sobota, 4 lipca 2015

1.17. Strach Uczy

 
     - A co może zrobić taka  drobna rudowłosa dziewczynka? - warknął, nachylając się ku niej. - Co ty mi możesz zrobić, ty mała czarownico?
    Elena jęknęła żałośnie, zaciskając jeszcze mocniej powieki, na co Nate zmarszczył brwi. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, z jaką siłą zaciska palce na jej drobnym ramieniu, z pewnością przynosząc jej ból. 
    Po chwili puścił ją i cofnął się kilka kroków. Zamrugał zdziwiony i, próbując się wyrwać z jakiegoś dziwnego oszołomienia, odwrócił się do niej plecami, odchodząc w głąb  najciemniejszego korytarza.
      Elena skuliła się w sobie i chwyciła za ramię.
   Strach - przemknęło jej przez myśl.
   Ze strachu przed Niebieskim przestała oddychać.
    Pochyliła się głową w dół, czując, że  jej płuca zaraz nie wytrzymają tak długiego braku tlenu.  Z trudem więc  zachłysnęła  powietrza,  kaszląc chrypliwie. Oparła się plecami o zadziwiająco zimną ścianę i zwalczyła kolejny nadchodzący kaszel. Zamknęła oczy i przełknęła ślinę. Podwinęła swoją szarą koszulkę i syknęła cicho. Na jej lewym ramieniu widniały sine plamy odciśnięte przez Nathaniela. Ból  ręki narastał, tak samo jak jej gniew skierowany w stronę chłopaka.
    Strach - uświadomiła sobie.
    Zaczęła się cicho śmiać.
   - Blade, ty cholerny dupku - wyrzuciła z siebie, po czym kaszel zdusił jej nierówny śmiech.
   Nathaniel zatrzymał się w cieniu długiego korytarza.
    Gniew, który wcześniej zaognił każdą komórkę w jego organizmie, zgasł równie szybko, co się pojawił. Nie panował nad sobą i nie wiedział co robi. Nie potrafił przejść obojętnie obok wzroku pełnego obrzydzenia i pogardy, a w oczach Eleny było tego aż nadto.  Gdyby nie pohamował swojej złości ...
    Zacisnął ręce w pięści, nie pozwalając im już na drobne drżenie.
    Nie raz przecież widział nienawiść skierowaną w jego stronę. Pełno ludzi tak na niego reagowali. Drake, czasem Jasir, Rada, większość klanu...
   Elena także.
    Więc dlaczego tym razem tego nie wytrzymał?
     Nienawiść - powtórzył Nate w myślach.
     - Cholerny, zadufany w sobie dupek. - Elena chwiejnym krokiem wstała z podłogi. - Bezrasowy Entylon.
     Nathaniel obrócił głowę i popatrzył na dziewczynę.  Stała ona na środku korytarza, a żółto-pomarańczowe światło lamp podkreślało czerwień jej włosów. Chwiała się lekko, najwidoczniej bardzo wyprowadzona z równowagi, bo gdy dostrzegł wyraz jej oczu zobaczył wielkie, niezwykle zielone tęczówki, które w pełni pochłonęły resztkę czerni w jej spojrzeniu. Przypominały błyskawice.                                                   Zupełnie takie same błyskawice jak w dzień kiedy po raz pierwszy dane mu było widzieć Destiny.
    Nate wiedział, że stał w miejscu w pełni pochłoniętym mrokiem, położonym daleko od Zielonej - tak, że nie powinna go widzieć. Jednak wydawało mu się, iż Elena patrzy prosto na niego.
      Nienawiść - powtórzył w myślach.
      - Walcz. - Usłyszał.
      Znów spojrzał na Elenę. Piorunowała go wzrokiem, a cała jej delikatność wyparowała, ustępując miejsca sile i nieposkromionej zawiści. Była gotowa do walki, widział to. I choć oboje wiedzieli, że w tym pojedynku to Nathaniel był silniejszy, to jednak zawziętość i gniew Zielonej dawała jej spore szanse.
       - Walcz - powtórzyła Elena, zaciskając zęby w oznace coraz większego szału.
       Nathaniel uniósł brew, przyglądając się Elenie niczym małemu zwierzakowi w zoo.
       Nie doceniał jej, czuła to.
       Zrobił kilka powolnych kroków w jej stronę, uśmiechając się do niej krzywo. Chwilowa wątpliwość ukazana na jego bladej twarzy zniknęła, zupełnie jakby po raz kolejny założył maskę obojętności.  Pochylił się, gotowy do biegu w stronę Zielonej, a jego oczy pochłonęła zdumiewająca głębia błękitu, która przypominała potłuczone szkło - piękne, ale boleśnie ostre.
      - Walcz - warknęła Elena, także pochylając się napiętym w oczekiwaniu ciałem lekko w przód. - Walcz!
       Nathaniel uśmiechnął się jeszcze szerzej.
       - Zdmuchnąłbym ciebie jak piórko, chochliku.
       Elena wyprostowała się i zmrużyła oczy. Nigdzie nie widziała już Nathaniela.
        Znikł. Rozpłynął się w powietrzu.
       Jedynie jego cichy, lekceważący szept obijał się jej o uszy.
       - Strach - powiedziała Elena, delikatnie dysząc.



        - Dlaczego akurat ja? - powiedział w końcu Drake. - To o wiele więcej niż nam pan wcześniej pokazał.
        Przetasował wzrokiem po raz ostatni kartkę i podszedł do biurka profesora. Położył druk na zimnym blacie, patrząc oczekującym wzrokiem na Jasira
         - A dlaczego by nie? - odpowiedział profesor, obserwując uważnie reakcję chłopaka.
        Po chwili ciszy Cromwell westchnął znudzonym głosem  i wstał z fotela. Przeszedł przez pokój i stanął przed wielką szafą wypełnioną po brzegi książkami. Drake,  natomiast zaczerpnął powietrza, obracając się głową w stronę dużych okien wychodzących na zewnątrz. Widok drzew coraz bardziej kryjących się w zachodzącym słońcu, działał o dziwo na niego kojąco. Miał on wielką ochotę po prostu wyjść z terenu Agory i odejść; ukryć się w gęstwinie zarośli i zapomnieć.
       Jednak tego nie mógł.
        Nie powinien, ani nie chciał tego wiedzieć. To było o wiele za dużo, niż podejrzewał z Eleną. Pomimo tego wiedział, że nie może odmówić. Cokolwiek to oznaczało, kimkolwiek była Destiny, to był obowiązek, który miał do spełnienia. Rozkaz Cromwella. To nie była sprawa do negocjacji, tu nie chodziło o konflikt z Nathanielem, czy problem z Eleną.
        Drake na myśl o tej dwójce  zmarszczył brwi i przyjrzał się profesorowi, który był pogrążony w odczytywaniu tytułów.
        - Czemu nie pokazał pan tego Elenie lub Blade'owi? Oni ją znają, ja nie.
         - Właśnie dlatego, mój drogi - odrzekł Jasir. - Potrzebuję kogoś, kogo ona nie zna, o kim nigdy nie słyszała... O, tutaj jest!
        Po chwili oczom Drake'a ukazała się olbrzymia księga pokryta kurzem. Profesor przetarł ją dłonią i uśmiechnął się z dumą. Podszedł do bruneta, kładąc egzemplarz
        - ,,De Eantylonus et Stealions iens in terram" - przeczytał Cromwell. - O Entylonskich i Stylionskich dziejach świata.
       
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest rozdział. Myślałam, że znowu zrezygnuję, ale jeszcze zaglądacie na bloga :) Cieszę się, naprawdę.
KTO CZYTA TEN KOMENTUJE :)