piątek, 2 stycznia 2015

1.7. Entyloni

   Cisza panująca w domu  była dziwna. Wręcz namacalna. Jedynie odgłosy burzy i dźwięk uderzającego o okna deszczu były słyszalne. Korytarz był pogrążony w mroku, a światła błyskawicy co chwilę oświetlały ściany i podłogę.
  - Jestem! -  krzyknęła Destiny, wchodząc do środka. Nikt jednak nie odpowiedział.
  Nie ma ich w domu?
  Pewnie kartka z wytłumaczeniem leży na stole, pomyślała Des.
  Już to się zdarzało. James czasami zabierał gdzieś Amy lub po prostu sam jeszcze nie wrócił ze szpitala, a ona pewnie położyła się spać.  Destiny zamknęła drzwi i rzuciła przemokniętą bluzę na wieszak, przeczesując ręką mokre i skołtunione włosy. Już miała ruszyć w stronę kuchni, gdy nagle zatrzymała się, zdziwiona. Kilka metrów od niej stała Amy. Jej drobna sylwetka była pogrążona w mroku. Nie uśmiechała się; stała nieruchomo, patrząc prosto na Des.
   - Coś... coś się stało? - spytała dziewczyna.
   Amy uśmiechnęła się nerwowo i zaczęła się bawić rąbkiem swojej długiej, brązowej sukienki. Od pół miesiąca nie pracowała, zaczęła zajmować się domem. Często tłumaczyła się, że to wina przemęczenia i bólu głowy. Okazało się jednak, że od niedawna  zaczęła miewać koszmary. Nie mówiła co jej się śni. Jednak Des domyślała się, że to musiało być coś okropnego. Amy potrafiła nie spać całymi nocami, była w gorszym stanie niż w dniu czwartej rocznicy  śmierci Willa. James powiedział kiedyś Destiny, że ona przeżywa rocznicę jego śmierci tak samo mocno, jak wtedy, gdy dowiedziała się, że dla jej synka nie ma ratunku
  - Destiny - powiedziała Amy. - Kochanie, pomożesz mi w czymś?
  Des uniosła brwi, patrząc uważnie na kobietę. Wydawała się być dziwna. Wzrok miała jak spłoszone dzikie zwierze, cała zbladła, a ręce jej się trzęsły. Uśmiechnęła się do Destiny niezbyt zachęcająco i ruszyła w stronę kuchni.
   - Czy na pewno wszystko w porządku? - spytała Des, podążając za Amy. - James nie odbierał, ty też. Za oknem straszna burza, musiał mnie podwieźć nasz sąsiad.
   Pani Gray obróciła się do niej. W trzęsącej się ręce trzymała nóż, a jej usta drżały.  Pokręciła wolno głową.
   - Destiny... musisz zrozumieć, że ja... - zaczęła, ale głośny huk jej przerwał.
   -  Ktoś jest na górze - szepnęła Destiny, słysząc szybkie kroki, które zaczęły schodzić na dół. Obróciła się w stronę Amy i wrzasnęła. Pani Gray rzuciła się na nią i przyłożyła jej nóż do gardła. Pchnęła Des bardziej do tyłu, wpadając na wysepkę kuchenną.
   - Amy, proszę nie.
    Destiny otwarła oczy i zobaczyła Jamesa, stojącego w wejściu do kuchni. Krew lała mu się z rany na skroni, plamiąc pomiętą koszulę i podłogę.  Miał wyciągniętą delikatnie do przodu rękę i patrzył ostrożnym wzrokiem na swoją żonę.
   Amy zbladła jeszcze bardziej, a Des poczuła jej przyśpieszony oddech na karku.
   - Nie rozumiesz, że mamy szansę?
   James podszedł bliżej, na co Amy szarpnęła Destiny jeszcze bardziej do tyłu, przykładając jej boleśniej nóż do gardła.
   - To nie jest szansa. - James zatrzymał się. - To jest dla niej wyrok.
   - To jest szansa! -wrzasnęła Amy. - Mamy szansę na odzyskanie go, James. Ja... ja mogę to zrobić. Muszę, rozumiesz, muszę. Odzyskamy Willa. Będzie tak jak wcześniej. Będziemy szczęśliwi.
   - On już odszedł - wyszeptał Gray, robiąc kolejne kroki w ich stronę. - Pozwoliłaś mu odejść. Pamiętasz? Trzymałaś jego rączkę i powiedziałaś mu, że nie musi już cierpieć .... że jest wolny.
   Uścisk pani Gray zelżał, a ręka z nożem zaczęła jeszcze bardziej się trząść. Des poczuła spadające ciepłe krople na swoim karku. Domyśliła się, że Amy musi płakać.
   Widząc to James powiedział:
    - Teraz naszym dzieckiem jest Destiny.  - James doszedł do nich i delikatnie zabrał nóż. - Pamiętasz jak ją pierwszy raz zobaczyliśmy? Powiedziałaś mi kiedyś, że przypomina ci samą siebie. Pamiętasz naszą wspólną wyprawę na plażę w San Diego? Byłaś zachwycona, śmiałaś się po raz pierwszy od lat. Dzięki Des.
   Amy puściła Destiny, a ta szybko się od niej odsunęła i stanęła za Jamesem.
   - Nie pozwól, abyś zrobiła to, co skrzywdziłoby także cząstkę ciebie - kontynuował James. - Kochamy Des, bo pozwoliliśmy Willowi odejść. Bo tak musiało być. Pozwól mu odejść i tym razem.
   Pani Gray osunęła się na podłogę.
   - Ja tylko chciałam go odzyskać - powiedziała, dławiąc się łzami.
   James także ukląkł i przyciągnął do siebie szlochającą żonę. Spojrzał na Des, a jego źrenice rozszerzyły się.
    - Za kilka minut będą tu - powiedział. - Musisz uciekać, Des. Oni chcą ciebie, nie nas.
    Jakby na zawołanie, coś walnęło w ścianę w salonie, a po domu rozległ się ogromny hałas.
     - Des, uciekaj! - krzyknął pan Gray. - Musisz przed nimi uciec. Nie możesz pozwolić im sobą zawładnąć.
     Destiny cofnęła się, przerażona.
     - Co się dzieje?!
     - Pamiętaj o tym, że nie ma wyboru. - Wzrok Jamesa był przepełniony strachem, ale  także żalem. - A teraz proszę cię... uciekaj. Nie obracaj się za nami, nie wracaj tu. Musisz sobie dać radę.
     Coś zaczęło się dobijać do drzwi.
      - Biegnij! - krzynął James.
     Destiny spojrzała po raz ostatni na pana Gray'a, który trzymał mocno Amy. Posłał jej błagalne spojrzenie, a ona powiedziała tylko:
     - Dziękuję.
      Obróciła się i rzuciła w stronę tylnych drzwi. Otwarła je na oścież i już mała biec w stronę samochodu, gdy zatrzymała się raptownie. Obok czerwonego kabrioletu stały trzy wielkie psiska, nie znanej Des rasy. Z ich pysków ciekła ślina, a kiedy zauważyły Destiny, zaczęły groźnie warczeć, odsłaniając kły. Wciąż strasznie padało, a podwórko wokół domu zamieniło się w jedną, wielką kałużę błota.
     Destiny, nie wiele myśląc, rzuciła się w stronę lasu. Coś nakazywało jej tak właśnie zrobić. Biegła najszybciej jak mogła, słysząc, że gonią ją tamte bestie. Przedzierała się przez zarośla, raniąc sobie skórę i drąc ubranie. Nie wiele  widziała przez gęsto padający deszcz. Z każdym krokiem słabła, a w płucach czuła ogień. Nagle coś szarpnęło ją boleśnie za nogę. Wrzasnęła i upadła w błoto. Zaczęła mocno kopać nogami, aż uderzyła w coś mocno. Czarny pies wydał z siebie skowyt, a potem zawarczał.
    Trzy olbrzymie stwory otoczyły ją. Nie wyglądały jak psy. Były trzy razy większe, a ich paszcze zdecydowanie groźniejsze. Wielkie kły, ostre jak brzytwa, okryte były warstwą piany. Mokra czarna sierść uwalana była cała w błocie.
    Psy patrzyły na Des groźnie swoimi czarnymi ślepiami. Zaczęły się zbliżać, a Destiny czuła, że to jej koniec. Nagle zza ściany zarośli wyskoczyło coś, wpadając na jedno z czarnych bestii. Zwierzęta przeturlały się aż do pnia ogromnej sekwoi. Stwór o  srebrnej sierści był jeszcze większy. Z łatwością zatopił swój pysk w gardle czarnego stworzenia, które wydało swoje ostatnie wycie i padło nieżywe. Des przeraziła się jeszcze bardziej na widok jego umazanej we krwi na paszczy. Wydawało się, że spojrzał na nią swoimi niebieskimi  jak potłuczone szkło oczyma. Dwa pozostałe czarne psy także się cofnęły, najeżając sierść i warcząc groźnie. Po chwili ruszyły do ataku, ale stworzenie o jasnej sierści z łatwością odepchnęło jednego, który uderzył  całym swoim ciężarem o drzewo obok i padł w błoto, nie ruszając się.  Trzecią bestię wybawca Des potraktował tak samo jak pierwszego psa. Przygwoździł go do  ziemi i bez trudu zatopił swoje białe kły w głowie zwierzęcia.
   Des patrzyła na całą scenę oniemiała, nie wiedząc co robić. W głowie zaczęło jej się kręcić, a po chwili poczuła, że coś ciepłego zalewa jej dłoń.
   Jej krew.
   Prawa noga Des była w opłakanym stanie. Krew tryskała z dwóch miejsc, a Destiny wydawało się, że zobaczyła swoją kość. Nie czuła bólu. Czuła, że świat wiruje wokół niej. Po chwili odpłynęła w mrok.


                                                            ~~~*~~~

    Głośne tykanie zegara w kuchni, było niemal nie do zniesienia. James klęczał na drewnianej podłodze już od pół godziny, trzymając wciąż szlochającą Amy w ramionach. Pocałował ją delikatnie w czoło i spojrzał w górę. Dziesięciu Entylonów, rozpierzchniętych  po całej kuchni, stało przed nim. Niektórzy uśmiechali się do niego parszywie, doskonale wiedząc, co się z nim stanie. Cieszyło ich to. W ich czarnych oczach jarzyła się nienawiść i żądza mordu.
    Na środku całej gromady stała wysoka kobieta. Ubrana była w długą, sięgającą do ziemi czarną szatę, która doskonale komponowała się z jej czarnymi jak noc włosami i oczami. Jedynie cera była niezwykle blada. Uśmiechnęła się do Jamesa upiornie.
    Serena, domyślił się.
    Obok niej stała także ubrana na czarno, jak wszyscy Entylonii, niezwykle śliczna blondynka, która patrzyła przed siebie martwym wzrokiem. Oczy miała także czarne, co nie pasowało do jej wyglądu. James przetasował ją wzrokiem, na co Serena także na nią spojrzała.
    - Co cię martwi, Sabatho? - spytała.
    - Moja pani, czy nie uważasz, że Lysanisa i jego dwóch przyjaciół zbyt długo nie ma? - spytała blondynka.
    Serena westchnęła i zamknęła oczy. Wyglądała, jakby próbowała okiełznać emocje. James jednak wiedział, co ona robi.
   Szuka ich.
    Kiedy władczyni Entylonów znów otwarła powieki, wydawało się mu, że jej wzrok zakrył się jeszcze większym mrokiem. Jednak nie wyglądała na wściekłą. Jej złość ukryta była tylko w oczach.
    - Nie żyją - oparła spokojnie.
    Świdrowała wzrokiem Jamesa, nie zwracając uwagi na szept rozlegający się wśród Entylonów.
    - James Gray - powiedziała, uśmiechając się pod nosem. - Jesteś głupcem.
    - Jeżeli chęć ratowania niewinnych przed swoim bezsensownym przeznaczeniem nazywasz głupotą... - spojrzał na nią odważnym wzrokiem - to tak, jestem głupcem.
    Serena zmarszczyła brwi, a potem nieoczekiwanie się roześmiała, na co Entylonii  cofnęli się, przerażeni. Śmiała się głośno, jakby usłyszała jakiś świetny żart. Po chwili przestała i, wciąż uśmiechnięta, znów spojrzała na Jamesa.
    - Ona jest wszystkim i niczym w tej walce - powiedziała. - Popełniłeś wielki błąd, Jamesie. Mogłeś mi ją oddać wtedy, gdy cię o to prosiłam. To przykre, że musiałam się... zmusić to takiego czynu.
    Spojrzała znacząco na Amy, która schowała twarz w koszuli Jamesa, jakby chciała się przed nimi  wszystkimi schronić. W Gray'u zawrzał gniew.
    - To ty niszczyłaś psychikę Amy. To ty nawiedzałaś ją w snach i obiecałaś jej przywrócenie Willa.
    - Owszem - odparła wesoło Serena. - Nie jest trudno wejść do umysłu tak słabej kobiety. Niemożliwym było przekonać ciebie, więc przekonałam ją.
    - Ona.... Destiny jest kluczem, prawda?
    - Nie tylko - mruknęła czarnowłosa. - Ona jest zgubą, która nie powinna zostać oddana przez jej matkę.
    Obróciła się w stronę drzwi, na co kilku Entylonów rzuciło się przed siebie, gotowi jej służyć. Zatrzymała się jednak i spojrzała na dwóch mężczyzn, stojących obok Jamesa. Uśmiechnęła się raz jeszcze bez krzty wesołości.
    - A tak, zapomniałabym. Ich zabić, dom spalić. Dziewczyny szukać, dopóki nie padniecie z głodu.

~~~~~~~~~~
Ok... więc witam w nowym roku!
Chciałabym życzyć Ci wszystkiego najlepszego. Spełniaj swoje marzenia, bądź szczęśliwy :)
A sobie życzę, abym dotrwała z "Zaprzysiężonymi" do samego końca ;)

Zaczynanie nowego roku to jak zaczynanie pisania własnej książki. Na początku są tylko puste strony, więc od Ciebie zależy co w niej zapiszesz.

UWAGA!
Zostałam nominowana w Poland Tree: Blog Roku 2014 w kategorii opowiadania! Wszystkich, którzy czytają mojego bloga proszę o głosowanie na mnie :) Tylko dzięki Wam mam szansę! ;) Mój numer to 23 :)
Poland Blog Tree: Blog Roku 2014

24 komentarze:

  1. Świetny post :-D
    Wreszcie coś się dzieje, akcja rewelacja ;-)
    Kocham czarny kolor, ale to nie jest istotne xD
    Czekam na kolejne i jestem cholernie ciekawa, jak to będzie dalej :-*
    Zapraszam też do mnie :
    itsmylife-dontyouforget.blogspot.com
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Łołołoło :D Będzie się działo. NIe mogę sie doczekać <3

    -http://opowiadania-zapomnianych.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. WYJĄTKOWY POST ;D
    PODOBA MI SIĘ ;D
    ♥♥♥
    HTTPS://BY-ALEKSANDRAA.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju rozdział po prostu zwala z nóg! ;D Tyle się dzieje. Czyli jednak są to wilkołaki/ zmiennokształtni, czyli tak jak przypuszczałam od początku ^-^ Uwielbiam książki i opowiadania z taką tematyką <3 Choć nie wszystko zostało wyjaśnione, to jednak można się dużo dowiedzieć.
    Des jest kluczem... Do czego? I dlaczego jest wszystkim i niczym w walce? Szykuje się wojna( może pomiędzy klanami lub wilkołakami i łowcami?) a Des odegra w niej znaczącą rolę.
    Mogę się założyć, że ten stwór o srebrnej sierści to Nate... Czym w takim razie są Drake i Elena? Też nadprzyrodzonymi stworzeniami czy łowcami?
    Skończyłaś w takim momencie, że nie mogę się doczekać nowej części i chciałabym naraz przeczytać z kilka części do przodu :c
    No ale cóż, pozostaje mi czekać do przyszłego piątku na nowy rozdział i, jak mam nadzieję, odpowiedzi na moje pytania. Życzę weny i do zobaczenia za tydzień ;*
    P.S Kocham cię za dodanie do playlisty jednej z moich najukochańszych piosenek czczonego przeze mnie zespołu, a mianowicie All I Need <3 szkoda tylko, że to wersja z Pamiętników Wampirów a nie oryginał, który jest o wiele lepszy ;*
    Zapraszam do mnie:
    http://inez2402.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, wiem, że mnie za to kochasz - pisałaś mi w poprzednim rozdziale :D No cóż... ja także lubię... no dobra, kocham tę piosenkę <3 ... Zastanawiam się nad zmienieniem jej na oryginalną wersję :)

      Usuń
  5. zaglosowalam na Ciebie :)
    http://madgirl96.blogspot.com/2015/01/ootd-outfit-of-day.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Nosz kurdem, komentarz mi się nie dodał x( Paranoja xx
    Chciałam rzec, że to chyba najlepszy rozdział jaki napisałaś do tej pory. W pierwszej scenie poczułam realny mróz w kościach. Siedę sama w domu i zaczęłam aż rozglądać się po bokach czy jakaś wariatka nie wyskoczy na mnie z nożem ;p
    I uważam, że dobrze gadają ci do uważają, że w przyszłości możesz wydać książkę x) Masz naprawdę magiczny styl, który porywa czytelnika w twój świat już od pierwszego zdania, a gdy kończysz czytać czujesz ogromny niedosyt.
    Brakowało mi trochę Eleny. Polubiłam ją ;p
    I szkoda mi Jamesa. ;< Był nawet fajny. Nienawidzę czarnych charakterów, które za wszelką ceną pragną zrealizować swoje chore idee fix. No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Właśnie x(
    Weny!!!
    Pozdrawiam, Jess :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz... taki rozległy :D Hm... ty się boisz? :D A co miałam powiedzieć ja, gdy czytałam Twój prolog, co? :D Elena będzie w następnym rozdziale, nie martw się ;) Dziękuję, że tak pochlebnie piszesz o moim stylu pisania. Owszem, chciałabym coś wydać, nawe "Zaprzysiężonych", ale to może się nie udać ;) Na razie skupiam się na blogu!
      Pozdraiwam,
      ~Brave

      Usuń
  7. Bardzo dobrze napisany rozdział, spodobał mi się. Jednak musiałabym przeczytać wszystkie części, aby powiedzieć coś więcej. Ale ogólnie rozdział ciekawy :)
    http://marysiaofficialblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietny rodzial! Musze wszystkie przeczytac :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nominuję cię do Liebster Blog Award. Szczegóły na http://aikoblogg.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie piszesz, myślałaś o druku? :)
    http://majadepp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Super genialny fenomenalny !! Naprawdę <3 tylk straszny i smutny :-( teraz nie zasnę :-(
    Ale rozdział super :-) chyba twój najlepszy
    Zapraszam do mnie
    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Wcięło mnie zakończenie. Jak mogłaś zabić Jamesa?! Lubiłam go :c I to ich "pożegnanie" z Des... Smutno tak :c A więc... bęą wilkołaki i wogólel?! :D Oby! :D Eh... muszę w końcu założyć konto xD a nie cągle pisać z anonima
    /Dum
    Ps. Gratuluje nominacji

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale ja wciąż mam tyle pytań. Nie wiem, co to są Entyloni. Nie wiem, kim jest Nate... Z każdym rozdziałem więcej pytań. Mało wyjaśnień. Lubisz trzymać ludzi w niepewności. :)
    Bardzo mi się podoba i oprócz interpunkcji i kilku stylistycznych jest naprawdę spoko. :)
    Pozdrawiam. :) Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie piszesz ! Masz do tego talent :)

    http://lisaandnel.blogspot.com/2015/01/its-what-we-see-nel.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj to już ostatni na dzisiaj :(
    Tak mnie to wciągnęło, że nawet nie wiem kiedy przeczytałam całego bloga xD Teraz czekam na nowe rozdziały, życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. O jeju! Jaki emocjonujący rozdział. Był świetny. Ciekawa jestem kto był tym wybawcą Des i skąd wiedział gdzie i kiedy się pojawić. Mam nadzieję, ze dowiemy się o nim czegoś więcej. No i co z jej rodzicami? naprawdę zostaną zabici? To byłoby straszne!
    Pozdrawiam i życzę dużo weny! ;)

    A w wolnej chwili zapraszam na nowy rozdział do siebie:*

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział jest świetny. Niestety teraz nie mam czasu na przeczytanie od początku całego opowiadania, ale jutro to uczynię ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nominowałam cię do LBA.
    Pytania znajdziesz na moim blogu:
    story-with-horse.blogspot.com/
    Aha i zapraszam do przeczytania ;) Będę wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawe jak zawsze, ale otwarła? xD

    OdpowiedzUsuń
  20. Nareszcie mamy akcję! I to jaką, kurde mać! :D Nie spodziewałabym się, że Amy tak uderzy do głowy, że będzie w stanie uśmiercić biedną Des...
    Ale zastanawiające jest to, dlaczego chciała ją nagle zabić? Co sprawiło, że zaczęła mówić " to naszcza szansa? " Czyżby jakiś pakt? Ktoś coś jej wmówił? Ktoś inny chciał śmierci naszej biednej Destiny?
    Ta ucieczka w las... Tajemnicze psy, a może wilki? I ten srebrny wybawiciel zwierzęcy <3 Kocham takie sytuacje, w których psy lub wilczki są obecne i grają główne role. To takie kochane stworzenia :D
    Co to za dziwna kobieta, zwana Serena? Parszywa wiedźma, nawiedzała Amy i chciała śmierci Destiny... Ale po co?! Jaką ona gra rolę, że jest zgubą dla... w sumie nie wiem kogo ;x Przecież to taka niewinna istotka, sama, nie ma rodziny... Teraz już żadnej... Nawet tej siostry z sierocińca... Dokąd ona ucieknie? Co ze sobą zrobi?
    Boże, nie mogę, ta akcja jest po prostu świetna <3 Pokochałam ten blog już od prologu, jak go ujrzałam. Ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, że post napisałaś rok temu! ;o Powinno tych rozdziałów być tu od groma! :x

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnóstwo, mnóstwo akcji! Amy rzuca się z nożem na Des, ona ucieka, zostaje wybawiona, a Serena? Czy to ona jest królową tych Entylonów czy może to matka Drake'a? Tyle zagadek!
    Ale powoli zaczynasz wszystko rozjasniać, więc pędzę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM