sobota, 21 lutego 2015

1.13. Agora

   Nathaniel wypadł z gabinetu profesora Cromwella i skierował się wzdłuż korytarza z nadzieją, że gdzieś zza rogu wyłoni się Drake. Miał ochotę rozszarpać go na strzępy. Jak on mógł tak okłamać Jasira - jedyną osobę, którą Thore doceniał i której ufał przez te wszystkie lata? Nawet sam Nate czuł pewnego rodzaju szacunek do tego starca. Był to doświadczony Zaprzysiężony, zaprawiony w boju. Dzięki niemu wiele razy wojska Dahlii Wielkiej wygrywały starcia. Jedyne, co tego mężczyznę potrafiło zniszczyć to odebranie mu rodziny i kłamstwo osoby, z którą dzieli krew. Ciężko młodemu Blade'owi było okłamywać Cromwella bez zająknięcia się, patrząc prosto w jego lazurowe, dokładnie przeszywające spojrzeniem, oczy.
A ten młody zmiennokształtny bachor to perfidnie potrafił!  - pomyślał oburzony Nathaniel.
  Idąc głównym korytarzem, przeszukiwał spojrzeniem boczne przejścia, których było tak wiele, że Nate z trudem się w nich orientował nawet po tylu latach spędzonych na Agorze. Wszystkie korytarze wyglądały niemal identycznie; dębowa drewniana ściana i podłoga, na której wyłożony był długi dywan o bordowym kolorze, idealnie komponującym się z rozproszonym światłem lamp. Cały ten obraz dawał dziwne uczucie ciepła i miłości, niezmąconej żadną krwią, walką i śmiercią. Nathaniel jednak wiedział jaka Agora była naprawdę. Rządzona przez ludzi, dla których zarówno Zaprzysiężeni jak i Entyloni byli tylko pionkami w grze prowadzonej przez legendarne Siostry Stylionu. Jego zdaniem zarządcy tego miejsca oraz sama Święta Rada to nic innego jak tylko zło pod maską dobra, które potrafi zabić, gdy ktoś stwierdzi, że nie różni się niczym od klanu Entylonii.
   - Oczywiście - mruknął, kiedy rzucił okiem na kolejny korytarz.
  Ruszył szybkim krokiem w stronę trójki postaci, które blade światło lamp ledwie ich oświetlało. Z łatwością rozpoznał Drake'a, który obrócony był do niego plecami. Stał on  razem z dwójką ludzi, rozmawiając o czymś gorączkowo. Barczysty mężczyzna, znacznie wyższy od Thore'a, zacisnął usta w wąską kreskę, kiwając powoli głową. Spojrzał na niską, rudowłosą kobietę, która patrzyła gdzieś prosto przed siebie, nieobecnym wzrokiem.
  Karienna i  Rusell Trey.
  Kiedy rodzice Eleny zauważyli Nate'a, zamilkli, patrząc na niego wyzywająco. On jednak, nie zwracając uwagi na państwo Trey, chwycił jednym ruchem Thore'a za koszulkę i pchnął go na ścianę tak mocno, że wydawało się, iż cały korytarz zadrżał. W jednej sekundzie Blade znalazł się tuż przy nim, przyciskając go mocno do ściany.
  Drake zaczerpnął powietrza i spojrzał na chłopaka.
  - Miłe przywitanie - powiedział, uśmiechając się drwiąco.
  - Powiedziałeś Cromwell'owi, że posiadłość twoich rodziców należy do ciebie i chcesz oddać wszystko na rzecz Agory? - warknął Nate. - Ty idioto.
  Nagle coś szarpnęło Nathanielem tak mocno, że aż zatoczył się do tyłu, omal nie upadając. Tuż przed nim znalazł się pan Trey, a obok niego jego żona, która podeszła do Drake'a, sprawdzając czy wszystko z nim w
porządku.
  - Dobra, co tu się dzieje? - spytał Rusell, a jego doniosły głos rozbrzmiał  w pustym korytarzu.
  - To, że pozostawili rezydencję tobie nie oznacza, że będziesz nią rządził i rozkazywał mi jak mam żyć i co robić. - Drake przeszedł obok zdezorientowanej Karienny i, ignorując pytanie pana Trey'a, spojrzał gniewnym wzrokiem na blondyna. - Robiłeś to trzy miesiące i wyjechałeś. Dałem sobie sam rady. Nie chcę mieszkać w tym cholernym domu i wolę oddać go Agorze i Radzie, niż pozwolić żebyś ty go niszczył. Ciekawe czemu ci na nim tak zależy.
   Nate spiorunował go wzrokiem, a potem zerknął na państwo Trey, którzy patrzyli na nich obu, nie wiedząc co zrobić. Rusell podrapał się po swojej gęstej i czarnej jak smoła brodzie, spoglądając niepewnie na Kariennę, która odetchnęła głęboko. Jej włosy były niemal identyczne jak u córki, natomiast jej śniada cera sugerowała, że pochodzi z ciepłej, pełnej słońca Hiszpanii. Była ona nadwyraz spokojną kobietą, która nawet w najgorszych sytuacjach potrafiła zachować spokój. Jej piękne, morskie oczy nigdy nie patrzyły na nikogo z wyższością lub odrazą. Na nikogo, prócz Nathaniela.
  Natomiast Rusell, jej mąż, był człowiekiem o wybuchowej i nerwowej osobowości, która doskonale się sprawdzała podczas walk z Entylonami. Był cenionym Zaprzysiężonym, który swoją siłą i odwagą nie raz pokazywał siłę klanu Dahlii. On, jednak, w przeciwieństwie do Karienny żywił otwartą niechęć do Blade'a odkąd tego oskarżono o zdradę rasy.
     Nathaniel zamknął oczy, a gdy znów je otworzył spojrzał na Drake'a i powiedział jak najspokojniejszym głosem:
    - Bez mojej zgody nie kiwniesz nawet palcem w sprawie domu.
    Uśmiechnął się znów swoim lekceważącym uśmieszkiem i odszedł, zostawiając całą trójkę samą.



     Gdy drzwi za profesorem Cromwellem się zamknęły, Destiny zrzuciła z siebie  kołdrę. Postawiła delikatnie stopy na zimnej, drewnianej podłodze z obawą co do zranionej nogi. Wstała powoli, chwiejąc się lekko. Oparła się lampkę nocną, która lekko się przechyliła. Dopiero wtedy Destiny zorientowała się, co ma na sobie. Zbyt dziecinna różowa piżama w serduszka była na nią za krótka w rękawach, natomiast dół piżamy odsłaniał jej kostki i część łydek. Des skrzywiła się na ten widok i zaczęła się rozglądać po pokoju z nadzieją, że napotka wzrokiem swoje ubrania lub cokolwiek, co mogłoby się nadawać do zamiany ubrania.
     - Co ty robisz?
     Des zerknęła w stronę wejścia i zobaczyła Elenę, która z głową przechyloną lekko w bok przyglądała się poczynaniom dziewczyny.
     - Fajne ubranko tak przy okazji - dodała, uśmiechając się przy tym.
     - Mogę wiedzieć, kto mnie w to coś ubrał? I gdzie są moje ubrania?
     - Piżamę zawdzięczasz mnie. - Elena zatrzasnęła drzwi. - Należy do mojej młodszej siostry, która posturą jest niemalże taka sama jak ty. Rzeczy, które nosiłaś przed tym jak cię znaleźliśmy ciężko nazwać teraz ubraniami.
     Destiny westchnęła i  spojrzała zrezygnowanym wzrokiem na rudowłosą.
     - Masz jakieś ubrania?
     - Oczywiście. Pójdę do Laurie i może coś dla ciebie znajdzie - odpowiedziała Elena i wskazała na drzwi obok. - Och, tu jest łazienka. Możesz się odświeżyć. Przyjdę wkrótce i oprowadzę cię po Agorze.
     Uśmiechnęła się do Des, na to ca pokiwała głową i odwzajemniła nieśmiało uśmiech.
     

 
    Po dziesięciu minutach czekania przed pokoikiem Laurie - starszej kobiety, która zajmuje się utrzymywaniem czystości w domkach i zapewnieniu dostatku przybywającym Zaprzysiężonym, Elena weszła do głównego domu Agory i ruszyła nieśpiesznym krokiem w stronę pokoju Destiny. Doprawdy, nie wiedziała, co myśleć już o Drake'u. Według niej zmienił się on, odkąd jego rodzice odeszli. Niegdyś był szczęśliwszy i bardziej poukładany. Wiedział czego chce. A teraz? Teraz zmieniał zdanie co kilka minut i to właśnie doprowadzało Elenę do złości. Kilka miesięcy temu, tuż przed jego wyjazdem do Alabamy, dał jej jasno do zrozumienia, że nic do niej nie czuje.
   Że to była pomyłka.
   Dziewczyna z trudem przełknęła dziwną gulę w gardle. Czyli była pomyłką? Decyzją, która okazała się okropnym błędem?
   Zwalczyła łzy, które napłynęły jej do oczu i spojrzała prosto przed siebie. Zatrzymała się zdziwiona. Tuż przed drzwiami do pokoju Destiny stał Nate, który opierał się o ścianę, jak to miał już  zresztą w zwyczaju. Patrzył prosto w podłogę, marszcząc przy tym brwi. Wydawał się być zamyślony.
   - Nathaniel? - Głos Eleny wyrwał go z zadumy. - Co ty tu robisz?
   Uniósł wzrok, zaszczycając ją krótkim spojrzeniem, a potem zerknął na drzwi obok
   - Cromwell kazał mi oprowadzić tą nową - powiedział. - Nie wiem czy można wejść.
   - I dlatego nadwyrężasz te swoje głupiutkie szare komórki, bo nie jesteś pewien czy wejść? - Elena prychnęła. - Jak to Jasir ci kazał?
   - Tak po prostu. No więc? Można?
   - Spotkałeś się z nim? Kiedy? Myślałem, że byłeś u moich rodziców.
   - A tak, na nich też się natknąłem. - Nate wzruszył ramionami. - Najwyraźniej lubią mnie tak jak zawsze.
    Popatrzył na mały stosik, który trzymała Elena i uniósł brwi.
   - Po co ci te ubrania?
    - Ta nowa potrzebuje jakiś ubrań. Zaoferowałam, że jej jakieś przyniosę.
   - Dam jej to - powiedział Nate. - I tak muszę ją oprowadzić
    - Od kiedy jesteś tak posłuszny Jasir'owi?
    - Próbuję być miły - powiedział chłopak, a słysząc parsknięcie Eleny, dodał: - Do czasu.
    Elena, powstrzymując uśmiech, podawała mu ubrania.
    - Bądź choć trochę przyjazny - powiedziała.

    Po niecałych kilkunastu minutach spędzonych w łazience, Destiny czuła, że zmyła w końcu z siebie to dziwne napięcie i bezsilność. Czuła się lepiej. Na tyle lepiej, ile może się czuć osoba, którą goniły dziwaczne stwory, podczas gdy jej adoptowanych rodziców zabijano. Nie miała ochoty ubierać tej dziecięcej piżamy, więc, nie mając nic lepszego do ubrania, owinęła się ręcznikiem. Pchnęła wyjątkowo ciężkie drzwi i weszła do swojego pokoju. Przeszła przez pokój, czując pod stopami przyjemny chłód. Otwarła drewnianą szafę z bogato zdobionymi  drzwiczkami i westchnęła zrezygnowana.
   Pusto.
   Po co im takie szafy, skoro nie ma w nich ubrań? - pomyślała zirytowana.
   Ciche odkaszlnięcie z tyłu spowodowało, że zmroziło jej krew. Obróciła się powoli i cała zbladła.
    - O mój Boże - powiedziała po kilku minutach gapienia się na postać, stojącą tuż przed nią.
    - Gdybym był wierzący powiedziałbym to samo.
   Blondyn uśmiechnął się, lustrując ją wzrokiem od stóp aż do jej zdziwionego spojrzenia. Po chwili Destiny zorientowała się, że ma tylko na sobie ręcznik. Cofnęła się, poprawiając się. Miała ochotę stąd uciec.  Chłopak  natomiast uśmiechnął się pod nosem i odwrócił wzrok, zmuszając się do nie patrzenia na Des.
  - Czy my się przypadkiem nie znamy? - spytała Des, rumieniąc się.
  - Miałem... przyjemność podwieźć cię kilka dni temu - odpowiedział, po czym zacisnął usta w wąską kreskę, by nie roześmiać cię  z tej całej zaistniałej sytuacji.
  - Nathaniel? Co ty tu robisz?
  - Cóż, stoję tu, próbując wyjść całej tej żenującej sytuacji z jak największą gracją - powiedział Nate, patrząc wszędzie, byle nie na nią.  - Nie zrobię tego dopóki nie weźmiesz ode mnie tych cholernych ubrań, a ja wyjdę stąd i poczekam za drzwiami.
 - Możesz je po prostu zostawić na łóżku.
 Nate zamrugał i przeniósł zdziwione spojrzenie na łózko obok.
- No tak, rzeczywiście.



···························
Proszę, nie bijcie za tak marny rozdział!

Kilka ogłoszeń parafialnych dotyczących "Zaprzysiężonych" :
1. Raju... jestem tu i publikuję od początku listopada. Do tej pory pojawiło się już.... ponad 500 komentarzy i 157 obserwujących! Wow, to naprawdę sporo. Dziękuję Wam z całego serca za to, że czytacie i komentujecie.
2. Na pierwszą część "Zaprzysiężonych" mam zaplanowane około 40 rozdziałów, więc będzie co czytać. Planuję trylogię i mam już gotową całą historię. Pozostaje tylko przelać to na papier lub tutaj i publikować.
3. Fanpage: Zaprzysiężeni
Email: zaprzysiezeni498@interia.pl
4.Zawsze staram się przeczytać i odpowiedzieć na Wasze komentarze, więc możecie dawać propozycje utworów, które Waszym zdaniem świetnie pasowałyby do bloga. No wiecie, muzyki nigdy za dużo ! ;)

Pozdrawiam...
;)

O, JESZCZE JEDNO! <---- WAŻNE
Każdy, kto czyta bloga proszony jest o skomentowanie tego rozdziału. Chciałabym się zorientować ile jest czytelników ;) Nie musicie pisać nie wiadomo jak długich komentarzy, wystarczy napisać coś w stylu "Czytam" lub coś podobnego ;)

26 komentarzy:

  1. Rozdział mega <3
    TEAM NATE
    TEAM NADES (nate+des)
    TEAM ZAPRZYSIĘŻENI <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się jakieś shipy pojawiają? Szybko :D

      Usuń
  2. Super! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    A kiedy można liczyć na jakieś starcie Zaprzysiężonych z Entylonami?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie takie starcie, ale chyba trzeba jeszcze na to poczekać ;) To będzie twardy orzech do zgryzienia, a raczej do napisania dla mnie ;)

      Usuń
  3. Zaprzysiężona zgłasza się!

    Rozdział super :*
    /Dum

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam. Komentarz dodam później

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam, czytam...Nie ma innego wyjścia...!!!!!!! Das ist sehr cool!!!!! Przepraszam, za dużo rozszerzonego niemieckiego w tygodniu haha, rozdział superrrr!!!!!~Gabriella011 lub jak wolisz KingaEverdeen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja się cieszę, że nie mam rozszerzonego niemieckiego :D

      Usuń
  6. Powinni zdecydowanie przestać nazywać ją "nową":D To brzmi hm.. dziwnie. Przecież wiedzą jak ma na imię. Podobało mi się spotkanie Nate i Destiny. Wiało chłodem na kilometr, ale było w nim coś ciekawego;)

    Pozdrawiam!
    A w wolnej chwili zapraszam do siebie na nowość;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Nate, on nie jest miły dla nikogo :D Ale pomimo tego już go ktoś lubi (prócz mnie - wielbię tę postać) ;)

      Usuń
  7. Czytam oczywiście ;D skomentuje rozdział albo jak odzyskam lapka albo dodam komentarz przy rozdziale za tydzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. CZYTAM ;3
    Nathaniel taki zakłopotany, huhu <3
    Nathaniel ma wiele twarzy.
    Nathaniel to takie ciekawe imię :D
    Znam dużo "Nate'ów", zaczynając od mojegoo ;3

    Szkoda, że Państwo Trey odciągnęli go od Drake'a...
    Pozdrawiam, JA - Normalna, Czekoladowe Pierniczki, Mvetta ... jak zwał tak zwał, wiesz o kogo chodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawie piszesz, dodaje do obserwowanych i czekam na kolejny rozdział.

    kasia-kate1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam i kocham :3 nie zawsze komentuję, ale na prawdę lubię twojego bloga ;) Po prostu jestem mało wylewna co do słów, zwykle komentuje epilog podsumowując wszystkie wrażenia XD Czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze więc... wierzę, że czytasz ;)

      Usuń
  11. Boże... Najlepsze w całym rozdziale było spotkanie Nate'a i Des. Po prostu mnie rozwaliło. Hyhym... "Zdaje mi się, że cię znam! Ah tak podwiozłeś mnie w dzień w którym zginęli moi rodzice i cały mój świat legł w gruzach. A teraz jesteś jeszcze związany z jakimś potworami." Nie zazdroszczę jej x_x Dziewczyna ma CIEKAWE życie. Nie ma co ;p
    Czekam na nn! Weny!
    Pozdrawiam, Jess ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłam się doczekać kiedy w końcu przejdę do ich sceny :D Miałam to w głowie od dawna i jakoś... no, hm.... musiałam, po prostu musiałam :D Owszem, Des ma ciekawe życie, ale będzie jeszcze ciekawiej :D

      Usuń
  12. Czytam.ŚWIETNE.//Nina :) (Opowiadania pisane nocą) :P

    OdpowiedzUsuń
  13. No wiec po pierwsze: czytam :D
    Po drugie: cudny rozdział <3
    Po trzecie: dzisiaj piątek, weekendu początek *^*
    Po czwarte: punkt trzeci nie miał sensu XD
    Po piąte: patrz punkt drugi <3
    Po szóste: TEAM NATEDES :')
    Po siódme: dobra kończę, bez spamu :D
    Po ósme: super blog <3
    Po dziewiąte: ok, do dziesięciu.: Jejku, serio świetny rozdział <3
    Po dziesiąte: czekam na kolejną powalającą notkę ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejciu przepraszam że mnie tak długo nie było :-( szlaban na internet :-(((( ale już jestem :-) rozdział jak zwykle przecudowny :-* kocham Nate'a <3 o czekam na retrospekcję :-)
    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Zostalas nominowana do Liebster Blog Award. Wiece szczegółów znajdziesz na:

    www.dlaczego-kochamy-tak-mocno.blogspot.com

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny, ale sporo błędów i powtórzeń kilka ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Szczerze, to nigdy nie potrafię napisać dobrego komentarza, więc... CZYTAM!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. "Dałem sobie sam rady." - dałem sobie radę sam*

    Niezła akcja między braćmi :D Nie dziwię się, że Drake tak postąpił. Niewdzięczny brat zostawił go na trzy miesiące samego. Wcześniej miał rodziców, od razu sam sobie nie poradzi!
    Ojeju, biedna Des XD Taką uroczą piżamkę dostać, to marzenie każdej kobiety XD
    "Według niej zmienił się on" - bez "on". Lepiej będzie brzmiało :)
    Szkoda mi Eleny w sumie... Średnio ją lubiłam na początku, ale jednak to, jak ją potraktował Drake było bardzo perfidne i złe. Współczuję jej strasznie... Żadna kobieta nie chciałaby być uznaną za pomyłkę.
    Nathaniel próbuje być miły? HA HA.
    "Cofnęła się, poprawiając się." - trochę dziwne to zdanie XD Poprawiłabym je jakoś... Hm... Cofnęła się, poprawiając włosy? Albo " cofnęła się ze skrępowaniem"? Chyba coś podobnego miałaś na myśli :)
    "nie roześmiać cię " - roześmiać się* literóweczka :)

    Nathaniel... Boże, czemu on akurat musiał ją zobaczyć w takiej sytuacji?! Drake tam powinien być! Nope nope nope, ja się nie zgadzam na niego xD

    Szkoda, że niektóre osoby mówią o błędach, ale nie raczą pomóc w ich odnalezieniu... Heh, głupota moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaczynam coraz bardziej lubić Nate'a. Ma chłopak swój charakterek. Może coś zaiskrzy między nimi? ;>
    Nie lubię, kiedy Destiny jest nazywana jako ta nowa. A pff. xd

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM