piątek, 30 stycznia 2015

1.11. Całe Moje Błogosławieństwo



  Wyspy Aran, rok 167. 
    
   Długie stalagmity, przylegające do stropu jaskini straszyły swoim ostrym zakończeniem przybywających do wnętrza ludzi. Całą grotę oświetlały setki pochodni, dzięki czemu była ona doskonale widoczna. Oczom przybyłego tłumu ukazał się olbrzymi ołtarz wykłuty dziesiątkami rąk ludzkich z masywnego bloku skalnego. U jego stóp mieszkańcy jednej z trzech wyspy Aranu, wyspy Inisheer, zauważyli mężczyznę, który klęczał, odrócony plecami do nich. Kiedy wszyscy się zebrali, mężczyzna wstał powoli i obrócił głowę. 
   Gedron - domyślili się wszyscy.
   Wyglądem przypominał mężczyznę  w wieku około czterdziestu lat. Spory zarost  okalał mu całą brodę i szyję, natomiast brązowe włosy sięgały mu do ramion.  Ubrany w ciemnozieloną, obszerną szatę, wydawał się być jeszcze chudszy niż w rzeczywistości. Każdy, kto nie znał go, pomyślałby, że to zwykły człowiek. Jednak każdy należący do jego ludu, wiedział jak było naprawdę. 
    Nie był zwykły, to było pewne. 
    Po chwili rozległ się jego chrypliwy głos.
   - My, lud Mionów - wielcy i objęci chwałą boską,  jesteśmy obdarowani kolejnym darem od Ducha - rzekł. -  Oto dziewiątego dnia dziewiątego miesiąca Stylion, podczas pełnej tarczy białego słońca,  narodziły się nam te, które zostały przekazane jako przyszłe matrony mające przewodzić naszemu światu. Słońce i księżyc zbiegły się ze sobą tejże nocy i dały nam dziecięta z gwiazdą stylionską naznaczone, niczym Piktowie swoimi malunkami na ciele.  Tak te siostry niebliźniacze zostały oddane wprost między nas, pokornych sług Ducha naszego. Niestety wielka na nas zeszła krzywda, która karą za nasze przewinienia była. Jedno z dziewcząt stylionskich, mając niecałe kilkanaście wiosen i zim ukończone, z zarazy okrutnej padło, opuszczając nas zasmuconych. Została nam jedna jedyna, którą tu oto widzicie.  
    Mężczyzna umilkł. Spojrzał na dziewczynę, która ubrana w białą szatę klęczała na wyłożonym zimnym kamieniem ołtarzu, znajdującym się pośrodku jaskini. Migotliwe światło wielu pochodni padało na  mlecznobiałą twarz dziewczyny. Kasztanowe włosy, które były zaplecione w dwa długie warkocze, sięgały jej aż do  posadzki, a duże, niezwykle żółte oczy skierowane były prosto przed siebie w spokojnym, a zarazem oczekującym spojrzeniu, zupełnie jakby nie zauważała tłumu, który przed nią stał. Nie miała na sobie żadnych drogocennych kamieni, które mogłyby nadać jej urodzie jeszcze więcej blasku. Zamiast tego na jej wyraźnie zarysowanych obojczykach widniało wielkie znamię w kształcie półgwiazdy o trzech rogach, z których najdłuższe sięgało jej aż do podbródka, przecinając szyję wzdłuż. Dwa natomiast wydawały się sięgać aż do pleców. 
    Mężczyzna  przeszedł przez ołtarz i zatrzymał się u stóp małego bloku skalnego,w którym wyryte były runy. Były one proste, bez żadnych upiększających ich zawijasów. Biła od nich moc tak wielka, że nawet dzieci, stojące w ostatnich rzędach tłumu, czuły w powietrzu magię, która nakazywała im zachować powagę.  Kiedy przywódca znów obrócił się twarzą w stronę Mionów, ich oczom ukazał się krótki sztylet. Połysk ostrza, sugerował doskonałość cięcia, a prosta rękojeść dawała mylne wrażenie o zwykłości narzędzia.
    - Dożyłem dwustu lat, oczekując chwili, kiedy w końcu nasza prośba zostanie wysłuchana - rzekł mężczyzna i popatrzył na zebranych.  -  Choć teraz musicie przyjąć przegraną i rozpierzchnąć się w świat, będziecie bezpieczni.  Dahlia, moja ukochana córka, a zarazem dziecko Stylionu, jest gotowa przejąć brzemię, jakim jest przetrwanie naszej tajemnicy. Bądźcie dumni, Mionowie. Bądźcie dumni, że staniecie się strażnikami nowego, nadchodzącego świata. Rządzić nim będziecie z Dahlią na czele. Wasza siła i zdolności równych mieć nie będą, a lud, który stworzycie czasu zagłady nie dosięgnie.  Tak samo wielka będzie dobroć wasza. Jedyne, co może zgubić was i pokolenie wasze, to grzechy zwykłych ludzi, które wchłonąć mogą każdego. Strzeżcie się więc i zaprzysięgnijcie wiarę i oddanie Dahli. Taka wola moja i Ducha.
     W tłumie zapanował spokój. Każdy z zebranych z zaciekawieniem patrzył, jak Gedron podszedł do Dahli, niosąc przed sobą sztylet z jak największym szacunkiem. Stanąwszy za nią, chwycił w lewą dłoń ostrze i naciął sobie prawy nadgarstek tak mocno, że po chwili pojawiła się ciemnoczerwona krew, której pozwolił swobodnie skapywać na posadzkę obok Dahli. Kiedy mężczyzna położył narzędzie na wyciągniętych dłoniach Dahli, ta zacisnęła na nim palce, zakrywając w ten sposób go prawie całego. Z ust mężczyzny zaczęła wypływać litania słów w staroirlandzkim języku. Po niecałej sekundzie pochodnie buchnęły niesamowitym ogniem, który dosięgał prawie stropu jaskini. Fala gorąca zalała Mionów, którzy stłoczyli się blisko siebie, przerażeni.
   Nikt nie zauważył, jak po chwili Dahlia zrobiła to samo co jej ojciec, domykając w ten sposób krąg. 
   Nikt, prócz drugiego dziecka Stylionu, Entylonii. 



             ~~****~~

   Elena zatrzasnęła za sobą drzwi do pokoju i westchnęła. Czuła się dziwnie, widząc Destiny na Agorze, w miejscu tylko i wyłącznie dla Zaprzysiężonych. Dotąd uważała Des za zwyczajną nastolatkę, która po prostu dostała złe karty od życia na samym początku. Jednak już podczas tego pierwszego dnia szkoły Elena wyczuła w dziewczynie coś niezwykłego. Upewniała się w tym coraz bardziej za każdym razem, gdy widziała Des. A tego zeszłego wieczoru, kiedy znaleziono nieprzytomne ciało Destiny tuż przed jednym z pierwszych domków na Agorze,  Trey nie miała żadnych wątpliwości.
    Ta dziewczyna musi być jedną z nas - pomyślała rudowłosa, wrzucając mokrą szmatkę do miski z wodą, która zdążyła przybrać już różową barwę od krwi.
    - Jak ona się czuje?
    Elena obróciła głowę i zobaczyła Drake'a, który stał kilka metrów od niej. Opierał się o ścianę wyłożoną jasnym drewnem i przypatrywał się Elenie. Uśmiechał się przy tym pod nosem.
    - Zagubiona, zła i przestraszona - mruknęła dziewczyna. - Zupełnie jak ty w towarzystwie dziewcząt.
    - Zabawne, Trey. - Drake podszedł kilka kroków bliżej. - To jest właśnie to, co lubię najbardziej w tobie. Twój sarkazm. Jest prawie tak wielki jak twoje ego.
    Elena spiorunowała go wzrokiem i prychnęła lekceważąco.
    - Nie będę się wdawać w tą idiotyczną pogawędkę.
    Już miała go minąć i odejść, gdy poczuła, że chłopak chwycił ją za ramię, powstrzymując w ten sposób.
    - Chciałem przeprosić - powiedział. - Za tę sytuację w lesie.
    - Przepraszasz mnie obrażając?
    - Sama zaczęłaś.
    Elena przewróciła oczami.
    - Nadal nie przeprosiłeś.
    - Więc przepraszam.
    - Mogłeś to zrobić wcześniej.
    - Robię to teraz.
    - To nie ma sensu - zauważyła Elena.
    - Doprawdy, brakuje mi tylko popcornu. Jesteście lepsi od tych całych hiszpańskich telenoweli.
    Drake puścił Elenę, zaciskając usta w wąską kreskę. Obrócił się w stronę Nathaniela, który stał za nimi, zupełnie w tej samej pozie, co Thore kilka minut wcześniej.  Jego blond włosy sterczały we wszystkie strony, ułożone w ten sposób zapewne przez wiatr, a na jego butach Drake zauważył ślady błota. Musiał gdzieś chodzić - pomyślał Drake.
    - Nie widziałem cię cały dzień i miałem nadzieję nie ujrzeć twojej barbie czupryny aż do przynajmniej jutra - powiedział Drake. - Wiedziałem jednak, że się stęsknisz.
    - Wybacz, że Cromwell chce się ze mną widzieć.
    Nate posłał mu wymowne spojrzenie, a kiedy napotkał wzrokiem Elenę dodał:
    - Wiesz, gdzie jest Jasir?
    - Jest zajęty - mruknęła Elena. - Może mógłbyś najpierw odwiedzić moich rodziców?
    - Zajęty? - zainteresował się Nate. - Czym? Od ostatnich dziesięciu lat przebywa na Agorze i zajmuje się archiwami i czymś tam jeszcze. Czym może być zajęty?
    - Cóż, myślę, że sam ci to powie, jeśli będzie chciał - ucięła Elena. - Moi rodzice są w swoim gabinecie. Sprawdź czy nie chcą czegoś od ciebie.
    Nate uśmiechnął się krzywo. Kiedy mijał Drake'a, a potem Elenę, zatrzymał się przy niej. Pochylił się ku niej i powiedział:
   - A ty nadal z Thorem. Myślałem, że masz lepszy gust.


~~~***~~~

     Gdy drzwi za Eleną się zamknęły, a Destiny została sama z profesorem, zapanowała niezręczna cisza. Pan Jasir nie odzywał się, tylko patrzył cały czas na nią. Des, przytłoczona jego wzrokiem poprawiła się na łóżku raz jeszcze i po chwili spytała niepewnie:
     - No więc?
     - Muszę być pewny, Destiny, że jesteś osobą, której mogę powiedzieć coś tak ważnego - powiedział w końcu profesor, wyciągając rękę. - Podaj mi dłoń.
     Des spojrzała z powątpiewaniem na dłoń, a potem na Cromwella.
    Co on chce zrobić? - pomyślała.
    On natomiast, jakby czytał jej w myślach, uśmiechnął się.
     - Jestem czymś w rodzaju wykrywacza. Tak jak istnieje wykrywacz kłamstw, który potrafi odróżnić prawdę od fałszu, tak samo ja potrafię odkryć kim jesteś - powiedział, ale po chwili zastanowienia dodał: - A przynajmniej po części.
    - Skąd mam wiedzieć, że pan nie kłamie? Dlaczego mam panu zaufać?
    - Gdybyś mi nie ufała choć trochę, to nie pozwoliłabyś zostawić cię samą ze mną. Wydaje mi się, że Elena jest jedyną osobą, którą nawet  znasz, prawda? Czemu więc nie miałaś nic przeciwko, aby wyszła?
    Des przełknęła ślinę i spojrzała raz jeszcze na lekko pomarszczoną dłoń profesora. Po chwili wahania w końcu chwyciła go za rękę. Poczuła, jakby przeszła przez nią jakaś nieznana jej dotąd fala prądu. Miała dziwne wrażenie zawieszenia pomiędzy jawą, a snem. Nie czuła niczego. Żadnego bólu, strachu, poczucia straty, winy.
   Czuła się... dobrze.
   Nie wiedziała, jak długo  trwało to zawieszenie, ale kiedy profesor puścił ej rękę, a jej życie zostało przywrócone do tego samego obiegu co wcześniej, poczuła się dziwnie smutna.
   Zamrugała kilkakrotnie, próbując pozbyć się zamazanego spojrzenia, a potem zerknęła na profesora, który wyglądał, jakby ktoś dał mu w twarz.
   - I? - spytała Des. - Więc kim jestem?
   - Osobą, która powinna nas poznać, to zapewne - mruknął profesor, patrząc nie na nią, tylko gdzieś prosto przez siebie nieobecnym wzrokiem.
    Kiedy znowu na nią spojrzał, zmarszczył brwi i wstał z krzesła. Podszedł do okna i rozsunął zasłony, a pokój zalało światło. Przez dłuższą chwilę po prostu patrzył na krajobraz zza oknem z założonymi rękami z tyłu. Bujał się na piętach w te i z powrotem, wydawając się być lekko zdenerwowanym.
    - Pierwszy raz nie wiem co powiedzieć - mruknął profesor. - Od czego zacząć.
    - Najlepiej od początku - powiedziała  prosto Des. - Zawsze najlepiej zacząć od początku.
    - Słuszna uwaga, moja droga. Słuszna uwaga.
    Westchnął raz jeszcze i spojrzał na Des.
    - Mionowie były jednymi z niewielu ludów, które swoją ekspansję rozpoczęły wyjątkowo wcześnie. Pierwsze ich wzmianki o początku wędrówki sięgają aż do dziewiątego wieku przed narodzeniem Chrystusa. Zawędrowali oni od gór Silpius w Turcji aż na Wyspy Aran należące do Irlandii. Byli szczególnym ludem, który znacznie wyprzedzał swoją epokę. Ich odkrycia w astronomii czy w innych rzeczach  w dużej mierze przysłużyły się na przykład Celtom, dla których Mionowie byli głównym źródłem wiedzy. Żyli na terenach  dzisiejszej Irlandii, z pokolenia na pokolenie coraz bardziej utożsamiając się z tamtymi ziemiami, niż z ich prawdziwą ojczyzną. Aż w końcu można było ich nazwać prawdziwymi ludami z tamtych wysp.
    - Nigdy nie słyszałam o Mionach - powiedziała Des. - To brzmi niedorzecznie.
    - Postarali się o to, by o nich nie słyszeć. - Cromwell uśmiechnął się. - Mieli swój bardzo... niezwykły i tajemniczy rodzaj magii.
    - Magii?
     - Tak, magii. Wierzyli w przyrodę i w to, że coś więcej niż dwunastu parszywych bożków  stworzyło ziemię. Wierzyli w Ducha. Wierzyli, że potrafią zasłużyć na to, by stać się czymś więcej niż tych ludźmi. Chcieli być strażnikami tego, co człowiek powinien robić. Byli pewni, że to właśnie ich lud został wybrany.
    - I tak się stało, prawda?
    - Najpierw narodził się Gedron. Był jednym  z pierwszych zapowiadanym od wieków przewodników Mionów, który miał wprowadzić ich w potęgę i dać im wielką moc i siłę. Niestety okazało się, że to nie na niego czekali. Choć był nieśmiertelny i żył przeszło cztery wieki, jego jedynym sposobem na śmierć było oddanie swojej całej magii  kolejnemu zapowiadanemu przewodnikowi.  I tak po dwustu latach oczekiwania, poczuł, że zbliża się jego następstwo. Oczywiście musiał się trochę naczekać, ale jakież jego było zdziwienie, kiedy na świat przyszły jego córki o dwóch znakach Stylionu. Jedna miała na imię Dahlia, a druga Entylonia. Obie były bliźniaczkami, ale były zupełnie różne. Przynajmniej tak mówią zapiski Mionów zostawione dla nas, Zaprzysiężonych.
    - Więc Zaprzysiężeni powstali od Mionów - domyśliła się Des.
    - Po części. Mionowie w końcu zyskali obiecywanych im przewodników, którzy mieli wprowadzić ich właśnie w ten nowy świat. Nikt jednak nie myślał, że urodzą się  dwie siostry  ze znaku Stylionu.
    - Stylionu?
    - Po kolei, moja droga - rzekł profesor, uśmiechając się znowu. - Gedron postanowił więc przekazać moc obu siostrom, aby mogły rządzić razem. Niestety jedna z nich, Entylonia, zhańbiła ród Gedrona. Była przy nadziei. Oczekiwała dziecka jakiegoś prostaka, a przecież miała zostać przywódczynią. W tamtych czasach to było nie do wybaczenia.
    - Co więc zrobił Gedron?
    - Odsunął ją od Błogosławieństwa i postanowił ostatecznie przekazać wszystko Dahli. Wygnał Entylonię, pozbawiając ją wszystkiego. Mionom powiedział, że dziewczyna umarła.
    - Okrutne - skwitowała Destiny.
    - W tamtych czasach  były rzeczy ważniejsze niż więzy krwi czy rodzina - wyjaśnił profesor. - Ostatecznie to Dahlia została wybrana i naznaczona na przywódcę, który wprowadzi Mionów w nowy czas dla świata. Obietnica się spełniła. Każdy kto zaprzysiągł wierność Dahli stawał się silniejszym niż człowiek. Niepokonanym. Zgubą wielu złych. Stał się Zaprzysiężonym.
   - A co z Entylonią?
   - Gedron zmarł jeszcze tego samego dnia, co ceremonia. Tak więc pozostała tylko Dahlia. Entylonia natomiast, ciężarna czy nie, chciała zemsty i mocy.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jejku, myślałam, że się nie wyrobię! A tu zdążyłam i dodaję jeszcze w piątek :D
Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle jak mi się wydaje ;)

Teraz notki będą się pojawiać w soboty! ;)



 
 
 


   
 
 
 

 
 



17 komentarzy:

  1. Heh... Pierwsze co powiem, to wiadomość, że zanim byłam w stanie napisać cokolwiek musiałam przeczytać ten rozdział ze siedem razy. Odebrało mi mowę, naprawdę.
    Znalazłam kilka drobnych literówek, ale nie wpłynęło to na przyjemność czytania. Rozdział baaaaardzo ciekawy, wciągnęło mnie. Widzę, że nie wszystko wyjaśniłaś, że zostawiłaś ten skrawek tajemnicy. ;) I bardzo dobrze.
    Znów nie jestem pewna czy chcę kolejny rozdział, boję się (oczywiaście tak na pozytywach), że zepsuję sobie to uczucie w brzuchu, gdy przeczytam kolejny rozdział w sobotę, pozbędę się tego przyjemnego niedosytu (o ile będziesz wyjaśniać wszystko w następnym rozdziale). :)
    Oczywiście rozdział cudowny, Mioni to bardzo... ciekawy rud. Zaskoczył mnie ten pomysł, generalnie ten rozdział jest wspaniały i mogłabym go przeczytać ósmy raz, ale mi się nie chcę. Ocena: Supi <3 1000000/10
    PS. PIERWSZA :D
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, Liv ;)

    acaila-fairytale.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam wszystkiego wyjaśniać w jednej notce, choć wiem, że i tak dużo się dowiedzieliście. Cieszę się, że Ci się podobało. Z resztą nie do wiary, że chciało ci się czytać aż tyle razy. Ja miałam dość przy czwartym poprawianiu, a i tak nie poprawiłam zbytnio dokładnie ( już poprawione ) ;)

      Usuń
  2. Świetne. Bardzo wciągające :) Przeczytałam to z dwa razy. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    drimaldi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Okej!!! Bardzo spodobał mi się sposób w jakim nieco przybliżyłaś Nam początek Zaprzysiężonych. Nie wiem czy tylko mi, ale lud Minów, kojarzy mi się z Minionkami. ^^ Ale naprawdę bardzo dobrze się to czytało, od razu przed oczami miałam to całe pomieszczenie, wszystkich opisanych ludzi. Wieeelkie gratki! Ale ogólnie piszesz tak wspaniale, że wraz z przeczytanym pierwszym wyrazem przenoszę się w opisywane miejsce. Co prawda nawet sporo się dowiedzieliśmy, ale dla mnie to i tak za mało, jednak dam radę do następnej soboty - muszę, nie? :D Podoba mi się postać Nathaniela. :D Już go uwielbiam. :P No i, czy z tego wychodzi, że Ci Minowie to poniekąd czarodzieje, czy coś w tym stylu?
    Ściskam
    Sky
    PS: Przepraszam,że komentarz taki chaotyczny i nieogarnięty, ale nie za bardzo mam czas poukładać myśli, jestem zabiegana, a chciałam pozostawić po sobie już dzisiaj jakiś ślad.! :D WENY! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się bez bicia, że mi też Mionowie skojarzyły się z Minionkami ;) Cieszę się, że mój styl pisania nie sprawił problemów z wyobrażeniem sobie tych wszystkich miejsc. Och ja także uwielbiam Nathaniela! Mionowie nie są czarodziejami - przynajmniej nie cały lud, ale tego się jeszcze dowiecie ;)

      Usuń
  4. Bardzo podobała mi się ta wstawka historyczna i na początku rozdziału. Nadała opowiadaniu takiego smaczku i tajemnicy;D Świetnie Ci to wyszło. A historia dwóch sióstr była naprawdę ciekawa. Ciekawa jestem co ta cała Entylonia wymyśliła i jaki rodzaj zemsty zastosowała. B jestem prawie pewna, że jakoś się zemściła i ma to związek z teraźniejszymi wydarzeniami. Jaki? Tego nie wiem, więc czekam na kolejny rozdział!:)

    A przy okazji zapraszam na kolejny rozdział do mnie ;) I pozdrawiam serdecznie !:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wooow *-* To jest twój najlepszy rozdział! :D Historia na początku jest fantastyczna, niczym z starożytnej księgi. Choć nie wszystko wyjaśniłaś i nadal to co mnie interesuje nie ujrzało światła dziennego, to mamy jasne światło na początek istnienia Zaprzysiężonych. Rozdział sprawił, że nie mogę się doczekać soboty by przeczytać następną część ^^ Weny życzę i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doprawdy, jak pisałam wypowiedzi Gedrona czułam się jakbym pisała jakąś kronikę czy coś w tym stylu :D Niczym Jan Długosz czy Gall Anonim :D Ja sama uwielbiam czytać takie książki ze wstawkami historycznymi czy retrospekcjami. Moim zdaniem to świetny sposób na wyjaśnienie wielu rzeczy ;) Mówię od razu, że w następnym rozdziale też będzie taka wstawka. Miala się pojawić w tym rozdziale, ale był on jak na mój gust już za długi ;)

      Usuń
  6. Aaaaaaa zaraz oszaleję z radości !!! Na wet nie wiesz jak sie cieszę, że się wyrobiłaś!
    Zacznę od początku.
    To już wiemy skąd się wzięli Entyloni !!
    I Zaprzysiężeni oczywiście :-)
    Tylko dlaczego nadal nie wiadomo co wpólnegi z tym wszystkim ma Des ?
    Lubisz trzymać ludzi w napięciu i przyprawiać ich o kołatanie serca, co ? ;-)
    Szkoda, że wiele postaci nadal nie jest rozbudowanych. Np. Nate. Bardzo mnie on intryguje ;-)
    Piszesz tak jak byś spisywała wszystko z jakiejś najlepszej powieści fantastycznej na świecie.
    Naprawdę nje chce sie wierzyć ze to wszystko wymyśliłaś sama.
    Długo nad tym myślałaś ?
    Jest na to jakis przepis ?
    Pozdrowionka <3
    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, naprawdę dziękuję za tak miłe słowa uznania! Nawet nie wiesz jak miło mi się zrobiło na sercu i jakiego kopa do pisania mi to dało! :) Owszem trochę czasu mi zajęło, aby wymyślić coś w miarę oryginanego, ale miałam do pomocy dwie dobre pomocnice, które czytały moje wypociny i je komentowały ;) Czy jest na to jakiś przepis? Szczerze mówiąc to mi wystarczy chęć do pisania, trochę dyscypliny i motywacją, którą są czytelnicy. Każdy, kto pisze ma w sobie świetny materiał na książkę/opowiadanie ;)
      Przyznam sama, że Nate jest według mnie bardzo intrygujący i może wiele wnieść w całość "Zaprzysiężonych" ;)

      Usuń
    2. Nie ma za co :-) po prostu piszę to co jest prawdą i tyle. A twoje opowiadanie jest po prostu nieziemskie :-*

      Usuń
  7. No i wreszcie jakiś konkretny rozdział. Czekałam na wyjaśnienie kim są Zaprzysiężeni już od początku i spodziewałam się czegoś innego. Ale było takie "Wo". O.O No i Entyloni. Kurdem, naprawdę mnie zaskoczyłaś z tą córką Gedrona. To trochę ostre traktować tak własną córkę, ale cóż... Inne czasy.
    Nie wiem czemu, ale mam dziwne wrażenie, że Des może nie być zwykłą Zaprzysiężoną a reinkarnacją Dahli. Pewnie nie mam racji, ale zawsze można pomarzyć, nie? x)
    Ciągle intryguje mnie Nate. Lubię takie postacie i choć nie za wiele jeszcze o nim wiem to czuję do niego sympatię ;p
    To czekam na nexta. Weny!
    Pozdrawiam, Jess ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytalsm Tw bloga.... Kurde.... Lol.... Jak można tak zajebiscie pisac? Zamiast oglądać tv to siedzę i czytam jak zaczarowana wszystkie Tw rozdziały.... Wow... Zazdro talentu.... Wreszcie wiemy tak trochę o zaprzysiezonych... Podziwiam Xie... Jejku w sobotę o 5 rano wejdę na Tw bloga aby zobaczyć czy nie ma notki... Mogę to obiecać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To postaram sie wlasnie dla ciebie dodac notke jak najszybciej :)

      Usuń
  9. Ciekawa historie, ale ciekawi mnie to, że skoro Minowie czy jak im tam nie wiedzieli, że Entylonia została wygnana, tylko zabita, to skąd profesor to wie, skora ta wiedza była przekazana przez zapiski MInionów. Skoro on tego nie wiedzieli, jak taka informacja mogła się znaleźć w zapiskach?

    OdpowiedzUsuń
  10. Wykuta - nie wykłuta ;p Taki mały błąd <3

    Hm, mamy trochę historii sprzed wielu, wielu lat. Świetny pomysł, naprawdę pochwalam! Widać, że masz w głowie wszystko poukładane! Robi się coraz ciekawiej i nie mogę się oderwać od czytania!
    Ta kłótnia była świetna xD Chociaż mogłaś dorzucić parę opisów do tych dialogów, bo jakoś tak sucho mi było :p
    Rodzice Eleny pracują w Agorze? Na Agorze... Nie wiem, jak to powinnam pisać XD Ciekawa jestem, jaką pełnią rolę w Zaprzysiężonych ;p
    Nathaniel.... Precz mi z nim! ;x

    "Wierzyli, że potrafią zasłużyć na to, by stać się czymś więcej niż tych ludźmi" - chyba "tymi" ludźmi ;p

    No i teraz już wiem jak to się wszystko zaczęło.... Boże, genialnie wymyślone! Jestem pod wielkim wrażeniem, naprawdę! Zaczynam zazdrościć, że sama na coś równie genialnego nie wpadłam, tylko mam takie typowe, młodzieżowe byle gówno ;x
    Nie pozostaje mi nic, jak czytać dalej i dowiadywać się jeszcze więcej! :D

    Ps. Trochę masz dziwny odstęp na końcu rozdziału, chyba ktoś tu kliknął za dużo razy enter ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyno, Ty to masz głowę! Super, że wszystko od początku wyjaśniłaś! :)
    W końcu dowiedzieliśmy się kim była Entylonia i kim są Zaprzysiężeni!
    A rozmowy Drake'a z Eleną zawsze mnie bawią. :D

    OdpowiedzUsuń

Hej! Dziękuję za każdy komentarz i opinię :)
Jeśli jednak jesteś tu po to, by zareklamować swojego bloga to zapraszam do zakładki SPAM