piątek, 23 stycznia 2015

1.10 Dzieje Naszej Dumy

    Wątłe promyki słońca wpadały przez okno niemalże w całości zasłonięte drewnianą żaluzją, na której zebrała się spora warstwa kurzu. Szare kolory ścian, gdzieniegdzie pobrudzone i poniszczone nadawały pokojowi Destiny taki sam nastrój, jaki ona odczuwała w głębi siebie. Siedziała na  wyświechtanym łóżku i patrzyła zamglonym wzrokiem wprost na małą kolorową szkatułkę, którą  owijały piękne, ręcznie malowane, złote kwiaty magnolii, nadając jej dziewczęcego wyglądu. Trzymając ją na kolanach, Des czuła niemiły ucisk w żołądku. Po chwili wahania nacisnęła srebrny guziczek. Szkatułka się otworzyła, a wraz z nią popłynęła delikatna dla ucha muzyka. Oczom Des ukazała się malutka baletnica, ubrana w białą sukienkę. Tańczyła, a raczej obracała się w rytm muzyki, raz po raz zatrzymując się z powodu starości całego mechanizmu. Na twarzy laleczki namalowane były wygięte w dół usta, a na szklanym policzku widniały łzy, przez co wydawało się, że baletnica płacze. Słodka muzyka połączona z twarzą laleczki dawała koszmarny rezultat.
   Jak można stworzyć coś tak pięknego a zarazem smutnego? - pomyślała Destiny.
   Przesunęła dłonią po drewnianym wieczku szkatułki, natykając opuszkami palców na wyżłobiony w mahoniowym drewnie napis.
   Sentia, 26 maj 1995.
  - Co tam masz, Destiny?
   Des wzdrygnęła się. Podniosła wzrok i zauważyła panią Lewis, która stała w drzwiach, opierając się o ich framugę. Biały warkocz oplatał jej głowę, nadając jej pomarszczonej twarzy jeszcze więcej lat. Drobne, poniszczone dłonie splotła razem w troskliwym geście.  Destiny zawsze bała się, że po śmierci kobiety, sierociniec upadnie, a ona i jej  siostra zostaną wysłane gdzieś indziej lub po prostu rozdzielone. A teraz? Teraz Destiny nie miała nikogo.
    -  Należała do Victorii - powiedziała cichym głosem czternastolatka, wskazując na szkatułkę.
    Pani Lewis zacisnęła usta w wąską kreskę i podeszła bliżej.
   - Miała ją ze sobą, gdy was znalazłyśmy.
   - Wiem. - Des zamknęła szkatułkę. - Ale dlaczego akurat to?
   - Cóż... - Pani Lewis uśmiechnęła się - czasem wydaje nam się, że to, co dajemy innym może mieć dla nich jakieś znaczenie albo kiedyś będzie im pomocne. Prawda jest taka, że dajemy to, co jest ważne dla nas, nie dla nich.  Tacy już jesteśmy, dziecko. Lubimy dawać cząstkę siebie nawet tym, których zostawiamy.
   - Dlaczego więc nas zostawiono?
   - Bo ludzie mają skłonność zostawiać tych, których kochają. Kochają nie kochać.
   Destiny westchnęła urywanym oddechem, starając się nie rozpłakać. Wzięła szkatułkę i delikatnie położyła ją na małym stoliku nocnym obok łóżka.
   - To już  rok i cztery miesiące - powiedziała dziewczyna, patrząc na panią Lewis. - Nie ma jej już ponad rok.
   - Chcesz dziś pójść na cmentarz? - Pani Lewis dotknęła jej dłoni, głaszcząc ją w pocieszającym geście.
    - Tak - powiedziała Destiny. - Victoria zawsze ze mną była w moje urodziny. Nie chciałaby opuścić i tych.

   

    Des znów otworzyła oczy i odetchnęła głęboko. Victoria. Tak bardzo brakowało jej siostry. Tak dawno nie widziała jej uśmiechu, oczu... jej twarzy. Bała się, że w końcu kiedyś zapomni jak  wygląda. Ostatnim razem była nad jej grobem trzy lata temu, w swoje czternaste urodziny. Trzymała się kurczowo ręki pani Lewis, tak jakby jedynie to miało ją utrzymać przed upadkiem. Położyła złoto-różową szkatułkę na grobie i odeszła. Po prostu uciekła i nigdy więcej nie wróciła. Ale w tej właśnie chwili  jedyne czego pragnęła to znaleźć się własnie na tamtym cmentarzu w Des Plaines, niż być w jakimś nieznanym miejscu o dziwnej nazwie, ze świadomością, że jej przybrani rodzice nie żyją.
   Miała ochotę krzyczeć. To nie było sprawiedliwe.
   - Daj mi spokój, Eleno - mruknęła, kiedy usłyszała ciche trzaśnięcie drzwiami i kroki zmierzające w jej stronę.
   - Nie wydaje mi się, abym wyglądał jak rudowłosa siedemnastolatka.
   Destiny, usłyszawszy ciepły męski głos, podniosła się na łokciach, zupełnie zdziwiona. Przed nią stał starszy mężczyzna, ubrany w szarą marynarkę. Uśmiechał się do niej radośnie.
   - Pan to?
    - Profesor Jasir Cromwell - odpowiedział. - A ty  musisz być Destiny, tak?
   Dziewczyna zamrugała szybko.
   - Skąd mnie pan zna?
   - Znałem twoich rodziców.
   - Rodziców?
   - Państwo Gray.
   Destiny westchnęła, zawiedziona. Mała, idiotyczna nadzieja zrodziła się gdzieś w niej, ale zaraz potem została zniszczona. Przez chwilę myślała, że ten dziwny mężczyzna mógłby znać jej prawdziwych rodziców.       Do oczu napłynęły jej łzy.
   Nie, pomyślała ze złością Des, nie zamierzam załamywać się przy jakimś nieznanym staruszku.
   - Och - powiedziała tylko i poprawiła się na łóżku.
   - Panna Trey powiedziała, że już wiesz - zaczął profesor, a jego mina zmarkotniała.
   Destiny pokiwała głową.
   -  Nie wiem jednak jak to się stało. Jedyne co pamiętam to jakieś trzy duże psy i ja....
   - Psy? - przerwał jej profesor. -  Goniły cię psy?
   - Tak, ale wtedy zaatakowało ich drugie zwierzę, podobne do nich i wtedy... wtedy chyba je zabił.
   -  Wiesz jak to zwierzę wyglądało?
   Des zaniemówiła, próbując sobie jak najwięcej przypomnieć. Mogłaby przysiąc, że jeszcze chwilę temu wiedziała jak ta bestia wyglądała. Teraz pamiętała tylko jak upadała w błoto.
   - Nie.
   Przez wzrok profesora Jasira przemknął cień gniewu. Usiadł na krześle obok łóżka i spojrzał przenikliwie na Des.
   - Wiesz jak się tutaj znalazłaś?
   - Sama chciałabym wiedzieć.
   Drzwi znów się otworzyły i do pokoju weszła Elena. Spojrzała na profesora, a potem na Des, do której się nieśmiało uśmiechnęła. Niosła ze sobą małą miskę i ścierkę.
   - Muszę zmienić opatrunek - ogłosiła.
   Podeszła bliżej i usiadła na łóżku. Odrzuciła kołdrę i zaczęła ściągać zakrwawiony bandaż z nogi Des, która jęknęła cicho, kiedy skrawek materiału oderwał się od jej rany.
   - Lepiej niż wczoraj? - spytał Cromwell.
   Elena, która była skupiona na swojej pracy zupełnie zignorowała to pytanie. Kiedy w końcu ściągnęła już cały bandaż i przemyła ranę wodą, popatrzyła na zdziwioną Destiny wesołym wzrokiem i powiedziała:
   - Najwidoczniej udało mi się wyleczyć całą nogę. Została mała rana, ale prawie całą skórę udało się zalepić. Cały ból jednak jest wciąż w środku. Dlatego musisz jeszcze poleżeć przez jakąś godzinę
   - Jak to zalepić? - Des zbladła.
   - Dobra robota, Eleno - powiedział profesor. - Co jednak z jadem?
   - Jadem? - powtórzyła Destiny.
   - Pozostał jeszcze w organizmie - odpowiedziała Elena. - Będę musiała coś sporządzić na tą entylońską truciznę.
    - Entylońską? - Des niemalże krzyknęła, żeby zwrócić na siebie uwagę. - Co to wszystko znaczy?
    - Jeżeli to, co mówisz jest prawdą to gonili cię wczoraj Entylonii, Destiny - powiedział Jasir.
    - Nie, to były jakieś dzikie...
    - Psy? - Elena prychnęła, maczając szmatkę w wodzie. - Myślisz, że dzikie psy mogłyby cię tak ugryźć, że omal nie umarłaś zeszłego wieczoru?
    - Więc kim wy jesteście?
    Elena uśmiechnęła się tajemniczo i zerknęła na profesora, który po chwili powiedział:
    - Zaprzysiężonymi.
    - Czyli? - Des uniosła brwi, mając nadzieję, że to wszystko okaże się jedynym z jej  wielu koszmarów lub po prostu kiepskim żartem ze strony mieszkańców miasteczka.
    - Eleno, mogłabyś nas zostawić samych? - spytał profesor, na co rudowłosa  podniosła się z łóżka i skierowała w stronę drzwi.
    - Tylko jej nie wystrasz, Jasirze - powiedziała.

   ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``
Ja taka zła i nie wyjaśniłam znowu, kim są ci Zaprzysiężeni.
Nie dziwcie mi się, nie zostawiacie nawet śladu po sobie, więc nie wiem czy watro pisać :P
 Tak, przepraszam, że tak późno dodałam ostatnią notkę.
Ta jest prawie o czasie :)


Zapraszam do czytania i komentowania :)
Komentowanie nie boli, ale ja mogę sprawić, że Cię coś zaboli :)))

 


 
 
 

 
 

22 komentarze:

  1. Omg, końcówka Twojego komentarza zabrzmiała tak groźnie, że zaczynam się bać... Tak strasznie szkoda mi Des, bo kurcze najpierw Victoria, teraz państwo Gray... :( Wgl jakoś tak czuję niedosyt!! Ja chce w końcu dowiedzieć się o co tu chodzi!! Kim są Entylomani i ci cali Zaprzysiężeni?! Czekam na kolejny rozdział i domagam się zaspokojenia mojego głodu!!
    Pozdrawiam,
    Sky

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne! Piszesz wspaniale!
    No nie bądź taka i wyjaśnij nam kim są ci Entyloni i Zaprzysiężeni. Ciekawość mnie zżera... Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam

    drimaldi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super czekam na ciąg dalszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brave zawsze jest i będzia zła.
    Wiem gdzie mieszkasz. Zjem Cię! :D
    Serio....mogłabyś wyjaśnić kim oni są, ci Zaprzysiężni ;3
    Normalna

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne ! Tylko błagam cie powiedz w końcu kto to ci zaprzysiężeni.
    I dlaczego i durni Entyloni ( kimkolwiek oni są ) gonili Des ?
    A to zwierze, które uratowało Des to może był ten chłopak ?
    Strasznie mi sie zrobiło smutno jak pisałaś o śmierci Viktori.
    ,,Kochają nie kochać,, straszne. Noe wiem skąd to bierzesz. Jestes po prostu GENIALNA.
    A ta śmierć Victorii może miała cos wspólnego z tymi Entulonami ?
    Jak juz pewnie wczesniej wspominałam z zasady nie czytam fantastyki bo noe przepadam za tym gatunkiem. Ale ten blog jest inny.
    Jak zawsze z niecierpliwością czekam na nexta :-)
    nieelitarnaszkola.blogspot.com
    KOCHAM CIĘ I TO CO TWORZYSZ !!!
    Pozdrowionka :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, tak się bałam, że pierwsza część wyjdzie beznadziejnie i nie da tego nastroju smutku. Na szczęście chociaż tobie się podoba ;) W ogóle cieszę się, że czytam mojego bloga i też Cię kocham ^^ Obiecuję, że następny rozdział będzie dłuższy ;)

      Usuń
    2. Suuupcio :-) mega się cieszę :-D

      Usuń
  6. Zamorduje cię! Jesteś złą osobą! Jak możesz nas tak trzymać niepewności przez następny tydzień nie wyjaśniając po raz kolejny kim są ci cholerni Zaprzysiężeni! Żyję w wielkim stresie &.&
    Sama nie wiem co jeszcze powiedzieć. Ten rozdział jest taki krótki i jest w sumie wstępem do wyjaśnienia przez profesora co się tu właściwie dzieje. Kurcze, sama niecierpliwie czekam na kolejny rozdział i jego pasjonującą historię na temat Zaprzysiężonych i Entylonów. No i jak zareaguje na to Des. Trochę mnie rozbawiła z myślą, że to mieszkańcy miasteczka mogą robić jej jakiś durny kawał, choć wcale nie jest to takie bezpodstawne jak mogłoby się wydawać. W końcu zaczęło się wokół niej dziać tyle dziwnych rzeczy w tak krótkim czasie, że nie jednego zdrowego człowieka doprowadziłoby to do wariactwa.
    Intryguje mnie też wątek siostry Des, Victori. Nie sądzę, aby umarła, a nawet jeśli właśnie to się stało to na 100 % była zamieszana w te dziwne sprawy nadnaturalne.
    Nie pozostaje mi nic więcej jak tylko czekać na rozwój historii ;D
    Życzę galaktyk wenny ^^
    Buziaki, Inna :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zła? Owszem :D Wyjaśnię wszystko w następnym tygodniu, obiecuję. Będzie aż za dużo wiadomości ;) Na pewno w następny piątek dużo sobie u mnie poczytasz. Mam zamiar w końcu wkroczyć do jakieś już większej akcji, bo jak na razie to chyba wieje nudą ;) Wiesz, ja sama się uśmiechnęłam pisząc o jej pomyśle z kawałem od mieszkańców. Victoria, żywa czy też nie, na pewno pomiesza w pierwszej części ;)
      To ja spadam do ciebie, bo nowa notka! ^^

      Usuń
  7. Hm.. czy Ty grozisz na końcu notki pod rozdziałem? Rozumiem, że brak komentarzy może denerwować, ale nie przesadzaj ;)

    Co do rozdziału wydał mi się bardzo krótki. Może dlatego, że składał się prawie z samego dialogu i dlatego bardzo szybko się czytało. Mam wrażenie, że jesteśmy coraz bliżej punktu kulminacyjnego i niedługo dowiemy się kim są Zaprzysiężeni i kto zaatakował Des. Ale jedna rzecz mi trochę zgrzytała. Mianowicie ta rozmowa o psach. Ja nie widzę nic dziwnego w tym, że Des pomyślała, że to dzikie psy ją zaatakowały. Przecież większy pies jest w stanie zagryźć człowieka na śmierć. Nie musi być od razu jakimś nadprzyrodzonym stworzeniem. Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie groźba (nigdy w życiu :) ) to raczej mój swoisty dar przekonywania ;)
      Krótki jest, ale mam zamiar ująć więcej w następnym rozdziale :) No tak, Des mogła pomyśleć, że to dzikie psy, ale nie Cromwell, który doskonale wie, że raczej żadnych takich psów w Smallevil nie ma ;) Tak, dzikie psy z pewnością mogą zagryźć na śmierć, ale gdy kąsają wiele razy, a nie raz w łydkę ;)

      Usuń
  8. Przyznam, że bardzo mi się podoba. Mam jedno zastrzeżenie: dlaczego tytuły rozdziałów są po angielsku?! Jesteśmy w Polsce, a ja na dodatek nie przepadam za tym językiem... chociaż nawet sporo rozumiem.
    Poza tym czekam na ciąg dalszy i liczę, że mój czepliwy charakter cię nie zraził;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny, fajny, ale znów niewiele się wyjaśniło. Nich ten psor wyjaśni Des(mi) to wszystko bo wylezę ze skóry. x( Czuję się zabita x.x
    Grozisz mi? Och, nieładnie, mi się nie grozi. Oczywiście będę komentować, ale jeszcze jedna groźba i to ciebie coś zaboli ;p
    Weny!
    Pozdrawiam, Jess ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju robi się coraz ciekawiej ^^ cóż to za miejsce Agora? I w końcu wyjaśnij kim jest Des, Drake, Elena, Entylonii i Nate oraz ten cały profesor? Usycham z niewiedzy :(
    Wiem, że pierdylion razy ci to mówiono, ale masz zadatki na wybitną i genialną pisarkę ;D powinnaś to wydać, na serio :D
    Weny życzę i czekam do piątku (i ani dnia dłużej!) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W piątek już będzie więcej wiadomo - to mogę obiecać ;)
      Pierdylion? Hm... szczerze mówiąc chciałabym, by "Zaprzysiężonych" uznano za coś dobrego, ale bądźmy szczerzy - szanse na wydanie tego mam niezbyt duże, a poza tym najpierw muszę dotrwać do końca 1 sezonu/ części i dopiero potem będę myśleć co i jak ;)

      Usuń
  11. A oto się stało - napisałaś chyba najwspanialszy rozdział życia. Generalnie jesteś ultra, nadal nie wiem, jak z pustego miejsca na monitorze i klawiszy, możesz wyczarować tak piękne i smutne opowiadanie?
    A teraz opinia rozdziału: w przeciwieństwie do innych, mi bardzo odpowiada długość twoich rozdziałów, wcale nie są za długie. Bardzo wzruszył mnie fragment o Victorii. Domyślam się oczywiście, że szkatułka odegrała w jej życiu ważną rolę, ale na tym się nie skończy. Sądzę, że będzie też ważna dla Des, dla naszej biednej Des. (Kolejne przeciwieństwo) Wcale nie chcę, żebyś pisała kolejny rozdział. Nie chcę, bo wtedy zniknie ta nutka niepewności, to napięcie i wszystko będzie wiadomo. Oczywiście cieszę się, że historia popłynie dalej i mam nadzieję, że twoja wena sprawi Des lepszą przyszłość. ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    ~ Liv <3
    acaila-fairytale.blospot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jacie, ja tu się martwię, że za bardzo nudzę i nudzę, pisząc cały czas o bólu Des, a ty mi z takim czymś wyskakujesz :P Dziękuję Ci za tak miłe słowa, ale bez przesady - nadal raczkuję w pisaniu. Tak szkatułka pewną rolę odegra, ale nie będzie to nie wiadomo jak ważne ;) Przykro mi, ale w piątek dowiecie się prawie wszystkiego. PRAWIE! :D

      Usuń
  12. Tajemniczość to Twoja specjalność ;) Cudny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajne, ale te ostatnie dialogi trochę naciągane :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Znowu ten błąd! Otworzyła, nie otwarła, moja droga! :p

    Ciekawe wspomnienie z dzieciństwa, znowu. Podobają mi się one! Masz nadzwyczajne pomysły :) Sama bym na to nie wpadła, by takie ciekawe wątki wplatać. Lexa nie ma, co wspominać nawet... Powiem Ci, że z początku nie spodziewałam się, że to jest wspomnienie!
    Kurde, ciekawią mnie te dwie sprawy: Entyloni i Zaprzysiężeni. To nie są normalne istoty. To musi być coś nadzwyczajnego! Chcę wiedzieć, kim oni są, do jasnej anielki ;-;
    I nie sądzę, żeby dialogi końcowe były jakkolwiek naciągane. Są świetne, w dobrym miejscu i aż dziwnie by było, gdyby ich zabrakło, więc nie zgadzam się z Panią powyżej ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Powoli wyjaśnia się, o co w tym wszystkim chodzi... Ale nadal nie wiem kim są Zaprzysiężeni. Wiem, że to jacyś wrogowie Entylonów, no i Drake oraz Elena są Zaprzysiężonymi... Ach, mam nadzieję, że się wyjaśni!
    Jutro wezmę się za pozostałe rozdziały. :)

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM