, że Drake to twój książę na białym koniu :D
      Dzięki za komentarz(e)! :*

      Usuń
  7. Od chwili kiedy przeczytałam słowo "szkatułka" wiedziałam, że coś będzie nie tak i nie myliłam się!
    Ogólnie naprawdę tak strasznie przypadły mi do gustu Twoje retrospekcje, że nie wiem czy wolę czytać je czy opowiadanie. *_*

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM