piątek, 9 stycznia 2015

1.8. Skrawek Niebieskiego Nieba

      - Nie, Des - powiedziała Amy.
     Zdmuchnęła spadający na czoło kasztanowy kosmyk i spojrzała na Destiny stanowczo. Podała dziewczynie torby na zakupy i wyciągnęła kluczyki z torebki. Des westchnęła głośno i stanęła obok Amy, która mocowała się ze zamkiem w drzwiach.
     - Nie mówię, że nie chcę go wcale, ale nie w salonie - jęknęła Des, poprawiając zakupy, by nie wypadły jej z torby. - Nie powinno być w takim miejscu, a poza tym....
    - Destiny - przerwała Amy - koniec tematu.
    Przekręciła raz jeszcze kluczyk, a kiedy w zamku coś szczeknęło, pchnęła drzwi i obie weszły do środka.
  Był lipiec, słońce niemiłosiernie świeciło, a Des, która nie była przyzwyczajona do tak bardzo ciepłego klimatu Kalifornii, odetchnęła z ulgą, kiedy znalazła się w chłodnym, klimatyzowanym pomieszczeniu. Bez słowa skierowała się do kuchni, zła na Amy. Nie powinna tak bardzo się przejmować głupią fotografią powieszoną nad kominkiem. Co najgorsze James się z nią zgadzał. Destiny natomiast nie. Wręcz przeciwnie - uważała, że nie zasługuje na zdjęcie w tak ważnym miejscu w domu państwa Gray.
   Des położyła zakupy na masywnym, dębowym stole i mimowolnie spojrzała na kominek w salonie. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego chcą położyć zdjęcie właśnie jej, nowo adoptowanej córki, zaraz obok fotografii Will'a i ich innymi,  własnymi szczęśliwymi chwilami. Pomimo to w Des rozbudziło się ziarenko nadziei. Może oni już traktują ją jak córkę? Może jest szansa?
    - James wróci za jakąś godzinę - oznajmiła Amy, wchodząc do kuchni. - Pomożesz mi w obiedzie? Znaczy, no wiesz....
    Amy urwała i uśmiechnęła się do Des nieśmiało. Destiny odwzajemniła uśmiech i wzięła się za rozpakowywanie zakupów. Obydwie wiedziały, że pomoc Des w obiedzie będzie polegać na tym, że to ona będzie gotować, a Amy może jej jedynie podawać składniki. Pomimo to świetnie jej się spędzało czas ze swoją przybraną matką. Coraz bardziej się rozumiały, a Amy wtedy wpadała w dobry humor.
   Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Des zerknęła na Amy, która znieruchomiała, gapiąc się na coś za Des. Kiedy dziewczyna także spojrzała w tamtą stronę, jej oczom ukazało się puste miejsce na ścianach - właśnie tam, gdzie wcześniej wisiały zdjęcia. One natomiast leżały na podłodze, zupełnie zniszczone. Szkło chroniące zdjęcia roztrzaskało się w drobny mak, a same fotografie były... podarte. Des zamrugała szybko i spojrzała znów na Amy. Jej jednak nigdzie nie było. Zamiast niej, niecały metr od Destiny stała czarnowłosa kobieta. Jej długa, dziwnie czarna szata, która dosięgała podłogi, okrywała jej całe ciało, a jedynie dłonie i twarz były odsłonięte, ukazując swoją wręcz chorobliwą bladość. Kobieta świdrowała Des ciemnymi jak noc oczami, uśmiechając się pod nosem. Zupełnie jakby cieszyła się z ich spotkania.
   Destiny cofnęła się, przestraszona.
   - Kim... kim ty jesteś?
  Wzrok kobiety pociemniał niebezpiecznie. Nie wiadomo kiedy znalazła się tuż przed Des, wyciągając rękę i chwytając jej ramię, przez co dziewczyna omal nie upadła. Po chwili przez ciało Destiny przetoczyła się fala bólu, który wydawał się dotykać każdy jej nerw, parzył jej skórę, wyrywał oddech z płuc, powoli zatrzymując bicie serca. Dziewczyna krzyknęła i osunęła się na kolana przed kobietą, która wciąż trzymała ją za ramię. Czuła, jak płonie jej całe ciało. Nie mogła się poruszyć; wydawało się jej, że ta chwila trwa i trwa.
    - Duo animas uniret in proposito.
    Wzrok nieznajomej jeszcze bardziej pociemniał.  Za każdym razem, kiedy powtarzała to zdanie jak mantrę, ból  potęgował się jeszcze bardziej. Des czuła się jak żywa pochodnia. Ogień zajął każdą jej kość, każdy mięsień. Już przestała walczyć, zaczynała słabnąć i odpływać.
     Nie wiadomo kiedy wszystko ustało. Ból minął, a Destiny w końcu zaczerpnęła powietrza. Jednak dalej nie mogła się ruszyć. Klęczała, widząc jedynie przed sobą czarną szatę kobiety. Całą siłą woli podniosła głowę i spojrzała na nieznajomą, która wyglądała nie niezmiernie szczęśliwą. Patrzyła na Des jak na coś niezwykłego, a jej usta rozciągły się jeszcze bardziej w przerażającym uśmiechu. Zdjęła rękę z ramienia Des, kładąc ją na jej czole. Wzrok Destiny zakrył się mgłą, niemal ją oślepiając.
   Jedyne co jeszcze usłyszała to:
   - Exurgo.

 
   Destiny otworzyła oczy, zaczerpując powietrza. Z jej gardła wyrwał się kaszel, sprawiając, że  zaczęła się dusić. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że leży w jakimś nieznanym jej pomieszczeniu, wyłożonym dookoła drewnem.
   Gdzie ja jestem? - pomyślała.
   - W końcu się obudziłaś.
   Des zamrugała raz jeszcze, próbując zwalczyć swój rozmyty wzrok. Ból rozsadzał  głowę Des, przyprawiając ją o mdłości. Rozejrzała się po pokoju, a kiedy zauważyła rudowłosą, śliczną dziewczynę stojącą przed łóżkiem, omal z niego nie wyskoczyła.
   - Elena? - Des podparła się łokciach, lustrując wzrokiem dziewczynę.
   To rzeczywiście była Elena. Uśmiechała się do Des, a w  jej policzkach zrobiły się dołeczki. Jej oczy pobłyskiwały zielenią, a równo przystrzyżona prosta grzywka opadała jej na czoło.  W lewej ręce trzymała kubek, nad którym unosiła się para.
   - Co ty tu robisz? - spytała Des.
   - O samo mogłabym zapytać ciebie.
   Elena podeszła jeszcze bliżej, siadając na krześle obok łóżka. Wyciągnęła kubek w stronę Des.
   - Napar z miłorzębu i maruny - wyjaśniła, widząc podejrzliwą minę dziewczyny. -  Na ból głowy.
   Po chwili wahania Des wzięła kubek. Sam zapach napoju nie był zachęcający. Smak okazał się jeszcze gorszy - zupełnie gorzki.
   - To okropne.
   Elena prychnęła.
   - To zioła, a nie milkshake z McDonaldu. Wypij do dna.
   Des spojrzała na rudowłosą, a potem na pokój. Jak już wcześniej Des zauważyła, całe pomieszczenie było wyłożone drewnem. Jasna podłoga, ściany, sufit. Skromna szafa, w  kontrastującym ciemnym kolorze stała obok małego, pomalowanego na biało okna, przez który wpadały promienie słońca. Bordowy dywan leżał na środku podłogi, tuż przed wejściem do pokoju.
    - Gdzie ja jestem? - spytała Des.
     Elena uśmiechnęła się.
    - Witaj na Agorze.

 ~~~
Coś Wasza aktywność spadła. Jakieś powody?
Zapraszam także na facebooka ---- >  Stronka
Jeżeli chcecie być na bieżąco to zapraszam także do polubienia!
- Brave

 

26 komentarzy:

  1. Super rozdział! Czekam na następne. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny :-D
    Jstem ciekawa co będzie dalej
    I kim jest ta ubrana na czarno kobieta i wgl...
    To jest bardzo ciekawe
    Wzięłaś pomysł z jakiegoś filmu czy coś?
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, staram się być oryginalna :) Nie lubię czerpać pomysłów z innych książek lub filmów. Wręcz nienawidzę :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale nie współpracuję z innymi blogami. Nie widzę w tym żadnych korzyści, tak samo jak nie widzę żadnych błędów u siebie ;)

      Usuń
    2. Brak fałszywej skromności, popieram.

      Usuń
    3. Fałszywa skromność? :)

      Usuń
    4. Cóż... Chyba musiałam cię urazić,skoro usunęłaś komentarz, a wcale tego nie zamierzała... Naprawdę podoba mi się twoje opowiadanie. Jest oryginalne i piszesz naprawdę świetne opisy, ale przecież każdy popełnia błędy, nawet te najdrobniejsze. :)
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny :)

      Usuń
    5. nie zamierzałam* (literówka)

      Usuń
    6. Przecież ja tego nie usuwałam, naprawdę. o.O

      Usuń
  4. Zawsze uważałam, że te całe łacińskie recytacje dodają klimatu - potwierdzam to i teraz. Aż dreszcz mnie przeszedł jak czytałam ten fragment. Ta laska straszliwie mnie niepokoi. xx
    Szkoda mi tylko Des. Straciła przybranych rodziców. Eheh... No to zobaczymy czym jest ta Angora. Przeczuwam kłopoty x)
    Weny!!!
    Pozdrawiam,
    Jessabelle ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam też na nowy rozdział u mnie x)

      Usuń
  5. To na początek może z całego serducha przeproszę, że mam taki poślizg, ale wiadomo pierwszy tydzień szkoły po wolnym i trzeba jakoś się w to wślizgnąć. Od razu pierwszego dnia sprawdziany. Ach, szkoda gadać. -.-
    Ale już jestem i muszę przyznać, że rozdział siódmy - jego długość mnie usatysfakcjonowała. Lecz niestety ten znowu jest krótki, ale nie będę zbytnio narzekać, bo zrekompensowałaś to treścią z całą pewnością.
    Zacznę od tego, że nienawidzę koszmarów - choć czasem są fajne, ale sza :D Zwłaszcza takich w których jakaś nawiedzona laska stoi nad tobą z wywróconymi do góry białkami i wyśpiewuje klątwy w nieznanych językach.
    Tak, z całą pewnością wole jak próbują się pozabijać tymi wszelkimi nożami, sztyletami i karabinami. ^^
    Teraz już wszystko w miarę ogarniam. Choć nadal czekam na wyjaśnienie czym, kim są ci tytułowi Zaprzysiężeni. Ale już pokapowałam, że Entyloni (tak, się nazywają czy coś przekręciłam?) to wilkołaki. Ale czy Des, Elena i Drake też? no tego już pewna nie jestem. Biedna Amy i James. W sumie nie znałam ich i nie mam bladego pojęcia gdzie jest ich miejsce w tym wszystkim, ale jestem pewna, że to byli ci dobrzy. W końcu ta czarna musi być zła - maga zła, serce ciemne, czarne martwe. ;D No i już mi się podoba. Oczywiście na koniec dobro ma zatryumfować, ale czasem lubię czarne charaktery ^^
    To ode mnie tyle. Niecierpliwie czekam na (dłuższy) następny rozdział c:
    Życzę oceanów weny i pozdrawiam gorączkowo ;*
    Buziaki, Inna :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrozumiałam i naprawdę, nie masz za co przepraszać. Jeżeli chcesz to czytaj, nikt Cię do tego nie zmusza :) Obiecuję - więcej wyjaśni się w kolejnych najbliższych rozdziałach. Entyloni wilkołakami? Niekoniecznie, ale dość blisko :) Dzięki za Twój obfity, jak zwykle, komantarz! :*

      Usuń
  6. Ciekawe opowiadanie, chyba jeszcze przeczytam poprzednie częsci :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawie piszesz, uwielbiam długie rozdziały, pisz dalej, czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno w wolnej chwili przeczytam od początku całe opowiadanir. Żeby o tym nie zapomnień i być na bierząco- obserwuję :)
    Pisz dalej, bo widzę, że zyskałaś czytelników :)
    kath-bloguje.blogspot.com/2015/01/taneczna-historia.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  9. Boskie opowiadanie, świetna fabuła i piękne opisy.
    Jak zaczęłam czytać ten rozdział to tak się zastanawiałam, bo coś mi nie pasowało, ale już ogarnęłam, ze to działo się w głowie Des. Mam nadzieję, że dziewczyna w końcu jest bezpieczna, choćby na chwilę w tej Agorze, bo spotkała Elenę i mam wrażenie, że dziewczyny się zaprzyjaźnią. :D Jestem ciekawa tego miejsca... :)
    Czekam na kolejny rozdział!
    Ściskam,
    Sky

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że dopiero teraz miałam okazję wejść na Twojego bloga i tyle rozdziałów przegapiłam... niestety nie mam teraz czasu na nadrobienie :) Ale ta część bardzo mnie zaciekawiła, potrafisz trzymać czytelnika w napięciu ! Jestem bardzo ciekawa co to była za nieznajoma kobieta ! Podoba mi się, że wszystko jest napisane przemyślanie, bez błędów, szczegółowo :) Pozdrawiam, http://ciasteczkowa-w-kuchni.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie piszesz, muszę twojego bloga częściej odwiedzać! ;) Bardzo fajnie się czyta

    http://nevergiveupp12.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz talent do pisania :)
    Czekam na kolejny rozdział.

    Zapraszam do mnie <3
    http://lisaandnel.blogspot.com/2015/01/tag-25-faktow-o-mnie-swagshoponlinepl.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna część opowiadania chyba muszę przeczytać poprzednie:)
    Masz duży talent do pisania :)
    http://dominisiablog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Strasznie twój blog wciąga :)
    Opowiadania robią się coraz ciekawsze i z chęcią się je czyta ;)
    Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  15. super rozdział, masz talent :)

    zapraszam- http://helovcia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Skasował mi się cały komentarz... Jupi...
    Po 1. Otarła oczy zamieniłabym na - otworzyła, ładniej brzmi, o wiele lepiej :)
    Po 2. Nie ogarniam tego wspomnienia... Czy też snu? Co się stało wtedy w domu? Co to była za tajemnicza, przerażająca kobieta i co ona robiła z Destiny? Przeklęła ją? Nie rozumiem! :x
    Amy wtedy była taka... fajna. Lubiła Des. Traktowała ją jak własne dziecko, po Will'u, którego niestety straciła i łączyła je naprawdę mocna więź... A teraz omamiła ją Serena i Des została sama.
    I jest teraz z Eleną? Na Agorze? Gdzie to jest i co to za miejsce! :x Oczekuję więcej wyjaśnień, kurde mać XD

    OdpowiedzUsuń
  17. O rany, kim była ta kobieta, która stłukła fotografie? Mam nadzieję, że do tego wrócisz!
    Elena? No ładnie. :D Agora... To bylo już wspomniane w jednym z pierwszych rozdziałów, prawda? Jakaś Rada, coś... :D

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM