sobota, 14 marca 2015

1.15. Uświęcone Grzechy

         

 Tereny Germanii, zima 168 roku

   - Alma. 
  Entylonia otwarła oczy i spojrzała na swojego sługę, który, zauważywszy jej ostre spojrzenie, spuścił głowę w dół i cofnął się ostentacyjnie. Dopiero teraz zorientowała się, że powóz, w którym się znajdowała stanął, a z drzwi otwartych przez jej famulusa*  zawiał zimny wiatr. Pani owinęła się szczelniej swoim wełnianym płaszczem i skinęła głową na młodą niańkę, która była obok niej. Ta zerwała się z siedzenia i przebiegła przez bennę do drobnego łóżeczka, na którym leżało małe zawiniątko. Po chwili rozległ się płacz dziecka, na co Entylonia przymknęła oczy i potarła ze zdenerwowania swoje skronie. 
   - Jakież wieści przynosisz, Klantonie? Dlaczego zatrzymaliśmy się w  podróży?
   - Pani - powiedział raz jeszcze sługa, kłaniając się czarnowłosej. - Dziewięć nocy dzieli nas jeszcze od opuszczenia kresów Germanii. Plemiona Fryzów, do których doszły pogłoski od podbitych przez nas Ubiów, pragną dołączyć do wielkiej chwały twojej, Najlitościwsza. Nie chcą krwawej walki.
   Entylonia odetchnęła głęboko i spojrzała na sługę, który patrzył wszędzie, byle nie prosto w oczy swojej władczyni. Po chwili uśmiechnęła się beznamiętnie i zaczęła podnosić się z siedzenia. 
     - A co z ludem Mionów? Gonią za naszym śladem?
     -  Z tego co zapowiedział twój inny sługa, a zarazem dowódca wojsk, Larton, plemiona dołączone do nas na obrzeżach wielkiej wody skutecznie odepchnęły ataki nieprzyjaciół.  Zaprzestali szukania naszej zguby od kilku miesięcy.
     - Nie zaprzestali. 
     Entylonia ruszyła wolnym krokiem przed siebie, prosto do młodej służki, która trzymała w rękach dziecko. Czarnooka na widok niemowlęcia skrzywiła się nieco i, obróciwszy się do nich plecami, spytała Klantona: 
    - Są jakieś wieści o tej całej wieszczce znad Dunaju? Dołączyła do nas?
   - Tak, pani. Dołączyłam.
    Na dziwnie skrzeczący kobiecy głos  Entylonia obróciła się w stronę drzwi. Jakieś kilka metrów od niej stała postać, którą ciężko było nazwać człowiekiem. Było to pokraczne stworzenie; przykurczone, ledwie dosięgające do pasa Entylonii. Na głowie miała coś na wzór gniazda dla ptaków. Mysie włosy poplecione w ogrom małych splotów potargane były przez liście i gałązki, które wydawały się jej wyrastać ze skóry. Twarz miała całą pomarszczoną, cudem odkrywającą brązowe oczy bez jakiejkolwiek bieli. W drobnej, powykrzywianej ręce dzierżyła większą od niej prostą laskę. Odziana w szatę  w kolorze zgniłej zieleni, która pobrudzona była błotem i czymś w kolorze czerwieni, uśmiechała się do władczyni przerażająco.  Odsłoniła swoje ostre zęby jak u rekina i spojrzała głodnym wzrokiem na młodego chłopca, który odsunął się od niej najdalej jak mógł. Na widok zachowania sługi władczyni, wieszczka prychnęła i zwróciła się z powrotem do Entylonii.
    - Jam jest Trantela znad Dunaju. Jedyna i ostatnia nieśmiertelna wieszczka z ludu Lanterańskiego, wymarłego setki lat temu. 
     - Witaj, Trantelo. - Entylonia wyprostowała się. - Szybko dotarłaś. 
     - Gdy zawiadomiono mnie, że nagroda będzie syta... - Trantela ukradkiem spojrzała na brązowowłosego chłopca - Ruszyłam najszybciej jak się dało.
     - Cóż za szkoda, że mój oddany goniec nie wrócił już z twojej krainy - powiedziała Entylonia wykrzywiając się mimowolnie. - Jednak to nie jest ważne. Musisz coś dla mnie zrobić.
      - Pochodzę z rejonów, w których obowiązywała zasada wybrania zapłaty w zamian za usługę. 
      Entylonia uśmiechnęła się.
      - Wybierz - powiedziała.
     Trantela mlasnęła swoim zielonym jęzorem, oglądając się po bennie. Zatrzymała się głodnym wzrokiem na dziewczynie, która w kącie powozu uspokajała cicho łkające dziecię. Na ten widok wieszczka potrząsnęła swoją małą główką, by następnie spojrzeć znów na chłopca kulącego się obok siedzenia swojej pani. 
     - Chcę jego - zaskrzeczała, oblizując usta. 
     Entylonia spojrzała na Klantona, który zbladł całkowicie i zaczął nerwowo kręcić głową.
     - Pani, błagam! - załkał, rzucając się u stóp Entylonii. - Uratuj mnie, pani!
     - Dobrze więc. - Entylonia cofnęła się spokojnie od Klantona, który jęknął żałośnie. - Oto twoja zapłata, Trantelo. 
     Wieszczka podeszła bliżej chłopaka i chwyciła go za szatę, ciągnąc  do siebie. Klanton krzyknął i zaczął drapać paznokciami drewnianą podłogę, przez co ogromny powóz zaczął się trząść. Niańka, siedząca na jego drugim końcu, zasłoniła ręką usta, by nie krzyknąć z przerażenia, natomiast Entylonia wyglądała, jakby oglądała jakieś świetne widowisko. 
     Kiedy jednak Klanton znalazł się wystarczająco blisko Trantelii, by poczuć jej niesamowity smród, Entylonia powiedziała:
     -Dosyć. On na końcu. Najpierw dziecko. 
     Trantela puściła go od niechcenia i bez słowa skierowała się w stronę niańki, która trzymała niemowlę. 
     - Co ty robisz, Trantelo? -  warknęła Entylonia.
     - Nie dowiem się kim ten bachor jest, dopóki go nie zobaczę. - Trantela podeszła bliżej dziewczyny z dzieckiem, która zamarła, przyciśnięta do ściany.
     Entylonia zacisnęła usta w wąską kreskę, patrząc uważnie na wieszczkę. 
     - Firen, pokaż jej moje dziecko - powiedziała.
     Niańka przełknęła głośno ślinę, a głośne bicie jej serca wydawało się być słyszalne w całej bennie. Po chwili wahania uklękła tuż przed Trantelą, na tyle blisko, by stworzenie mogło zobaczyć niemowlę. Ta natomiast, kiedy ledwie rzuciła okiem na córkę Entylonii, krzyknęła swoim skrzeczącym głosem i cofnęła się aż do drzwi, mówiąc w jakimś dziwacznym języku swoje modlitwy. 
     Entylonia zmarszczyła brwi. Zebrała w dłonie dół swojego płaszcza i przeszła obok kulącego się w sobie Klantona. Ukucnęła tuż przed przerażoną wieszczką, przyglądając się jej dokładnie. 
     - Cóż? - spytała, marszcząc brwi. 
     - Maledictus mali. Contritio! - krzyknęła Trantela, patrząc z przerażeniem na zawiniątko w rękach zdzwionej Firen. - Wcielenie zła, pani. Urodziłaś potwora. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    Des po chwili parsknęła śmiechem, któremu zawtórowali inni zebrani. Słysząc śmiechy, brawa, a nawet gwizdy, Nate oderwał się od Heather, na co ta uśmiechnęła się szeroko, głaszcząc jego policzki obiema dłońmi.
     - Heather? - wykrztusił z siebie Nathaniel, marszcząc przy tym brwi. - Co ty do jasnej cholery robisz?
     - Tak dawno cię nie widziałam, Nate. - Brunetka przesunęła dłonie na jego barki, patrząc na niego z uwielbieniem. - Nie masz pojęcia jak bardzo te cztery miesiące były dla mnie piekłem.
     Nathaniel cofnął się od niej, omal nie zderzając się z Destiny.  Dopiero wtedy Heather na nią spojrzała, marszcząc przy tym brwi.
     - A ty to kto? - spytała, wciąż patrząc nienawistnym wzrokiem na Des.
     - Jestem.... - zaczęła dziewczyna, ale przerwał jej Nate.
     - Dlaczego mnie pocałowałaś? - warknął.
     Heather oniemiała, patrząc zdziwionym wzrokiem na blondyna. Podeszła bliżej niego i zaczęła coś mówić. Des natomiast cofnęła się od nich i rozejrzała się po sali.
     Była ogromna. Setki ludzi tłoczyło się w niej, rozmawiając lub trenując.Des dopiero teraz zauważyła, że cała jaskinia była podzielona na cztery segmenty.  Niektórzy trzymali w dłoniach różne bronie, począwszy od włóczni, a skończywszy na wielkich połyskujących mieczach. Atakowali nimi przeciwników, którzy bez żadnego uzbrojenia z łatwością uciekali przed ciosem. W tej, na którą patrzyła  trenowali praktycznie sami mężczyźni, z wyjątkiem kilku kobiet. Nikt tam nie rozmawiał - wszyscy wydawali się być poważni i skupieni na zadawaniu ciosów lub trenowaniu rzutów. Destiny przypominali oni Spartan, o których lubiała czytać lub słuchać na lekcjach historii prowadzonych w szkole niedaleko sierocińca. Jednak samo wyobrażenie nie mogło dorównać widokowi muskularnych postaci walczących ze sobą tak zaciekle.
       - To nasi żołnierze  - mruknęła Heather, zatrzymując się obok niej ze znudzoną miną. - Nie mają żadnych specjalnych zdolności, prócz samej przynależności do Zaprzysiężonych. Trenują więc jak prawdziwi wojownicy, ale jeżeli przyjdzie wojna stają oni w pierwszym rzędzie pewni swojej śmierci.
       Des zerknęła na nią ukradkiem. Niebieskie oczy odbijały światło wielkich pochodni,a  kręcone włosy idealnie układały się jej na ramionach, o czym Destiny mogła pomarzyć.  Śniada cera wydawała się być jeszcze ciemniejsza przez niezbyt jasne światło.
       - Gdzie Nathaniel? - spytała Des.
       - Przyszła Trey  i go zabrała. - Heather wydęła usta. - Cromwell chce z nim o czymś porozmawiać.
       Destiny pokiwała głową i znów spojrzała na salę. Tym razem patrzyła na drugi z lewej strony segment, w którym ludzie śmiali się i rozmawiali bardziej niż reszcie pozostałych stanowisk.
       - A to zielonoocy - wtrąciła się Heather. - To tacy jakby czarodzieje.
       - Nate powiedział, że nie ma magii.
       - Może źle się wyraziłam. - Brunetka przewróciła oczami.- Ale magia istnieje. Z niej powstaliśmy. Jednak nie ma już czarodziejów czy czarownic. Nigdy więcej. Zielonoocy są bardziej związani z magią niż inni Zaprzysiężeni. Potrafią przewidzieć przyszłość, wyczuć charakter ludzi, poczuć ich złość, gniew, strach czy szczęście. Osłabić ich i psychicznie skrzywdzić. Są potężni, ale nie niezniszczalni.
      Destiny przesunęła wzrokiem po śmiejących się Zaprzysiężonych. Wyglądali na miłych ludzi. Jak mogliby więc skrzywdzić kogoś?
      - A tam są brązowoocy. - Heather wskazała ręką na sąsiedni segment. - Zmiennokształtni.
   



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miało być trochę więcej, ale rozdział wydawał mi się za długi (nie lubię takich) ;)
Mam nadzieję, że się podoba.
 Zapraszam do dołączenia: Grupa

    
     
    
   
  

11 komentarzy:

  1. Retrospekcja wspaniała, jak zawsze. Nie wiem dlaczego ale uwielbiam takie wątki! Etylonia urodziła potwora? Ciekawe..^^ No i w końcu zaczynasz bardziej wtajemniczać nas w świat Zaprzysiężonych! Zmiennokształtni, "magowie"- to mi się podoba! Czekam na kolejnh rozdział!
    Ściskam,
    Sky

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, niestety trochę krótki, ale nie będę marudzić, ponieważ sama nie jestem lepsza. Dzisiaj nadrobiłam swoje zaległości tutaj, przeczytałam wszystko od stycznia do marca i wciąż nie mam dosyć, nie mogę się doczekać następnego rozdziału! W dodatku jestem strasznie ciekawa kim okaże się Des, jest ona szarooka, jeśli się nie mylę? Mam nadzieję, że dowiemy się tego w następnym rozdziale.

    Pozdrawiam i życzę weny
    -S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W między czasie zapraszam do mnie :) http://breathofthegods.blogspot.com/

      Usuń
  3. Etylonia urodziła potworka... Słodko <3 Zaciekawiłaś mnie tym podziałem ze względu na kolor oczu.. I jeszcze skończyłaś w takim momencie. Mam brązowe oczy i chciałabym się o nich więcej dowiedzieć :) Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super ! Jak zawsze :-* genialna retrospekcja <3 a ci sie stało z siostra Entyloni ? Mam nadzieje ze sie tego dowiemy ;-)
    I myśle ze to dziecko może być źródłem wielu kłopotów.
    TEEM NATE FOREVER <3

    czuc.blogspot.com

    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne! Zostałaś nominowana do LBN ^^ więcej tutaj:
    http://odnajdujacsiebie.blogspot.com/2015/03/cos-cakiem-innego-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Pochłonęłam wszystko w jeden dzień. <3
    Masz świetny styl, który czyta się łatwo, przyjemnie i nie ma prawie błędów. Postaci mnie intrygują, a fabuła wciąga, czuję się jakbym tam była.
    Lubię Nate'a i jak wielu - widzę go z Des. :> Już nie mogę się doczekać, co się będzie działo dalej. Mam nadzieję, że coś będzie, bo widzę połowę marca przy dacie publikowania. :(
    Weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawie piszesz :D
    http://my-natalias-place.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. "Dziewięć nocy dzieli nas jeszcze" - dzieli nas jeszcze? Chyba już* :p
    "mój oddany goniec nie wrócił już z twojej krainy " - nie wróci już * lub nie wrócił jeszcze*, czy coś takiego. Nie wrócił już to błędne stwierdzenie ;p

    Mwhah, zdarzenia sprzed wieków jak zwykle opisane świetnie! Uśmiałam się, gdy ta wieszczka zaczęła szarpać biednym Kantalonem xD Czy jak tam się zwał... XD Ale wieść, że Entylonia urodziła zło... Co się podziało z jej dzieckiem? Ciekawi mnie to! Skoro jest diabłem, czy tam Bóg wie czym, to nie mogę doczekać się kolejnej notki z akcją sprzed wieków!

    I znowu wracamy do biednej Des, Heather i Nate'a koszmarnego... Dobrze, że sobie poszedł, ale Panna H nie przypadła mi do gustu już po pierwszym rozpoznaniu, jak skoczyła na Nathaniela. Mimo, że go nie lubię i dobrze, że się tak stało, to nie wygląda mi na ciekawą i przyjazną osóbkę. ;x


    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że powoli wprowadzasz więcej informacji dla czytelników. To naprawdę super, przynajmniej dla mnie. :D Zielonoocy, brązowoocy... Wszystko się powoli zaognia. :D
    Ach, retrospekcje. Niech będą w każdym rozdziale!

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM