sobota, 7 marca 2015

1.14. Bolesny Pocałunek


Nathaniel znów opierał się o drewniane ściany korytarza, tupiąc nogą z niecierpliwienia. Stał tuż obok drzwi do pokoju Destiny, na które zerkał co chwilę z nadzieją, że ta drobna szarooka istota w końcu wyjdzie. Chciał mieć już to za sobą. Pokazałby jej kilka sal treningowych i głównych pokoi,  a jeśli napatoczyłaby się gdzieś Elena oddałby jej dziewczynę i uciekł. Byłby  wolny i mógłby w końcu opuścić teren Agory i nie pokazywać się tam przez najbliższy miesiąc.
   Kiedy jednak przypomniał mu się obraz tej drobnej dziewczyny, która jeszcze zaledwie jakieś dziesięć minut temu patrzyła na niego ze zdziwieniem wymalowanym na jej delikatnej twarzy, uśmiechnął się.  Widok jej szarych jak hematyt oczu  zdawał się na trwale pozostać w pamięci. Jednak przez chwilę Nate'owi wydawało się, że całą jej szarość w spojrzeniu zalała ciemność, która zniknęła równie szybko co się pojawiła.
   Czyli po raz kolejny, pomyślał Nate, opierając się głową o zimną ścianę.
    Po chwili prychnął zdenerwowany. Wiedział, że nie może już nigdy więcej odejść. Został zobowiązany. Wydano na niego wyrok i nie może nic już z tym zrobić.
   A może jednak jest nadzieja? Nadzieja na..
    - W końcu - mruknął, kiedy zobaczył Destiny wychodzącą z pokoju.
    Spojrzała na niego spod lekko przymrużonych powiek i znów spuściła wzrok, gapiąc się prosto wpodłogę.  
    Bez wątpienia było jej głupio za poprzednią sytuacje - domyślił się blondyn.
    Z trudem ukrył swój uśmiech, starając się znowu nie przypomnieć sobie jej w samym ręczniku zaledwie kilka metrów od niego. Szczerze powiedziawszy dla niego też było to niezręczne. Mógł się przecież domyślić, że zastanie ją w takiej sytuacji! Przecież nie bez powodu Elena miała dla niej ubrania.  Tylko dlaczego mu o tym nie powiedziała?
    Nagle w umyśle Nathaniela mała żółta lampka zaczęła migać ostrzegawczym światłem.
    Ten mały magiczny rudzielec go oszukał!
    Nathaniel zacisnął dłonie w pięść, a kiedy Destiny odkaszlnęła znacząco zorientował się, że od kilku dobrych chwil muszą tu stać.
    - Ja...- zaczął i  znowu prychnął. - Po prostu chodźmy.
    Bez słowa więcej obrócił się na pięcie i ruszył korytarzem. Destiny - domyślając się, że ma za nim pójść - westchnęła zrezygnowana i pośpieszyła za nim.
    - Gdzie idziemy? - spytała, kiedy go dogoniła.
    - Pozwiedzać - mruknął.
    Był znacznie wyższy od niej. Choć wydawał się szczupły, to pod jego czarną koszulką wyraźnie zarysowane były mięśnie ramion i szeroka klatka piersiowa.  Niezbyt ostre rysy twarzy z połączeniem blond włosów, podobnych słonecznym kolorem do loków Des, nadawały mu zbytnio poważny wygląd. Niewątpliwie był przystojny, choć zdaniem Des wyglądałby on znacznie lepiej, gdyby tylko nie patrzył z wyższością  i odrazą na każdego, którego mijali. Szli korytarzem, który przypominał jej  raczej urocze, ale zarazem ogromne i rozległe mieszkanko hobbickie, o którym czytała w swojej ulubionej książce.
   Ciekawe czy mają tak ogromną spiżarnię jak u Bilba Bagginsa? - pomyślała i mimowolnie się uśmiechnęła.
   - O czym myślisz?
   Kiedy usłyszała chłodny i pełen rezerwy głos, podniosła głowę i napotkała wzrok Nathaniela. Patrzył na nią z uniesioną lewą brwią, oczekując aż ta mu w końcu odpowie.
   - O książkach. - Destiny wzruszyła ramionami. - Jeżeli nie wiem o czym mam myśleć, to myślę wtedy o książkach.
   - Interesujące - powiedział, a Des wydawało się, że jego głos przybrał nieco łagodniejszą barwę.
   Przyglądał się jej jeszcze chwilę, a  Destiny, czując się trochę nieswojo pod tym jego chabrowym spojrzeniem, założyła ręce na piersi i znów wbiła wzrok w podłogę. Chłopak, widząc to, odwrócił głowę lekko nią kręcąc.
    Korytarzy było tak wiele, że Des nie miała pojęcia jak to możliwe, że ci wszyscy ludzie, których mijała, a także sam Nathaniel się jeszcze nie zgubili. Chłopak natomiast z łatwością prowadził ją w coraz to kolejne przedsionki.
   - To iluzja - odpowiedział Nate na niewypowiedziane pytanie Destiny. - Tak naprawdę cały ten budynek jest wąski i strzelisty w górę.
   - Jak to możliwe? - Des zamrugała zdziwiona, omal się nie zatrzymując.
   - Z tego co wiem zostałaś podobno zaatakowana przez Entylonów i prawdopodobnie jesteś jedną z nas. - Blade spojrzał na nią. - Pytasz mnie więc jak to możliwe? Myślałem, że nic nie zdoła cię już zaskoczyć.
   - Wiesz, spotkałam w swoim życiu wiele dziwnych rzeczy, ale nadal mnie coś zaskakuje. Zwłaszcza jak spotykam dziwną rudowłosą dziewczynę, która mnie prześladuje, a za kilka dni budzi mnie w jakimś nieznanym  miejscu, próbując wcisnąć mi jakieś zioła.
   Destiny zatrzymała się i  spiorunowała go wzrokiem, zupełnie zapominając o jej wcześniejszym zażenowaniu w związku z ich wcześniejszym spotkaniem. Chłopak natomiast popatrzył na nią nieodgadniętym wzrokiem, a po chwili zaczął się śmiać.
   - Mówisz pewnie o tej rudej zołzie. - Nathaniel parsknął i uśmiechnął się szeroko. -  No tak ona na każdego tak działa. Nie chcesz wiedzieć, co się wydarzyło kiedy ja pierwszy raz ją spotkałem.
    - Ruda zołza? - powtórzyła Des, mrugając przy tym ze zdziwienia.
    - Nazywam ją tak, bo jest tak samo urocza jak wymiociny. - Nate znów ruszył wzdłuż korytarza, a za nim Des. - Mam jeszcze wiele innych dla niej przezwisk. Na przykład mała rudowłosa wiedźma, długonoga małpa, damska wersja Merlina... o, albo ,,kapitan  hokus-pokus"
     - Ona jest czarownicą?
     - Nie, skądże - powiedział Nate i zmarszczył brwi. - Nie ma takiego czegoś jak czarownica. Elena po prostu ma taki... charakter.
    - Nie wydaje mi się być jakoś szczególnie zła.
    - Bo jeszcze nie zalazłaś jej za skórę.
    Nate znów obdarował Destiny swoim prawie przyjaznym uśmiechem, na co ta nieśmiało także się uśmiechnęła.
     Później rozmowa przestała się kleić. Nathaniel zaczął jej opowiadać o historii Zaprzysiężonych, ale kiedy Des powiedziała mu, że profesor Cromwell raczył jej już o tym powiedzieć, wykrzywił usta i zamilkł. Mijali to coraz więcej osób, którzy patrzyli na Destiny z zainteresowaniem w oczach. Najwidoczniej informacja o niej już się rozeszła. Des przełknęła narastającą gulę w gardle i starała się nie zwracać na nich uwagi. Czuła się pomimo tego jak w pierwszym dniu szkoły w każdym miasteczku w jakim miała okazję przebywać. Doskonale pamiętała, jaką furorę zrobiła, kiedy państwo Mickney, którzy zajmowali się nią przez niecałe dwa miesiące, podstawili ją pod liceum w Toronto. Zainteresowanie jej osobą nie byłoby takie wielkie, gdyby nie fakt, że przy samym wejściu zaliczyła glebę, potykając się o niewidzialną przeszkodę. Pech chciał, że gdy chciała zamortyzować upadek chwyciła się pierwszej rzeczy jaką napotkały w swoim zasięgu jej ręce. W ten oto sposób zawiniła Mandy, miejscowej gwiazdeczce, na którą wylała przypadkiem milkshake. Kolejne tygodnie w tamtej szkole były udręką.
    Na wspomnienie tamtych czasów Des aż się wzdrygnęła. Zerknęła na przechodniów, którzy na szczęście przestali w końcu się na nią gapić. Patrzyli oni jednak na Nathaniela, który jak gdyby nic szedł prosto przed siebie.  Wzrok tychże ludzi był, delikatnie mówiąc, nieprzyjazny. Kilka osób szeptało coś między sobą, a Des doskonale słyszała jak często wypowiadają imię blondyna. Dopiero teraz  Destiny zorientowała się jak bardzo oczy Zaprzysiężonych były wyraziste - pełne głębokich barw, czyste i nienaturalne, a zarazem przyciągające.
      Destiny nie mogła oderwać od nich wzroku. Była pewna, że żaden zwykły człowiek nie mógłby mieć takich. Po chwili zdążyła już zauważyć, że ich kolory oczu powtarzają się. Niektórzy mieli spojrzenie jak Nathaniel; przesiąknięte błękitem niczym kwiat niezapominajki. Jeszcze inni oczarowywali ją głębią onieśmielającej, jednakże żywej zieleni. Jednak to brązowe oczy robiły na niej największe wrażenie. Wydawały się być najbardziej tajemnicze, a zarazem smutne. Pełne siły i powagi.
     - Jeżeli będziesz nadal się na nich tak gapić to pomyślą, że chcesz coś im zrobić - mruknął cicho Nate.
     Nagle skręcił w lewo. Znaleźli się w pustym korytarzu,  a  Des zauważyła, że na przeciwko ich stały wielkie mosiężne wrota.
    Do ich otwarcia potrzeba chyba kilkuset osób - pomyślała Destiny, patrząc na piękne ornamenty, które zdobiły drzwi. Nate bez słowa przeszedł korytarz i stanął przed nimi. Odwrócił głowę i spojrzał na Des, kiwając głową, aby do niego podeszła. Po chwili wahania znalazła się przy nim.
     - Tutaj trenujemy - powiedział, wskazując na pomieszczenie kryjące się za wrotami.
     Chwycił za duże koła po obu skrzydłach i szarpnął je mocno. Po chwili cofnął się, a drzwi zaczęły otwierać się same. Ich oczom ukazała się ogromna sala, która z powodzeniem mogłaby pomieścić tuzin boisk do koszykówki. Wszystko wydawało się być jakby wydrążone w skale, co było niezwykłym kontrastem w porównaniu z drewnianymi pokojami i korytarzami, w których wcześniej Des się znajdowała.      Kilkaset pochodni przymocowanych do ścian jaskini płonęło okazałym ogniem, który doskonale oświetlał całą salę i rzeszę ludzi znajdujących się w niej.  Des trudno było to wszystko ogarnąć wzrokiem. Nate natomiast, widząc oniemiałą minę Destiny uśmiechnął się.
    - Imponujące, prawda?
    Destiny przeniosła zdziwione spojrzenie na chłopaka. Jej zaskoczenie zmieniło się w grymas dezaprobaty.
    - Musisz się tak ciągle szczerzyć?
    - Po prostu lubię się uśmiechać. - Nathaniel uśmiechnął się jeszcze bardziej.
   - Gdyby to było przyjazne uśmiechanie się to bym to zrozumiała - powiedziała Des. - Jednak ty uśmiechasz się, żeby pokazać swoją sarkastyczną naturę i  pogardę do wszystkich, którzy cię otaczają.
     Nate przestał się uśmiechać. Zacisnął szczękę, a jego niebieskie oczy pociemniały.
     Destiny cofnęła się i przełknęła głośno  ślinę.
     - Nie wiesz o mnie nic co.... - zaczął.
      Nagle głośny pisk przeciął powietrze, sprawiając, że gwar tysiąca osób ucichł. Nathaniel obrócił się, a Des przeszedł dreszcz wywołany tym dziwnym dźwiękiem. Stanęła obok blondyna, a po chwili oczom jej i Nate'a ukazała brunetka, przepychająca się przez tłum.
      - Nate! - krzyknęła.
    Wpadła na chłopaka, przytulając go mocno. On natomiast, mocno zdezorientowany całą sytuacją, zdołał jedynie wykrztusić:
    - Heather?
    Des uniosła brwi. Patrzyła na Nathaniela, który stał jak sparaliżowany, podczas gdy brązowowłosa Heather coraz mocniej przytulała go do siebie, nie zwracając nawet uwagi na cały tłum, który z rozbawieniem na nich patrzył. Zamiast tego, ku zdziwieniu Destiny i wszystkich zebranych, po chwili namiętnie całowała Nate'a.
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział, który z powodu pewnej grupki osób został przełożony, czeka teraz na Waszą opinię w komentarzach ;)
Pamiętajcie: Na wszelkie pytania w komentarzach lub na chacie zawsze odpowiadam, więc możecie śmiało pytać ;)
PS. Coś się stało? Zmalała liczba czytających...
   
   

   
 
   

13 komentarzy:

  1. Po pierwsze to fajnie, że zgodziłaś się przełożyć notkę! Jednak trochę się na nią naczekaliśmy xD Zebraliśmy się wszyscy w pokoju, każdy z telefonem w ręku i zaczęliśmy czytać :D Powiem ci, że MIAZGA. Chociaż nic wielkiego się nie działo to było wspaniale... Wiemy, że to początek, ale już shippujemy Natea i Des :D :D Koniec był meeega zabawny i już wyobraziliśmy sobie minę Des XD
    /DUM

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe! Chociaż nic wielkiego się nie działo to i tak było bardzo wciągające. A ten koniec to wogóle był super i zabawny. Jestem bardzo ciekawa co potem się będzie działo!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam za paringiem Nathaniel-Des :c Kto to ta Heather?! Czemu ona mi wszystko zepsuła? Ale może Nat będzie wolał Des i jedak kiedyś będą razem <3 Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z poprzedniczką! Des ma być z Nathanielem!! Kim jest ta cała Heather?! No i chciałabym się dowiedzieć jeszcze więcej o Agorze, bardzo ciekawi mnie to miejsce. Kurcze przeczytałam każdy rozdział od deski do deski a mam niedosyt informacji..^^ Nowy rozdział proszę i to szybko!! Haha...a tak wgl to czy przewidujesz jeszcze jakieś retrospekcje? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy shippują Des i Nate'a (ostatnim razem ktoś nazwał ich "Nades" 👌) a co jeśli mam wobec nich inne plany? Może Nate umrze w ciągu najbliższych dwóch rozdziałów? I nikt już chyba nie lubi Heather xD a ledwie co się pojawiła xd
      Tak, retospekcje będą się pojawiali ;)

      Usuń
    2. Hahahha, cóż, jeśli tak rzeczywiście się stanie to jakoś to przebolejemy, znajdziemy inną parę którą będziemy shippować, albo i nie, zobaczymy w praniu. ^^ To jest Twoje opowiadanie, więc nikt Ci niczego nie narzuca, obojętnie czy Des będzie z Nate'm czy z kimkolwiek innym to nadal będę czytać Zaprzysiężonych, bo Twoje opowiadanie jest naprawdę wspaniałe, wciągające i bardzo dobrze napisane, uwielbiam je!! <3
      A co do Heather, cóż, nie, że jej nie lubię, tylko ledwo co się pojawiła, a Ty już skończyłaś rozdział! Chciałabym się dowiedzieć kim jest owa dziewczyna i co ją łączy z Nate'm. :P
      Tak więc weny, weny i jeszcze raz weny!
      Ściskam,
      Sky

      Usuń
  5. Nadal nie pojmuję jak ty to robisz...u mnie ostatnio tak strasznie słabo z weną, że masakra. Załamać sie można. Nic mi zupełnie nie wychodzi. Nie wiem czy nie zawiesić bloga bo szczerze powiedziawszy nie wiem czy komuś sie to jeszcze podoba :-(
    Ale wracając do rozdziału to wymiata :-D śmiałam sie tyle razy ze brzuch mnie juz boli.
    I tak tak tak nadal kocham Nate'a <3
    Wiec niech ta Heather ( kimkolwiek ona jest ) sie od niego odczepi. I to juz !
    Pozdrowionka :-*
    I weny życzę :-*
    nieelitarnaszkola.blogspot.com
    czuc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto kończyć z blogiem tylko dlatego, że nie masz weny. Samo natchnienie moźe przyjść nawet za dziesięć lat. Tak naprawdę to wenę można samemu pobudzić. Jak? Pisząc ;) musisz zmusić się do pisania. Ja motywację czerpię z tego, że mam czytelników, którzy czytają.... A jeśki ich ci brakuje... To masz dodatkową motywację.! Reklamuj się na fb, zostawiaj linki do siebie w spamie.... Doprawdy nie wiem za bardzo jak to robić. Myślę jednak, że dasz radę ;)

      wszyscy już nie lubią Heather xd

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo ! Na prawdę mnie tym zmotywowałaś :-) Niby takie oczywiste a podnosi na duchu :-*

      Usuń
  6. Wciągające :)
    Pozdrawiam ;*
    http://booksybooksyinietylko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahhaha xD Nate i Heather. Dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurde. Nie wiem, jak skomentować ten rozdział xD Serio, jakoś tak no xD Brakuje mi weny do komentarza XD

    Niby Destiny jest jedną z Zaprzysiężonych, ale jednak mówią, że jest inna. Raz ma czarne, raz szare oczy... Gubię się, kurde maćka. Wszystko zrobiło się takie teraz zawiłe i pełne spekulacji na różne rzeczy ;x
    CO TA KOBIETA DO JASNEJ ANIELKI WYPRAWIAŁA?!
    Ale niech sobie bierze tego Nate'a w pizdu z daleka od mojej małej Destiny XD Heather i Nate to na pewno idealna para! Tak, tak uważam, tak sądzę i tak będzie, psia mać!
    Bo ja tak mówię! XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj to mnie Heather zaskoczyła na końcu. I chociaż podobałoby mi się połączenia Nathaniela z Destiny to jednak nie rób tego. Wolę, żeby było więcej akcji. xD
    Bardzo interesują mnie oczy Des... Na pewno to ma wielkie znaczenie, prawda? Powiedz, że ma! :D

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM