niedziela, 24 maja 2015

Jaką rasą Zaprzysiężonego jesteś? - quiz

Hej, hey, hello...czy jakoś tak.
Notka... coś tam jest, ale lepiej nie mówić, bo nie ma o czym :)
Zapraszam za to na quiz!
Jaką rasą Zaprzysiężonego właśnie ty będziesz?
Sprawdź:
Quiz
Pochwal się w komentarzu! :)
Pozdrawiam,
Brave

piątek, 1 maja 2015

1.16. Siła Prawdziwą Linią Krwi


   Profesor Jasir przechylił swój kryształowy kieliszek i jednym chaustem wypił całą zawartość swojego bursztynowego płynu.
   - Trzydziestoletnia szkocka - mruknął z aprobatą. - Wyborna.
   Odstawił kieliszek na biurko i odwrócił się twarzą w stronę swoich podopiecznych.
   - Czy naprawdę musimy słuchać tego wycia? - odezwał się Nathaniel, który opierał się o biały gzyms kominka, pocierając swoje skronie w oznace zirytowania.
    Siedząca niedaleko niego Elena, przewróciła oczami i westchnęła cicho. Zerknęła ukradkiem na Drake'a, który stał zaraz obok drzwi, w jak największej odległości od blondyna. Patrzył na Nate'a nienawistnym wzrokiem, ani razu nie zwracając uwagi na Elenę. 
     - A co ci przeszkadza słuchanie opery włoskiej, mój drogi? - spytał profesor, wkładając ręce do kieszeni. 
     - No nie wiem, może nie lubię jak ktoś śpiewa niczym kot obdzierany ze skóry. - Nate wydął usta.
     Minął Cromwella i podszedł do zabytkowego gramofonu. Chwycił za jego ramię i uniósł je, odkładając na bok. Dobitny sopran kobiety w finałowym takcie ucichł od razu , pozostawiając zebranych w ciszy. 
     - Od razu lepiej. - Nathaniel wyprostował się, a kiedy zauważył mały barek, należący do Jasira, uśmiechnął się i spojrzał w stronę profesora. - Można? 
    - Oczywiście, częstuj się. Masz w końcu dwadzieścia lat - powiedział  Cromwell, obserwując poczynania chłopaka, który, chwyciwszy pierwszą lepszą butelkę, nalał sobie trochę trunku.
    Profesor uniósł brwi.
    - Myślałem, że jesteś wrogiem picia - powiedział.
    - Byłem - odpowiedział chłopak, popijając trochę ze swojej szklanki.
   Po chwili usłyszeli ciche prychnięcie. Profesor obrócił się w stronę Drake'a, który założył ręce na piersi i patrzył wymownie na nadal niewzruszonego Nathaniela.
     - Jaki ojciec taki syn - powiedział brunet. - Bycie alkoholikiem ma widocznie we krwi. Ciekawe tylko, czy skończy tak samo.
     - Panie Thore - syknął profesor. 
     - Pochlebiasz mi, chłopczyku. - Nathaniel zaśmiał się wesoło. 
     Elena jednak zauważyła gniew blondyna. Na słowa Drake'a zacisnął on mocno swoje palce na szklance, omal jej nie roztrzaskując, a jego oczy przepełniły się gniewem. Wiedziała, że nawet profesor nie powstrzymałby złości tak silnego człowieka.
    - Profesorze Cromwell - powiedziała, wstając szybko. 
    Trzy pary zdenerwowanych oczu skierowały się na nią, a ona przełknęła ślinę, nie wiedząc co powiedzieć, by ominąć nadciągającą awanturę. 
    - Ja... chciałabym się w końcu dowiedzieć, dlaczego pan nas zechciał widzieć, profesorze.
    Jasir zmarszczył swoje krzaczaste brwi, przypominając sobie powód ich wizyty.
    - Ach, tak - mruknął.
    Wyminął Nathaniela i usiadł przed swoim biurkiem, otwierając przy okazji jedną z wielu szuflad. Przywołał delikatnym gestem ręki młodych Zaprzysiężonych, którzy podeszli do jego stolika zupełnie zdezorientowani. 
    - Po znalezieniu Destiny poprosiłem mojego przyjaciela, Marcela Hopkinsa, o parę informacji o tej młodej damie  - zaczął profesor. - Do tej pory wiadome nam było, że pochodziła ze stanu Illinois i wychowywała się w sierocińcu. Prawda, Eleno?
    - Tak. - Elena pokiwała głową.
   - Otóż, Destiny miała rodzinę. - Jasir wyciągnął przed trójką Zaprzysiężonych kartkę, w którą stuknął palcem. - Destiny Gray. Znaleziona w wieku około czterech miesięcy razem ze swoją siostrą, wówczas trzyletnią Victorią, w wieczór osiemnastego listopada tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku na schodach sierocińca w Des Plaines. Kandydatka u rodzin adopcyjnych około dwadzieścia razy, w tym dwanaście ze swoją siostrą, która zaginęła cztery lata temu. Uznano ją za zmarłą. Destiny dopiero kilka lat później adoptowało państwo Gray
    - Czyli ona i jej zaginiona siostra są Zaprzysiężonymi, tak? - spytał Drake, przyglądając się dokładnie życiorysowi spisanemu na kartce. 
    - Nie byłabym tego taka pewna - powiedziała Elena, która stała pomiędzy Nathanielem, a Thorem. - Nie wyczułam w niej naszej krwi.
    - Też byłbym skłonny stwierdzić, że jest Zaprzysiężoną, Drake. Aż do dzisiejszego ranka, kiedy z nią rozmawiałem. - Profesor westchnął i ściągnął z nosa okulary, które rzucił na stół. - Widzieliście jej oczy?
    - Są szare - mruknął Nathaniel, wzruszając ramionami. - Może jej rodzice należeli to czwartej rasy? 
     - Albo jest w połowie Entylonką - powiedział Drake, a jego słowa zawisły nad zebranymi niczym ciemne chmury. 
    - Nie - powiedział profesor, po chwili milczenia. - Sprawdzałem ją.
     - Jak to sprawdzałeś? - Elena zbladła. - Miałeś tego nie robić. Wiesz jak to ci szkodzi.
     - Nie robię tego przecież często, panno Trey. Nic mi nie jest.
     Nathaniel pokręcił głową i odszedł od stolika. 
     - Skoro nie wiesz, Jasirze, kim ona tak właściwie jest... - zaczął Nate i dopił resztkę alkoholu - W takim razie dlaczego nas wzywasz?
     - Miałem nadzieję, że i wy macie jakieś spostrzeżenia na jej temat. 
     Cromwell wstał od swojego biurka, podchodząc do olbrzymiego obrazu. 
     Był to jedyny malunek w całym jego gabinecie. Przedstawiał kobietę trzymającą w obydwóch dłoniach skromny sztylet skierowany ostrzem w dół. Blada cera kontrastowała z ciemnymi włosami, które okalały jej twarz, pomimo że były zaplecione w dwa warkocze, opadające do tyłu. Drobna twarz niczego nie wyrażała; wydawałoby się, że patrzy prosto przed siebie, tak jakby nikt nie zasługiwał na spojrzenie jej żółtych jak słońce oczu. Jednak profesor zawsze patrzył na znamię w kształcie półgwiazdy, które zajmowało jej całe ramiona i szyję.
    Dla niego to właśnie to było zagadką, która mogła zmienić przeznaczenie.
    - Ja jej nawet nie znam, profesorze - odezwał się Drake, wyrywając Jasira z zamyślenia. - Widziałem ją raz. Elena zna ją chyba najbardziej.
    - Cóż, a ja ją podwiozłem, jeśli to się liczy - powiedział kwaśno Nathaniel. 
    Wylał resztę trunku w ogień, który głośno zasyczał. Przeszedł spokojnym krokiem przez pokój i, zabrawszy Elenie i Drake'owi kartkę, przeglądnął ją pobieżnie.
    - Nic w tym specjalnego nie ma, Cromwell - podsumował Nathaniel. - Biedna dziewczyna, która  ma przyjemność obrywać od życia.  Świetny materiał na powieść dla nastolatek, doprawdy.
    - Nie wmówisz nam, że jest zwykłym człowiekiem - odezwała się Elena.
    - Tego jeszcze nie wiadomo - powiedział blondyn. - Powinniśmy poczekać na rozwój wydarzeń. 



       
     - Zmiennokształtni? - powtórzyła Destiny.
     Popatrzyła na Heather, a potem na Zaprzysiężonych w środkowej części jaskini.
     W wyglądzie nie różnili się niczym od pozostałych, jednak ich ilość była zaskakująco mała. Nie było wśród nich dzieci, tylko sami dorośli mężczyźni i kobiety. Stali w dwóch małych grupkach po przeciwnych końcach swojej sali, nie rozmawiając ze sobą. Wyglądali na skłóconych, przez co Des wydawało się, że atmosfera w tamtym sektorze jest jeszcze gorsza niż w pierwszym segmencie.
    - To najrzadsza rasa Zaprzysiężonych - powiedziała Heather, nagle ożywionym głosem. - Podobno ważniejsza nawet od Zielonych. Są prawie na wymarciu.
     - Na wymarciu? - Destiny zamrugała.
     - Umierają młodo, a na dodatek od jakiś osiemnastu lat żadna Brązowa nie doniosła ciąży - wyjaśniła brunetka. - Na przykład w mojej rasie co roku rodzi się kilkanaście dzieci. Nie żeby coś, ale to naprawdę robi się męczące, kiedy co chwilę jest świętowanie w domku ....                                        Des zignorowała jej dalsze opowieści i podeszła bliżej barierki, która dzieliła ją od zejścia w głąb jaskini. Położyła dłonie na chłodnym metalu poręczy, opierając się o nią. Cały czas patrzyła na centralną część miejsca, omal nie otwierając usta ze zdziwienia.
Jeden z mężczyzn należący do rasy Brązowych wyszedł na sam środek, ściągając z siebie koszulkę, którą rzucił daleko od siebie. Oczom Des i zebranych ukazało się kilka wielkich szram na plecach czarnowłosego, zupełnie jakby jakieś ogromne zwierze przecięło jego skórę pazurami. Jednak oglądanie jego blizn nie trwało długo. Nagle zamiast mężczyzny w centrum wielkiej hali stało wielkie zwierze, podobne do niedźwiedzia.
     Destiny omal nie krzyknęła z oniemienia.
    - Jak on to zrobił? - spytała zdziwiona, odwracając się w stronę Heather.
    Brunetka zmrużyła oczy i podeszła do barierki obok Des, stając prawie przy schodach prowadzących w dół.
    - Co takiego? - spytała.
     - To. - Des wskazała ręką na wielkiego niedźwiedzia, krążącego  po środku segmentu Brązowych. - On po prostu się przeistoczył! Był tam zwykły mężczyzna, a potem,w tej samej sekundzie,było już to zwierzę!
     - Tym są właśnie Zmiennokształtni.  Im większe mają doświadczenie, tym w więcej zwierząt mogą się zmienić-wyjaśniła Heather. - Czy coś takiego.
     - Ale jak? Jak to ....
     - Ich przemiana jest nie zauważalna dla ludzi i nawet Zaprzysiężonych - przerwała jej Heather, znów przewracając oczami. - Trwa ona zaledwie kilka setnych sekundy, choć podobno dla Brązowego to bardzo długi czas.  Nie wiem czy boli, nikt z nich nigdy tego nie powiedział. To ich tajemnica. Każda rasa ma swoją tajemnicę i tego się trzyma. Totalne nudy w każdym razie
     - Więc ich rasa jest już na wymarciu - powiedziała cicho Des, przyglądając się paradującemu po prawej części bloku Brązowych.
     - Znasz Drake'a Thore? - spytała Heather.
      - Nie.
      - To jest właśnie najmłodszy Brązowy - wyjaśniła brunetka, po czym nachyliła się bliżej Des. - Straszny pechowiec. Stracił rodziców, a potem związał się z Eleną Trey, Zieloną. To straszna wariatka! Pogubiła się w swoich zdolnościach. Nie zdziwię się, jeśli w końcu wyląduje u Bezrasowców.
      - Znam Elenę. - Des zacisnęła wargi. - Nie wydaje się być większą wariatką niż ty, czy inni Zaprzysiężeni.
     - Cóż, już wiem dlaczego jesteś taka dziwna - skwitowała Heather i cmoknęła. - Biedna. Gdybyś nie znała tej całej Trey to może byłabyś lepsza.... Ale wiesz co? Mam do ciebie prośbę!
    Destiny prychnęła zdenerwowana i przeszła obok brunetki. Popatrzyła na grupkę Zaprzysiężonych, stojących przy wejściu w nadziei, że gdzieś znajdzie Elenę lub chociaż Nathaniela. Jednakże nie było tam nikogo, kogo mogłaby znać. Skierowała się jednak w stronę schodów, ignorując wołanie Heather.
     - Poczekaj!  - zapiszczała brunetka, stając tuż przed Destiny.
      - Czego chcesz? - burknęła Des, zatrzymując się na trzecim stopniu.
     - Boję się, że ta wariatka Elena chce odbić mojego Nate'a - wyszeptała gorączkowo Heather. - Więc skoro ją znasz i w ogóle to czy mogłabyś jej powiedzieć, żeby go zostawiła?
      Destiny popatrzyła na brunetkę tak, jakby usłyszała największy bezsens świata. Skąd miała wiedzieć czy Elena nawet zna Nathaniela?
      - Ta...jasne - mruknęła blondynka, mając nadzieję, że Heather da jej w końcu  spokój. - Jak tylko spotkam Elenę to jej to powiem.
      - Świetnie!
      Destiny zmusiła się do uśmiechu i już miała odejść,gdy nagle długi palec Niebieskiej wbił się jej w ramie.
      - Ty też masz go zostawić - powiedziała wyjątkowo groźnym  głosem. - On jest mój.
      - Rozumiem - powiedziała Des,  zabierając jej palec ze swojego ramienia.
      Heather klasnęła w dłonie, cała rozpromieniona, natomiast Destiny na usta cisnęło się jedno jedyne słowo opisujące dziewczynę.
    Nagle, ku zdziwieniu blondynki, Niebieska chwyciła ją za ramię.
     Wtedy nastąpił mrok.
 


    - Nie uważasz, że przez cały dzisiejszy dzień musimy się widzieć zdecydowanie częściej niż przez ostatni rok? - spytał Nathaniel.
     Jego cień odbił się o drewnianą ścianę, kiedy wszedł do słabo oświetlonego korytarza.
    - Uwierz mi, nie czerpię przyjemności z oglądania twojej wrednej buźki - odpowiedziała Elena, skręcając w kolejne przejście.
     Uśmiechnęła się do przechodzącego Zaprzysiężonego, który na widok Blade'a wziął głęboki oddech, wykręcając głowę w tył, by przyjrzeć się dokładniej blondynowi. Nathaniel natomiast, udając, że tego nie widział, splótł ręce za plecami i przybliżył się do Eleny, na co ta wykrzywiła się lekko, przyśpieszając kroku. 
   - Jestem ciekaw co... a może kto sprawił, że jesteś tak niewybaczalnie okropna. - Nate uśmiechnął się złośliwie. - Biedna Elena. Co ta miłość robi z człowiekiem.
     - Co ty możesz wiedzieć o miłości? - Rudowłosa prychnęła.
    - Nie urodziłem się potworem - powiedział Nathaniel i roześmiał się cicho. - Nie jestem też zagubionym dzieckiem tak jak ty. 
     Elena spiorunowała go wzrokiem.
    - Nie prowokuj mnie, Entylonie - powiedziała. - Należę do Zielonych. A ty jesteś tylko zwykłym zdrajcą, którego łatwo zniszczyć.
    Złośliwy uśmieszek znikł z twarzy Nate'a. Zatrzymał się nagle i złapł Elenę za ramię, przypierając ją mocno do ściany. 
   Oddech dziewczyny zrobił się płytki; patrzyła na niego z coraz większym strachem, zaczynając powoli żałować swojej groźby. Wzrok Nate'a zaczął mętnieć, przybierając ciemnej barwy granatu. Kiedy zbliżył się do Eleny jeszcze bardziej, ta zachłysnęła się powietrzem i zamknęła oczy. 
    - A co może zrobić taka  drobna rudowłosa dziewczynka? - warknął, nachylając się ku niej. - Co ty mi możesz zrobić, ty mała czarownico?
    Elena jęknęła żałośnie, zaciskając jeszcze mocniej powieki, na co Nate zmarszczył brwi. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, z jaką siłą zaciska palce na jej drobnym ramieniu, z pewnością przynosząc jej ból. 
    Po chwili puścił ją i cofnął się kilka kroków. Zamrugał zdziwiony i, próbując się wyrwać z jakiegoś dziwnego oszołomienia, odwrócił się do niej plecami, odchodząc w głąb  najciemniejszego korytarza.
     

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, tak...wiem. Nie było mnie tu ponad miesiąc i raczej wątpliwe, że ktoś czeka. Miałam okropny zastój w pisaniu. Nie potrafiłam skleić żadnego sensownego zdania i szczerze powiedziawszy nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Czytając wszystkie rozdziały opublikowane do tej pory, też nie jestem zadowolona. Nie dziwię się, że liczba czytelników spadła. 
No cóż.... trzymajcie za mnie kciuki i oczekujcie nowego rozdziału już za tydzień ;)