piątek, 1 maja 2015

1.16. Siła Prawdziwą Linią Krwi


   Profesor Jasir przechylił swój kryształowy kieliszek i jednym chaustem wypił całą zawartość swojego bursztynowego płynu.
   - Trzydziestoletnia szkocka - mruknął z aprobatą. - Wyborna.
   Odstawił kieliszek na biurko i odwrócił się twarzą w stronę swoich podopiecznych.
   - Czy naprawdę musimy słuchać tego wycia? - odezwał się Nathaniel, który opierał się o biały gzyms kominka, pocierając swoje skronie w oznace zirytowania.
    Siedząca niedaleko niego Elena, przewróciła oczami i westchnęła cicho. Zerknęła ukradkiem na Drake'a, który stał zaraz obok drzwi, w jak największej odległości od blondyna. Patrzył na Nate'a nienawistnym wzrokiem, ani razu nie zwracając uwagi na Elenę. 
     - A co ci przeszkadza słuchanie opery włoskiej, mój drogi? - spytał profesor, wkładając ręce do kieszeni. 
     - No nie wiem, może nie lubię jak ktoś śpiewa niczym kot obdzierany ze skóry. - Nate wydął usta.
     Minął Cromwella i podszedł do zabytkowego gramofonu. Chwycił za jego ramię i uniósł je, odkładając na bok. Dobitny sopran kobiety w finałowym takcie ucichł od razu , pozostawiając zebranych w ciszy. 
     - Od razu lepiej. - Nathaniel wyprostował się, a kiedy zauważył mały barek, należący do Jasira, uśmiechnął się i spojrzał w stronę profesora. - Można? 
    - Oczywiście, częstuj się. Masz w końcu dwadzieścia lat - powiedział  Cromwell, obserwując poczynania chłopaka, który, chwyciwszy pierwszą lepszą butelkę, nalał sobie trochę trunku.
    Profesor uniósł brwi.
    - Myślałem, że jesteś wrogiem picia - powiedział.
    - Byłem - odpowiedział chłopak, popijając trochę ze swojej szklanki.
   Po chwili usłyszeli ciche prychnięcie. Profesor obrócił się w stronę Drake'a, który założył ręce na piersi i patrzył wymownie na nadal niewzruszonego Nathaniela.
     - Jaki ojciec taki syn - powiedział brunet. - Bycie alkoholikiem ma widocznie we krwi. Ciekawe tylko, czy skończy tak samo.
     - Panie Thore - syknął profesor. 
     - Pochlebiasz mi, chłopczyku. - Nathaniel zaśmiał się wesoło. 
     Elena jednak zauważyła gniew blondyna. Na słowa Drake'a zacisnął on mocno swoje palce na szklance, omal jej nie roztrzaskując, a jego oczy przepełniły się gniewem. Wiedziała, że nawet profesor nie powstrzymałby złości tak silnego człowieka.
    - Profesorze Cromwell - powiedziała, wstając szybko. 
    Trzy pary zdenerwowanych oczu skierowały się na nią, a ona przełknęła ślinę, nie wiedząc co powiedzieć, by ominąć nadciągającą awanturę. 
    - Ja... chciałabym się w końcu dowiedzieć, dlaczego pan nas zechciał widzieć, profesorze.
    Jasir zmarszczył swoje krzaczaste brwi, przypominając sobie powód ich wizyty.
    - Ach, tak - mruknął.
    Wyminął Nathaniela i usiadł przed swoim biurkiem, otwierając przy okazji jedną z wielu szuflad. Przywołał delikatnym gestem ręki młodych Zaprzysiężonych, którzy podeszli do jego stolika zupełnie zdezorientowani. 
    - Po znalezieniu Destiny poprosiłem mojego przyjaciela, Marcela Hopkinsa, o parę informacji o tej młodej damie  - zaczął profesor. - Do tej pory wiadome nam było, że pochodziła ze stanu Illinois i wychowywała się w sierocińcu. Prawda, Eleno?
    - Tak. - Elena pokiwała głową.
   - Otóż, Destiny miała rodzinę. - Jasir wyciągnął przed trójką Zaprzysiężonych kartkę, w którą stuknął palcem. - Destiny Gray. Znaleziona w wieku około czterech miesięcy razem ze swoją siostrą, wówczas trzyletnią Victorią, w wieczór osiemnastego listopada tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku na schodach sierocińca w Des Plaines. Kandydatka u rodzin adopcyjnych około dwadzieścia razy, w tym dwanaście ze swoją siostrą, która zaginęła cztery lata temu. Uznano ją za zmarłą. Destiny dopiero kilka lat później adoptowało państwo Gray
    - Czyli ona i jej zaginiona siostra są Zaprzysiężonymi, tak? - spytał Drake, przyglądając się dokładnie życiorysowi spisanemu na kartce. 
    - Nie byłabym tego taka pewna - powiedziała Elena, która stała pomiędzy Nathanielem, a Thorem. - Nie wyczułam w niej naszej krwi.
    - Też byłbym skłonny stwierdzić, że jest Zaprzysiężoną, Drake. Aż do dzisiejszego ranka, kiedy z nią rozmawiałem. - Profesor westchnął i ściągnął z nosa okulary, które rzucił na stół. - Widzieliście jej oczy?
    - Są szare - mruknął Nathaniel, wzruszając ramionami. - Może jej rodzice należeli to czwartej rasy? 
     - Albo jest w połowie Entylonką - powiedział Drake, a jego słowa zawisły nad zebranymi niczym ciemne chmury. 
    - Nie - powiedział profesor, po chwili milczenia. - Sprawdzałem ją.
     - Jak to sprawdzałeś? - Elena zbladła. - Miałeś tego nie robić. Wiesz jak to ci szkodzi.
     - Nie robię tego przecież często, panno Trey. Nic mi nie jest.
     Nathaniel pokręcił głową i odszedł od stolika. 
     - Skoro nie wiesz, Jasirze, kim ona tak właściwie jest... - zaczął Nate i dopił resztkę alkoholu - W takim razie dlaczego nas wzywasz?
     - Miałem nadzieję, że i wy macie jakieś spostrzeżenia na jej temat. 
     Cromwell wstał od swojego biurka, podchodząc do olbrzymiego obrazu. 
     Był to jedyny malunek w całym jego gabinecie. Przedstawiał kobietę trzymającą w obydwóch dłoniach skromny sztylet skierowany ostrzem w dół. Blada cera kontrastowała z ciemnymi włosami, które okalały jej twarz, pomimo że były zaplecione w dwa warkocze, opadające do tyłu. Drobna twarz niczego nie wyrażała; wydawałoby się, że patrzy prosto przed siebie, tak jakby nikt nie zasługiwał na spojrzenie jej żółtych jak słońce oczu. Jednak profesor zawsze patrzył na znamię w kształcie półgwiazdy, które zajmowało jej całe ramiona i szyję.
    Dla niego to właśnie to było zagadką, która mogła zmienić przeznaczenie.
    - Ja jej nawet nie znam, profesorze - odezwał się Drake, wyrywając Jasira z zamyślenia. - Widziałem ją raz. Elena zna ją chyba najbardziej.
    - Cóż, a ja ją podwiozłem, jeśli to się liczy - powiedział kwaśno Nathaniel. 
    Wylał resztę trunku w ogień, który głośno zasyczał. Przeszedł spokojnym krokiem przez pokój i, zabrawszy Elenie i Drake'owi kartkę, przeglądnął ją pobieżnie.
    - Nic w tym specjalnego nie ma, Cromwell - podsumował Nathaniel. - Biedna dziewczyna, która  ma przyjemność obrywać od życia.  Świetny materiał na powieść dla nastolatek, doprawdy.
    - Nie wmówisz nam, że jest zwykłym człowiekiem - odezwała się Elena.
    - Tego jeszcze nie wiadomo - powiedział blondyn. - Powinniśmy poczekać na rozwój wydarzeń. 



       
     - Zmiennokształtni? - powtórzyła Destiny.
     Popatrzyła na Heather, a potem na Zaprzysiężonych w środkowej części jaskini.
     W wyglądzie nie różnili się niczym od pozostałych, jednak ich ilość była zaskakująco mała. Nie było wśród nich dzieci, tylko sami dorośli mężczyźni i kobiety. Stali w dwóch małych grupkach po przeciwnych końcach swojej sali, nie rozmawiając ze sobą. Wyglądali na skłóconych, przez co Des wydawało się, że atmosfera w tamtym sektorze jest jeszcze gorsza niż w pierwszym segmencie.
    - To najrzadsza rasa Zaprzysiężonych - powiedziała Heather, nagle ożywionym głosem. - Podobno ważniejsza nawet od Zielonych. Są prawie na wymarciu.
     - Na wymarciu? - Destiny zamrugała.
     - Umierają młodo, a na dodatek od jakiś osiemnastu lat żadna Brązowa nie doniosła ciąży - wyjaśniła brunetka. - Na przykład w mojej rasie co roku rodzi się kilkanaście dzieci. Nie żeby coś, ale to naprawdę robi się męczące, kiedy co chwilę jest świętowanie w domku ....                                        Des zignorowała jej dalsze opowieści i podeszła bliżej barierki, która dzieliła ją od zejścia w głąb jaskini. Położyła dłonie na chłodnym metalu poręczy, opierając się o nią. Cały czas patrzyła na centralną część miejsca, omal nie otwierając usta ze zdziwienia.
Jeden z mężczyzn należący do rasy Brązowych wyszedł na sam środek, ściągając z siebie koszulkę, którą rzucił daleko od siebie. Oczom Des i zebranych ukazało się kilka wielkich szram na plecach czarnowłosego, zupełnie jakby jakieś ogromne zwierze przecięło jego skórę pazurami. Jednak oglądanie jego blizn nie trwało długo. Nagle zamiast mężczyzny w centrum wielkiej hali stało wielkie zwierze, podobne do niedźwiedzia.
     Destiny omal nie krzyknęła z oniemienia.
    - Jak on to zrobił? - spytała zdziwiona, odwracając się w stronę Heather.
    Brunetka zmrużyła oczy i podeszła do barierki obok Des, stając prawie przy schodach prowadzących w dół.
    - Co takiego? - spytała.
     - To. - Des wskazała ręką na wielkiego niedźwiedzia, krążącego  po środku segmentu Brązowych. - On po prostu się przeistoczył! Był tam zwykły mężczyzna, a potem,w tej samej sekundzie,było już to zwierzę!
     - Tym są właśnie Zmiennokształtni.  Im większe mają doświadczenie, tym w więcej zwierząt mogą się zmienić-wyjaśniła Heather. - Czy coś takiego.
     - Ale jak? Jak to ....
     - Ich przemiana jest nie zauważalna dla ludzi i nawet Zaprzysiężonych - przerwała jej Heather, znów przewracając oczami. - Trwa ona zaledwie kilka setnych sekundy, choć podobno dla Brązowego to bardzo długi czas.  Nie wiem czy boli, nikt z nich nigdy tego nie powiedział. To ich tajemnica. Każda rasa ma swoją tajemnicę i tego się trzyma. Totalne nudy w każdym razie
     - Więc ich rasa jest już na wymarciu - powiedziała cicho Des, przyglądając się paradującemu po prawej części bloku Brązowych.
     - Znasz Drake'a Thore? - spytała Heather.
      - Nie.
      - To jest właśnie najmłodszy Brązowy - wyjaśniła brunetka, po czym nachyliła się bliżej Des. - Straszny pechowiec. Stracił rodziców, a potem związał się z Eleną Trey, Zieloną. To straszna wariatka! Pogubiła się w swoich zdolnościach. Nie zdziwię się, jeśli w końcu wyląduje u Bezrasowców.
      - Znam Elenę. - Des zacisnęła wargi. - Nie wydaje się być większą wariatką niż ty, czy inni Zaprzysiężeni.
     - Cóż, już wiem dlaczego jesteś taka dziwna - skwitowała Heather i cmoknęła. - Biedna. Gdybyś nie znała tej całej Trey to może byłabyś lepsza.... Ale wiesz co? Mam do ciebie prośbę!
    Destiny prychnęła zdenerwowana i przeszła obok brunetki. Popatrzyła na grupkę Zaprzysiężonych, stojących przy wejściu w nadziei, że gdzieś znajdzie Elenę lub chociaż Nathaniela. Jednakże nie było tam nikogo, kogo mogłaby znać. Skierowała się jednak w stronę schodów, ignorując wołanie Heather.
     - Poczekaj!  - zapiszczała brunetka, stając tuż przed Destiny.
      - Czego chcesz? - burknęła Des, zatrzymując się na trzecim stopniu.
     - Boję się, że ta wariatka Elena chce odbić mojego Nate'a - wyszeptała gorączkowo Heather. - Więc skoro ją znasz i w ogóle to czy mogłabyś jej powiedzieć, żeby go zostawiła?
      Destiny popatrzyła na brunetkę tak, jakby usłyszała największy bezsens świata. Skąd miała wiedzieć czy Elena nawet zna Nathaniela?
      - Ta...jasne - mruknęła blondynka, mając nadzieję, że Heather da jej w końcu  spokój. - Jak tylko spotkam Elenę to jej to powiem.
      - Świetnie!
      Destiny zmusiła się do uśmiechu i już miała odejść,gdy nagle długi palec Niebieskiej wbił się jej w ramie.
      - Ty też masz go zostawić - powiedziała wyjątkowo groźnym  głosem. - On jest mój.
      - Rozumiem - powiedziała Des,  zabierając jej palec ze swojego ramienia.
      Heather klasnęła w dłonie, cała rozpromieniona, natomiast Destiny na usta cisnęło się jedno jedyne słowo opisujące dziewczynę.
    Nagle, ku zdziwieniu blondynki, Niebieska chwyciła ją za ramię.
     Wtedy nastąpił mrok.
 


    - Nie uważasz, że przez cały dzisiejszy dzień musimy się widzieć zdecydowanie częściej niż przez ostatni rok? - spytał Nathaniel.
     Jego cień odbił się o drewnianą ścianę, kiedy wszedł do słabo oświetlonego korytarza.
    - Uwierz mi, nie czerpię przyjemności z oglądania twojej wrednej buźki - odpowiedziała Elena, skręcając w kolejne przejście.
     Uśmiechnęła się do przechodzącego Zaprzysiężonego, który na widok Blade'a wziął głęboki oddech, wykręcając głowę w tył, by przyjrzeć się dokładniej blondynowi. Nathaniel natomiast, udając, że tego nie widział, splótł ręce za plecami i przybliżył się do Eleny, na co ta wykrzywiła się lekko, przyśpieszając kroku. 
   - Jestem ciekaw co... a może kto sprawił, że jesteś tak niewybaczalnie okropna. - Nate uśmiechnął się złośliwie. - Biedna Elena. Co ta miłość robi z człowiekiem.
     - Co ty możesz wiedzieć o miłości? - Rudowłosa prychnęła.
    - Nie urodziłem się potworem - powiedział Nathaniel i roześmiał się cicho. - Nie jestem też zagubionym dzieckiem tak jak ty. 
     Elena spiorunowała go wzrokiem.
    - Nie prowokuj mnie, Entylonie - powiedziała. - Należę do Zielonych. A ty jesteś tylko zwykłym zdrajcą, którego łatwo zniszczyć.
    Złośliwy uśmieszek znikł z twarzy Nate'a. Zatrzymał się nagle i złapł Elenę za ramię, przypierając ją mocno do ściany. 
   Oddech dziewczyny zrobił się płytki; patrzyła na niego z coraz większym strachem, zaczynając powoli żałować swojej groźby. Wzrok Nate'a zaczął mętnieć, przybierając ciemnej barwy granatu. Kiedy zbliżył się do Eleny jeszcze bardziej, ta zachłysnęła się powietrzem i zamknęła oczy. 
    - A co może zrobić taka  drobna rudowłosa dziewczynka? - warknął, nachylając się ku niej. - Co ty mi możesz zrobić, ty mała czarownico?
    Elena jęknęła żałośnie, zaciskając jeszcze mocniej powieki, na co Nate zmarszczył brwi. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, z jaką siłą zaciska palce na jej drobnym ramieniu, z pewnością przynosząc jej ból. 
    Po chwili puścił ją i cofnął się kilka kroków. Zamrugał zdziwiony i, próbując się wyrwać z jakiegoś dziwnego oszołomienia, odwrócił się do niej plecami, odchodząc w głąb  najciemniejszego korytarza.
     

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, tak...wiem. Nie było mnie tu ponad miesiąc i raczej wątpliwe, że ktoś czeka. Miałam okropny zastój w pisaniu. Nie potrafiłam skleić żadnego sensownego zdania i szczerze powiedziawszy nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Czytając wszystkie rozdziały opublikowane do tej pory, też nie jestem zadowolona. Nie dziwię się, że liczba czytelników spadła. 
No cóż.... trzymajcie za mnie kciuki i oczekujcie nowego rozdziału już za tydzień ;)


    
    
    
   
   
    

13 komentarzy:

  1. Ja czekałam >.< ale po cichu.
    Jeśli sama nie jesteś zadowolona z własnych rozdziałów, to nic nie poradzę, nie będę nikomu wmawiać na siłę, że są doskonałe, skoro tak nie uważa. :) Mi osobiście przypadły do gustu, choć przez tę przerwę już nie pamiętam, co było i wszystko mi się miesza. :/
    Rozdział nie był zły, jednak nie działo się w nim za dużo.
    Weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nic się nie działo, ale dopiero wracam do pisania i nie chciałam zaczynać od czegoś mocniejszego.... i to zepsuć :) Obiecuję, że jeszcze będzie się działo.
      Dziękuję, że czytasz...
      :)

      Usuń
  2. Hej! Ja też czekałam!! Tak co jakiś czas sprawdzałam, czy nie pojawiła się u Ciebie jakaś notka i zasmucił mnie jej brak, ale skoro już wróciłaś to się bardzo cieszę, bo naprawdę podoba mi się Twoje opowiadanie, miałaś świetny pomysł, który zaczęłaś przelewać na słowa, tworząc tak wspaniałą historię. Jak dla mnie wymiatasz - serio!
    Wiesz, każdemu zdarzają się lepsze i gorsze rozdziały, dlatego, tak jak sama mi napisałaś, nie poddawaj się i walcz! Ja na pewno będę czytała to opowiadanie do ostatniej literki jaka się tutaj pojawi!
    Tak więc weny, weny i weny! Oby następny rozdział był dla ciebie bardziej satysfakcjonujący, bo nic tak bardziej nie działa na autora niż zadowolenie ze swojej pracy, a jak dla mnie piszesz na bardzo dobrym poziomie, więc... - POWODZENIA! :*
    Ściskam,
    Skye

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś chyba moją najulubieńszą czytelniczką :D Ciągle jesteś, ciągle komentujesz - no po prostu wzór :P
      Dziękuję za tak miłe słowa i docenienie. No i motywację przede wszystkim. Nie masz pojęcia jak wiele znaczy dla mnie Wasza obecność.
      No dobrze, lecę pisać rozdział! :)

      Usuń
  3. Ja również czekałam na kolejny rozdział. Mimo, że nie udzielałam się w komentarzach, to byłam na bieżąco z rozdziałami i praktycznie codziennie sprawdzałam, czy czegoś czasem nie dodałaś :-D rozmumiem cię, sama miałam taką chandrę na pisanie i dopiero po 5 miesiącach wracam do pisania.

    Rodział nie jest zły, mi się podobał bo dowiedziałam się czegoś o Brązowych(którą byłabym gdybym należała do Zaprzysiężonych ^^) nie narzekam na to, że nic się nie dzieje, bo nie lubię, jak w każdym rozdziale musi być jakaś akcja. Nate zaczyna pojazywać swoją mroczną stronę; ciekawe, o z tego wyniknie. Brrr znielubiłam Heather od momentu, gdy pojawiła się po raz pierwszy. Okropna z niej dziewczyna, niech ją Entyloni rozszarpią -.- bardzo, ale to bardzo mnie ciekawi, do której rasy należy nasza Des. Kim była kobieta z portretu w pokoju Jasira?
    Uwierz w swój talent, bo rewelacyjnie piszesz i każdemu zdarzają się gorsze rozdziały(oczywiście nie uważam, że ten taki jest) i grunt to nie poddawać się i dążyć do celu ;-)
    Także życzę dużo weny i do zobaczenia za tydzień :-D
    P.S. Nie mogę się doczekać kiedy napiszesz o spotkaniu Des z Drake'iem <3 chyba jestem jedyną, która chce, żeby oni byli razem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za słowa wsparcia i naprawdę cieszę się, że ktoś czeka. To wiele dla mnie znaczy i motywuje bardziej niż 50 komentarzy pod postem bez żadnego głębszego sensu. Czuję, ze mam ochotę pisać. I to dużo :)
      Nate... Nate to skomplikowana postać...może bardziej trudna niż nawet Des.
      Tak,tak jak na razie pojawił się Nades(Nate+Des), ale doprawdy nie zastanawialam się zbytnio nad shipami, choć przyznam, że miłości będzie dość dużo.
      Ja tez nie moge się doczekać spotkania Drake'a i Destiny :)
      Jeszcze raz dzięki za komentarz :)

      Usuń
  4. Gdybyś wydała książkę,kupiłabym od razu ! ^^
    Normalnie nie czytam opowiadań,jednak po Twoim komentarzu na moim blogu weszłam i takie wielkie woow !
    To jest o wiele lepsze niż większość powieści fantasy :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział !
    Obserwuję ;*
    http://zaczytanaaax.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, ale mnie chwalisz :D Raczej myślałam, że mnie "zjeździsz" ... w końcu mnóstwo książek przeczytałaś i masz jakieś zdanie o powieściach fantasy wyrobione, prawda? :)
      Dziękuję za motywację :)

      Usuń
  5. Ojej, żałuję że dopiero teraz trafiłam na twojego bloga *_* Cudowny rozdział
    Szczególnie polubiłam Nate'a, kręcą mnie tacy niegrzeczni chłopcy :P Nie mogę za to powiedzieć tego samego o Heather, wkurza mnie...
    Jeśli chodzi o Elenę, na razie jest OK ;)
    Ciekawi mnie ta sprawa z Des, zastanawiające, ciekawe kim jest. Fajnie gdyby była tą zmiennokształtną ^^
    http://fairytaledreamcloudeen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny <3 ja zawsze czekam :*
    Kocham Natha
    Pozdrowionka :*


    czuc.blogspot.com

    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny blog :)
    Czekam na następne rozdziały ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Może jej rodzice należeli to czwartej rasy? " - do* :p

    No nie... Liczyłam na jakieś wyjaśnienia, a tu dupa. Nadal nie wiem, kim jest Des i chyba się, psia mać, nie dowiem xD Przeklinam to wszystko xD
    Znaczy się, żartuję ;x Nie przeklinam, bo kocham Twoją historię i chcę ją czytać dalej <3 Nie wierzę, że daję radę w jeden dzień xD Z przerwami, bo z przerwami, ale daję radę XD
    Ale co to ma być, że Panna H grozi Des?! Przecież ona nie będzie z Nathanielem, więc ja przepraszam bardzo, ale GDZIE Z TYMI ŁAPSKAMI! A sio, a sio!
    No bezczel! Jeszcze mi tak Elenę potraktował! - tak, polubiłam ją, psia mać ;x
    Łapska precz od moich dziewczynek! niech sobie idzie do tej całej dziwkowatej Heather. Wredne babsko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha zazdrość Heather pobiła wszystko po prostu. xD
    Nate jest dla mnie mocno zagadkową postacią. A co do za czwarta rasa? ;>

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM